

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościOd gazeciarza do mistrza baletu
Strona 9 z 9
Przypadkowo jesienią roku 1976 usłyszałem w telewizji transmisję z Warszawskiej Jesieni, gdzie po raz pierwszy wykonano Krzesanego Wojciecha Kilara. Natychmiast opowiedziałem o tym Conradowi, być może zbyt nachalnie sugerując, że to muzyka idealnie zbieżna z jego potrzebami. Przyjął to z rezerwą, dając mi do zrozumienia, że niepotrzebnie się wymądrzam, zamiast „zajmować się swoimi śpiewaczkami”. Nie bardzo to tolerował, a już kielich goryczy został dopełniony gdy zobaczył mnie w kawiarni z Teresą Żylis-Garą. Był to jedyny powód, dla którego – niezwykle ambitny – schował pomysł z Krzesanym na rok do szuflady. Conrad Drzewiecki jako człowiek był równie trudny i skomplikowany, jak jego choreografie i wizje teatralne. Rozpoznałem to dobrze i znosiłem w imię dbałości o dobro wspólnej pracy teatralnej. Z czasem u jego boku objawiały się młode talenty choreograficzne. Za jego zgodą wystarałem się w Wielkopolskim Towarzystwie Kulturalnym o stypendia twórcze dla Śliwy, Soleckiego i Wesołowskiego. Ale żaden z nich nie doczekał się pod okiem Conrada debiutu choreograficznego.
Mistrz częściej okazywał niezadowolenie ze sposobu załatwiania jego spraw osobistych. Pewnego razu okazało się, że lubiany przez niego uczeń Szkoły Baletowej (Conrad był tam jednocześnie dyrektorem artystycznym) ukradł z Teatru jakieś przyrządy czy żarówki. Powiadomili nas o tym Emil Wesołowski (był asystentem Conrada) i Piotr Voelkel (który nigdy nie bał się gniewu naszej dyrektorskiej Gwiazdy). Poinformowany o tym dyrektor podjął zdumiewającą zaiste decyzję: Emila i Piotra zwolnić natychmiast, a uczniowskiego złodzieja żarówek natychmiast przyjąć do zespołu. Minął szmat czasu. Conrad zapewne z obłoków czyta te moje wspomnienia, zadumany nad chwilą, gdy wraz ze mną, Emilem i Piotrem, odeszła z PTT grupa aż 17 tancerek, tancerzy i pracowników techniczno-administracyjnych. Obchodząc obecnie 100 rocznicę urodzin zastanawia się, jakby potoczyły się losy naszego wspólnego dorobku, gdyby nie z pozoru niewielki, ambicjonalny kryzys niezwykle wybitnego artysty. Jeszcze za jego życia czas przyniósł spadek emocji. Conrad ze swym zespołem bywał na Łódzkich Spotkaniach Baletowych, w latach późniejszych zaprosiłem go, aby wyreżyserował Verbum nobile i Flisa Moniuszki. Kiedyś Emil, Piotr i ja wybraliśmy się do niego na Grunwald trochę stęsknieni, a trochę ciekawi. Po pewnej ilości przyniesionej przez nas „czterdziestoprocentowej narkozy”, idol naszej młodości wykrzyknął: „Dobrze, że was wyrzuciłem z roboty. Dzięki temu każdy z was zrobił karierę”. Sławomir Pietras |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||