

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowości"Parsifal" w Unter den Linden
Strona 3 z 4 W obydwu przedstawieniach zarówno chórowi, jak i orkiestrze można by wytknąć słabsze momenty, zwłaszcza 6 marca, kiedy zdawało się, że głośność panuje nad harmonią. Uczciwie będzie jednak wspomnieć, że akustyka "Unter den Linden" jest zła. Z drugiego balkonu słyszy się czasem wyłącznie orkiestrę i to grającą hałaśliwie, podczas gdy publiczność na parterze może mieć całkowicie odmienne wrażenie. W pierwszym spektaklu Daniel Barenboim dyrygował czasami zbyt wolno i zbyt mało troszczył się o komfort śpiewaków w zakresie tempa i dynamiki. 9 marca było już zdecydowanie lepiej. Tempa nadal pozostały raczej wolne, ale wyczuwało się większą dbałość dyrygenta o współgranie z solistami. W rezultacie otrzymaliśmy znakomite, warte zapamiętania przedstawienie, po którym publiczność zareagowała żywiołowo. Niekończące się brawa i stojąca owacja były podziękowaniem dla wszystkich artystów, zwłaszcza dla Waltraud Meier, Hanno Mullera-Brachmanna i niekwestionowanego bohatera wieczoru - Placida Domingo. To były dwa naprawdę ekscytujące wieczory w Berlinie!
Berliński "Parsifal" powstał w 2005 r. jako pierwszy operowy projekt reżysera filmowego Bernda Eichingera. Jest to inscenizacja osobliwa, ale na szczęście nie tak udziwniona jak wiele współczesnych produkcji. Czuje się, że opera jest dla tego reżysera nową formą wyrazu. Zbyt często używa projekcji wideo do tworzenia (lub nie) różnych nastrojów i symulowania różnych miejsc akcji. Zwolennikom tradycyjnych przedstawień może się ta inscenizacja nie podobać, dla zwolenników awangardowych spektakli na pewno jest za mało nowoczesna. Eichinger ma niezłe pomysły, ale brakuje mu konsekwencji w ich realizacji. Trudno określić miejsce akcji 1. aktu. Projekcja obracającej się w tle kuli ziemskiej mogłaby sugerować, że jesteśmy w kosmosie. Albo i nie. Rycerze są albo Obcymi, albo wojownikami starożytnego Egiptu, imperium Inków lub jakiegoś bliżej nieokreślonego afrykańskiego plemienia. W zamyśle miało to pewnie oznaczać, że Święty Graal jest dziedzictwem całej ludzkości. Jedną z najbardziej wyzywających scen jest moment, który Wagner opisał jako spożywanie chleba i wina. "Enthuellet den Graal" znaczy dla Eichingera "dajcie no tu pieniek rzeźniczy". Na tym pieńku Amfortas umieszcza własne (?) serce, a rycerze przechodzą mimo, odkrawają po kawałku krwawego organu, jedzą i śpiewają z poplamionymi krwią ustami. Scena równie wstrząsająca co w złym guście. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||