

































Galeria
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Wykastrowana „Hrabina“ w Poznaniu
Strona 1 z 2
W ciągu kilku ostatnich sezonów, tym tylko pozornie medycznym terminem wytrzebiono sens i przesłanie czołowych dzieł ojca polskiej opery narodowej Stanisława Moniuszki, patrona Teatru Wielkiego w Poznaniu. Była to Halka w reżyserii teatralnego oszołoma Pawła Passiniego, Straszny dwór pokiereszowany przez byłą chórzystkę z Wiednia w roli reżyserki i Paria, zagrana w czasie remontu Teatru w hali zwanej Areną, niczym nie przypominająca walki Braminów z Pariasami, jak chciał tego Kompozytor i jego librecista Jan Chęciński.
Oczywiście żadna z tych realizacji nie utrzymała się w repertuarze. A obecnie – także wykastrowana Hrabina – po czterech zaledwie wykonaniach w październiku, więcej nie zaistnieje do końca rozpoczętego właśnie sezonu. Do kastracji Hrabiny (z librettem Włodzimierza Wolskiego, tego samego co Halki ) zabrała się reżyserka Karolina Sofulak, mając do pomocy Dorotę Karolczak (dekoracje), Ilonę Binarsch (kostiumy) i Monikę Myśliwiec (która pomyliła choreografię z ruchem scenicznym). Zaczęło się od likwidacji dialogów mówionych twierdząc, że „wszystkie potrzebne informacje zawarte w dialogach jesteśmy w stanie zagrać innymi środkami”.
Otóż – nie! Grane i śpiewane bez połączenia z sobą kolejne numery muzyczne pozbawiły spektakl niezbędnej narracji, charakterystyki postaci, jakiejkolwiek logiki działania, powodując zamęt, bałagan i niezrozumienie czegokolwiek. Na przykład Hrabina śpiewa arię „Suknio, coś mnie tak ubrała”, a paraduje po scenie w… spodniach. W momencie, gdzie – według Wolskiego – Kazimierz niechcący nadepnął na tę suknię, Hrabina – według Sofulak – zostaje opryskana gaśnicą pianową, a na scenie ukazuje się kulfoniasta armata rodem spod obrony Częstochowy.
Ubrany nie wiedzieć czemu we wzorzysty szlafrok Chorąży śpiewa swą słynną piosnkę z refrenem „Ruszaj bracie, ruszaj w pole…” mierząc z flinty do Bogu ducha winnej Broni, a nie do Kazimierza. Wszystkie postacie solowe pozbawione zostały swego pierwotnego charakteru. Hrabina zanim cokolwiek zaśpiewa paraduje w męskim kostiumie myśliwskim, a Kazimierz nie jest wojskowym, tylko wyfraczonym fircykiem. Bronia nie kreuje zagubionej w salonie szlachcianki z prowincji, tylko bladą twarz twierdzącą, że jest zakochana w Kazimierzu, a postać Dzidziego nie podtrzymuje komizmu akcji, jak chciał librecista, nie mówiąc już o Podczaszycu, który pozbawiony tekstów mówionych nie może czymkolwiek rozbawić widowni. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||