

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościCzego się Donizetti nie nauczył od Moniuszki?
Strona 2 z 3
Późne dziełko jednoaktowe Moniuszki Verbum Nobile muzycznie bije na głowę ową zapomnianą we Włoszech i na całym, świecie Betly (bo podobno za krótka) i dobrze się stało, że Fabio Biondi ze swym zespołem Europa Galante oddzielił oba wykonania kilkoma dniami przerwy, bo kontrast byłby zbyt wyraźny. Po prostu Moniuszko okazał się lepszy. Ale to nie znaczy, że słuchanie włoskiego Mistrza trzeba spisać na straty. W tym godzinnym utworze, przypominającym np. słynny Napój miłosny, jest wiele pięknych epizodów, rozwiązań wokalno-komicznych czy też zgrabnie zakomponowanych duetów. Dziwić może tylko dlaczego autor właśnie Betly szczególnie wyróżniał w swoim dorobku kompozytorskim, tak samo dziwne wydawało się, że Fabio Biondi wyszedł na estradę ze skrzypcami, a nie tylko z batutą. W warstwie orkiestrowej nie przewidziano dla niego żadnej solówki, wspierał po prostu partię pierwszych skrzypiec zastępując dobrego koncertmistrza i jeszcze pilnując przebiegu dzieła. To jedna z tajemnic koncertu.
Muzyka pisana lekko, czasem używająca dźwiękonaśladowczych efektów, dobrze towarzyszyła śpiewakom. Partie recytatywów wspierało zabytkowe fortepiano i „ciekawostka” – gitara, której każdorazowe odezwanie się budziło żywą reakcję publiczności, skłaniało do śmiechu. Orkiestra „suflowała” elementy krajobrazu alpejskiego, nawet naturalne rogi pasterskie, a później po wkroczeniu oddziału żołnierzy nadawała werblami rytm marszowy. Własne sola miała też pianistka akompaniująca rutynowo solistom w recytatywach, bowiem wplatała w swe produkcje „obce” motywy (zapewne nie było tego w partyturze), a to cytat z Mozarta, a to początek Marsza żałobnego z Sonaty Chopina. Solistce Marii Lys, która obsadziła rolę tytułową przypadł inny etniczny motyw alpejskich górali – jodłowanie. Jej partner – główny amant czyli tenor Francesco Marsiglia miał grać poczciwinę, który zaloty ponętnej dziewczyny kwituje ziewaniem (ponoć to było zaznaczone w partyturze). Trzeci bohater opowieści buffo, brat Betly Max, którego dziewczyna nie rozpoznaje, miał z kolei zadanie zagrać pijanego żołnierza, co mu się w pełni udało. Śpiewał i realizował się dramatycznie baryton Vittorio Prato, artysta o urodzie filmowego amanta. Tak mógłby wyglądać w młodości Andrzej Hiolski, choć głos naszego artysty jak dotąd nie znalazł sobie równych. Tak czy inaczej poziom wokalny przedstawienia był zadowalający. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||