

































Galeria
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Pod Pegazem i Pod Papugami
Strona 1 z 2
Przed stu kilkunastu laty Niemcy zbudowali w Poznaniu gmach teatralny, w którego fundamenty wkopali kamień węgielny z uroczystym zapewnieniem, że z jego sceny nie padnie nigdy słowo polskie. Trwało to tylko pierwszych dziewięć lat. Począwszy od września 1919 roku kiedy „wybuchła Polska” z gmachu Pod Pegazem co wieczór słychać było polszczyznę nie tylko w spektaklach naszego repertuaru narodowego, ale również oper włoskich, rosyjskich, francuskich, a nawet niemieckich – wszystkie śpiewane po polsku, wyjąwszy naturalnie okres okupacji.
W jego bogatej polskiej historii nazywany został Gmachem pod Pegazem, bo na jego szczycie umieszczono rzeźbę naturalnej wielkości skrzydlatego konia, uważanego za symbol uniesienia poetyckiego, który w mitologii greckiej uderzeniem kopyta otwierał źródło natchnienia. Paradnego wejścia z kolumnami do dziś strzegą dwa kamienne lwy, które według sztubackich dowcipów z czasów mojej młodości powinny zaryczeć, jeśli ulicą Fredry – gdzie stoi Teatr Wielki – kiedykolwiek przejdzie … dziewica. Przeszły, przeszły, sam byłem tego świadkiem, a operowe lwy nadal milczą jak zaklęte.
Szkoda, a właściwie skandal, że przed kilku laty nie przyszło do głowy ówczesnej dyrektorce uroczyste uczczenie stulecia polskiej opery w Poznaniu. Nie przyszło to również do głowy jej przełożonym, ale temu się mniej dziwię. Natomiast po latach przypomniało sobie o tym Radio Poznań, mając w swych archiwach cotygodniowe „Marginesy muzyczne”, które z nieodżałowanej pamięci przyjacielem Zdzisławem Dworzeckim redagowaliśmy w latach sześćdziesiątych, wiele miejsca poświęcając poznańskiej tradycji operowej.
Namówiony przez nieocenioną red. Alinę Kurczewską zdecydowałem się wrócić przed radiowy mikrofon i w coponiedziałkowe wieczory opowiadać różne historie ze stulecia polskiej opery w Gmachu pod Pegazem. Przed ponad pół wiekiem byłem najmłodszym publicystą interesującym się tym tematem. Spotykałem się wtedy z żyjącymi jeszcze najwybitniejszymi postaciami tej sceny, począwszy od Karola Urbanowicza, Zygmunta Latoszewskiego, Ewy Bandrowskiej-Turskiej, Zygmunta Wojciechowskiego, Zofii Fedyczkowskiej, Maksymiliana Statkiewicza, Stani Zawadzkiej, Józefa Wolińskiego, Haliny Dudicz-Latoszewskiej, Stefana Janasika, Jadwigi Fontanówny, Jerzego Kaplińskiego, czy Wandy Roesler-Stokowskiej. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||