

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościPianiści świata na dwusetne urodziny kompozytora
Strona 6 z 9 Natomiast bez porównania ciekawsza była I część jego wieczoru w FN. Wpierw zagrał VI Partitę e-moll Bacha, z pięknie zinterpretowaną Sarabandą (nb. nastrojowość gry mogła też podobać się w wielu chopinowskich propozycjach). Jego Bach zatrzymywał uwagę. Artysta przekonywał, ukazywał jej genialność. Było to granie mądre, idące do przodu, pełne przy tym dystynkcji i powagi. Grał bez technicznych i wykonawczych wątpliwości, do tego świetnie wyreżyserował muzycznie, wręcz kunsztownie swoje interpretacje, swoją drogą, podobają mi się też jego bachowskie nagrania płytowe. Podobnie atrakcyjna była jego wizja Sonaty E-dur op. 109 Beethovena. Tak samo imponowała pewna i skuteczna technika gry, wystarczająco wyrazista i atrakcyjna muzycznie. Patrząc jednak na ten wieczór pod chopinowskim kątem i w tym przypadku, też raczej zastąpiłbym Perahię kimś innym, komu Chopin odwzajemnia romantyczne uczucia... Piotr Anderszewski - bez Chopina... A jak wytłumaczyć - w tym urodzinowym kontekście - pojawienie się w Warszawie Piotra Anderszewskiego, którego nie stać było na zagranie choć jednej chopinowskiej nuty... Oczywiście, możemy sobie gaworzyć o różnorodności artystycznych ofert występujących w tym urodzinowym cyklu pianistów, że była to oferta atrakcyjna, że przyjechali słynni pianiści... Owszem, ale czyż nie mogli przyjechać i zagrać w innym cyklu wspomniani już tu Pogorelic, Perahia, także Anderszewski czy Barenboim, którzy do wybitnych chopinistów nigdy przecież nie należeli. a tej zasadzie można by było zaprosić na chopinowskie urodziny inne klawiszowe znakomitości, np. Elżbietę Chojnacką czy Andreasa Steiera...O tym, że Piotr Anderszewski należy do elity współczesnych pianistów wiemy od dawna. Zawsze sięga po mało znane kompozycje, zawsze stara się znajdować repertuar, jak najdalej odbiegający od jakiejkolwiek sztampy. Jego warszawski recital był ogromnie ciekawy i wartościowy. Artysta sprawił mi wielką radość, bo jego gra podobała mi się jeszcze bardziej niż gra utytułowanego Perahii. Bach Anderszewskiego był jeszcze ciekawszy, a już na pewno całkowicie inny. Podobnie Beethoven (artysta, tego samego wieczora zagrał kolejną perłę z ostatniej sonatowej korony Mistrza z Bonn - op. 110). Anderszewski należy bowiem do rzędu tych -nielicznych - artystów, którzy zasiadając do instrumentu mają jeden główny cel: chcą nas wzbogacić i w szczególny, w o wiele bardziej niekonwencjonalny niż inni sposób, zainteresować wykonywaną muzyką. Ten styl polega i na tym, że Anderszewski z koncertu tworzy coś w rodzaju artystycznego misterium. Każe gasić światła, tworząc niecodzienną aurę (wszak sala filharmoniczna - jakby na to nie patrzeć - nie jest salą teatralną czy kinową...) o wiele bardziej sprzyjającą temu tak innemu podejściu i spojrzeniu na muzykę. Podobieństwo stylu i kierunku przeżywania, bo pewnie jeszcze nie kalibru kreacji, ze Światosławem Richterem jest tu bezpośrednie. To znakomity kierunek przy tym typie intelektualnego i pianistycznego wtajemniczenia. Jego muzyka płynie, płynie swoim i tylko swoim nurtem. Jest to zawsze niczym niewymuszona a frapująca i w sumie wielce zdystansowana opowieść artysty o muzyce, o kompozytorach, o ich świecie dźwięków. Płynęła muzyka Bacha, płynęła i Schumanna choć w o wiele bardziej - co zrozumiałe - romantyczny sposób, z wieloma kontrastami, z falowaniem nastrojów. Finałowe Adagio, nie wykonywanych, pewnie nie tylko u nas, 6 utworów w formie kanonu op. 56 (w wersji na 1 fortepian) R. Schumanna było czymś zjawiskowym i szczególnie misteryjnym właśnie.
|
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||