

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowości"Niobe, królowa Teb" i "Hybris" w Teatro Nacional de São Carlos w Lizbonie
Strona 6 z 6 Dużo dobrego da się też powiedzieć o stojącym na czele Orquestra Sinfónica Portuguesa Sébastien Rouland, młodym francuskim dyrygencie, który, niezależnie od troszkę mylącej wykonawców tendencji do nadekspresji ruchowej, potrafi z wdziękiem wydobyć detale niezwykle wypielęgnowanej i subtelnej orkiestracji Steffaniego oraz zwrócić naszą uwagę na wyszukaną harmonię i plastyczność linii melodycznych tej zasługującej na częstsze wykonywanie muzyki. Tym bardziej szkoda, że prezentację tak interesującej i w zasadzie zupełnie jeszcze przez szersze rzesze melomanów nieznanej opery poprzedzono - podobnie jak przed dwoma laty na Festiwalu w Schwetzingen - wykonaniem wspomnianej już wyżej Hybris Adriany Hölszky, nazwanej przez autorkę "dramatem na głosy" tzn. sześciu solistów i trzydziestu chórzystów. Chodzi tutaj o powstałą na podstawie Niobe Steffaniego kompozycję (z librettem Yony Kim), która w założeniu ma za pomocą współczesnych kodów dźwiękowych nawiązac rodzaj dialogu ze swoim siedemnastowiecznym pierwowzorem i tym samym ukazać dzieło Owidiusza w innej, bardziej odpowiadajacej naszej wrażliwości perspektywie. Oznacza to, że dla Hölszky opowiadające o powstaniu świata, zwierząt, roślin i ciał niebieskich, o czterech wiekach ludzkości: od chaosu do potopu, wreszcie o pożarze świata Metamorfozy są przesycone przemocą i prowadzącą do dramatu pychą. W przypadku Niobe owa pycha jest wyzwaniem dla bogów i ściąga na zbyt zuchwałą jednostkę surową karę. Kompozytorka - znów według deklarowanych intencji - stara się zatem przywołać echa tragedii dzieci Niobe, a ich zagładę chce przedstawić jako kosmiczną katastrofę. Powiedzmy od razu, że te zamierzenia i artystyczne cele przekładają się na płaszczyznę muzyczną w sposób budzący gwałtowny sprzeciw zaskoczonych, ale także i w znacznej części oburzonych słuchaczy. Język dźwiękowy tkany z pojękiwania, stękania, lamentów, szyderczych i przytłumionych śmiechów, pohukiwań i okrzyków, przytupywania, poklaskiwania, a także innych trudnej do zidentyfikowania proweniencji odgłosów wprawia zgromadzonych na sali odbiorców w prawdziwą konsternację, zachęcając nawet niektórych z nich do opuszczenia teatru. Dodajmy, że wysoce ryzykownego i jak się okazuje niewdzięcznego zadania realizacji tej specyficznej partytury podjął się niemiecki dyrygent Jörg Ritter, z którym współpracowała szóstka odważnych wokalistów i rozbudowany zespół wyraźnie ciężko pracujących chórzystów. Należy uznać za nieporozumienie fakt, że ten "operowy" wstęp zmęczył słuchaczy jeszcze zanim rozległa się muzyka wielkiego Steffaniego. I pomyśleć, że szczęście było tak blisko... Leszek Bernat
|
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||