

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościPowrót na "Zielone wzgórze"
Strona 4 z 7 Lohengrin Nie będę ukrywał ta romantyczna opera jest od dawna moją wielką miłością. Lubię w tym dziele jego mroczną i tajemniczą atmosferę oraz jej fantastycznie przeprowadzone w muzyce kulminacje. Lohengrin to jedno z najważniejszych dzieł muzycznego romantyzmu, w którym splatają się mit z historią oraz baśń z tragedią, jest zarazem pełnym ukoronowaniem pierwszego okresu twórczości Wagnera. Zanika tutaj już niemal zupełnie podział na poszczególne operowe numery przez co melodia, nieskrępowana tradycyjnymi regułami okresowej budowy, płynie zupełnie swobodnie szeroką falą. Dlatego możliwość obejrzenia każdej nowej inscenizacji traktuję jak moje prywatne muzyczne święto. Z takim właśnie nastawieniem zasiadłem drugiego wieczoru w słynnej z doskonałej akustyki festiwalowej widowni. Po pierwszych taktach uwertury kurtyna idzie w górę a Lohengrin popychając przed sobą potężna białą ścianę usiłuje się wydostać z pułapki czy więzienia (?) - odpowiedź to słodka tajemnica reżysera. Po chwili drzwi się otwierają i Lohengrin wychodzi, a scenę opanowują zastępy myszy! Mamy myszy czarne, które towarzyszą Królowi Henrykowi, który nie jest żadnym władcą Brabancji, ale mysim królem z papierową koroną. To wśród mysich zastępów mając w tle rachitycznego badyla w doniczce zamiast wiekowego dębu sprawuje swoje sądy. Tutaj Telramund oskarża Elże o zabicie własnego brata Gotfryda. W tym czasie na ekranie pojawia się projekcja przekroju mysiej głowy, gdzie centralne miejsce zajmuje korona co ma być obrazem tego co ma w głowie Telramund (ależ łopatologia - pomyślałem!). Wchodzącej na scenę Elzie towarzyszą białe myszy - kolejna łopatologia, czarne złe, białe dobre. Później pojawią się jeszcze myszki różowe. I tak przez całe przedstawienie co jakiś czas myszy zdejmują kostiumy (fantastyczne!!!) i wieszają je na hakach jak w szatni górników. Raz pod spodem mają żółte garniturki, później będą w czarnych smokingach, za każdym razem pozostają im jednak mysie łapki i stópki. Jak już wydaje się, że mysi problem mamy z głowy to pojawiający się na scenie orszak ślubny pań towarzyszących Elzie brany jest w bajecznie kolorowe sukienki, a każda z nich ma ...mysi ogon! Który szybko staje się obiektem pieszczot dla towarzyszących im panów. Na tym tle dzieje się dramat Elzy i Lohengrina uknuty przez Otrudę i Telramunda. W finale nonsens sięga szczytu! Jakby tych myszy na scenie było mało to w pewnym momencie trzeciego aktu mamy kolejną projekcję z tabunem gnających przed siebie białych myszek. Kiedy tytułowy bohater wie, że przegrał i musi opuścić Elzę na scenie pojawia się czarna trumna w czymś jajowatym co przykryte jest woalem. Lohengrin go ściąga i obraca to jajo, w którym siedzi siebie płód, który wstaje odrywa sobie pępowinę i rzuca jej fragmentami po scenie. Jednym słowem nonsens goni nonsens, a wszystko to nie trzyma się kupy. Ma się to tak do romantycznego przesłania tego dzieła jak kwiatek do kożucha. Myślę, że nie będą się Państwo dziwić jeżeli napiszę, że takiej porcji dezaprobaty dla tego co zrobił reżyser Hans Neuenfels jeszcze nie słyszałem w tym teatrze. Publiczność go bezlitośnie wybuczała i wygwizdała. I tylko gdzie niegdzie w tle odzywały się nieśmiałe oklaski aprobaty kiedy stanął na scenie.
|
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||