

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościJubileusz „Beethovena”
To był niestety nienajlepszy koncert filharmoniczny, pewnie głównie za sprawą słabego dyrygenta. Brytyjski kapelmistrz Courtney Lewis, od kilkunastu lat szef Jacksonville Symphony na Florydzie, poprowadził zespoły Filharmonii Narodowej i otrzymał do wykonania orkiestrę, chór oraz czworo śpiewaków. W pierwszej części zaproponował Mszę As-dur Schuberta, utwór może nie genialny, ale wdzięczny, miejscami melodyjny, poprzetykany ciekawymi sekwencjami instrumentalnymi, które towarzyszą tradycyjnemu tekstowi łacińskiemu. Najwyraźniej dyrygent uznał, że musi powalić słuchaczy dynamiką dźwięku, choć u Schuberta takich ambicji chyba nie było. A jak robiono fortissimo, to soprany z chóru zamiast śpiewać na pełnym podparciu i wysokiej pozycji, szły na płasko i siłowo, dlatego też piszczały. Co gorsze wady emisji głosu przeniosły się na solistki. Znana z pięknych partii sopranowych Aleksandra Kubas-Kruk, wynosiła wysokie dźwięki tak ostro, że pasowałoby to do hip-hopu, albo stylu techno. Jej partnerka z głosem niskim, robiła jeszcze gorsze wrażenie. Tylko tenor i bas trzymali się wokalnych zasad bel canta.
Po przerwie jeden z hitów klasyki, II Symfonia Ludwiga van Beethovena, nie załagodził kiepskiego wrażenia. Muzyka prowadzona była ciężko, jakby zdając się wyłącznie na sumienne zagranie partytury. Oczywiście tam, gdzie forte, było głośno, a tam gdzie piano grano bez niezbędnej wrażliwości, a dodatkowo dyrygent narzucił bardzo szybkie tempo, co dobra orkiestra wytrzymała, ale nie było to czarujące, nawet pomijając drobne kiksy w dęciakach. Może dyrygent spieszył się na samolot. Oklaski się oczywiście odezwały, choć nikt, jak to jest często w zwyczaju, nie robił stojącej owacji. I wtedy stało się coś, czego nikt się nie spodziewał, a co zasygnalizowano tylko niewielką notką w drukowanym programie. Na filharmonicznym balkonie, gdzie zwykle siadają najważniejsi goście, ambasadorowie, ministrowie, biskupi, nawet premierzy, niewysoki, krępy mężczyzna z bujną siwą czupryną odebrał ogromny bukiet, składający się chyba z 50 róż. Dyrygent Courtney Lewis z jednym tylko kwiatkiem w ręku zaczął oklaskiwać bohatera tej sceny balkonowej. – Kto to jest? – rozległy się pytania na widowni. – Przecież Beethoven nie żyje. Mężczyzna przypominający z grubsza kompozytora znanego z kilku portretów kłaniał się pełen uśmiechów i wywijał ogromnym naręczem kwiatów. Publiczność wstała chcąc lepiej obejrzeć dalszy ciąg tej owacji. Posiadacze programów być może przeczytali, że z końcem kwietnia na emeryturę przechodzi pan Tadeusz Boniecki – wieloletni kierownik Działu Organizacji Pracy Artystycznej, a wcześniej muzyk i inspektor Orkiestry. Nie był to więc sobowtór kompozytora, ale człowiek ogromnie zasłużony dla tej instytucji, pracujący tu ponad 50 lat. Przyjmował go do pracy, wtedy na stanowisko waltornisty, jeszcze Witold Rowicki. Pożegnanie długoletniego inspektora przeniosło się później za kulisy i tam do jubilata ustawiła się niezmiernie długa kolejka. Podziękowaniom nie było końca. Joanna Tumiłowicz |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||