

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościO „chemicznej” muzyce
Strona 5 z 5
A Pan jak się czuje – bardziej chemikiem, czy muzykiem? – Znalazłem harmonię między tymi dwiema dziedzinami. Bardzo lubiłem chemię już od szkoły podstawowej. Kiedy przyszło wybrać zawód, decyzja by pójść na chemię była dość oczywista. Rodzice przekonali mnie by pójść na chemię techniczną, dającą więcej możliwości znalezienia pracy, np. w przemyśle.
Jakie były Pańskie drogi muzyczne? – Chodziłem do podstawowej szkoły muzycznej w moim rodzinnym Zbąszyniu. Ponieważ nie było tam średniej muzycznej, to dyrektor Antoni Janiszewski po ukończeniu przeze mnie szkoły muzycznej I stopnia raz jeszcze przyjął mnie do tej samej szkoły na fortepian i rozszerzone dodatkowe skrzypce, bo byłem skrzypkiem. W ten sposób realizowałem część programu muzycznej szkoły średniej.
Gdy przyjechałem na studia chemiczne do Wrocławia, po roku zdałem do III klasy średniej szkoły muzycznej przy Podwalu, którą realizowałem równolegle ze studiami politechnicznymi. Pogodzenie czasowe zajęć nie było łatwe – strasznie lawirowałem. Najgorszy miałem tak dzień, w którym wykłady na Politechnice zaczynały się o 7.30 i trwały do 13.00. Potem wsiadałem w tramwaj i jechałem do szkoły muzycznej na lekcję skrzypiec, by już o 15.00 wracać na kolejne zajęcia laboratoryjne, trwające do godziny 21. Bywało, że niektórych lekcji zbiorowych, np. z historii muzyki, nie można było pogodzić z zajęciami politechnicznymi, ale napotkałem bardzo życzliwe osoby w szkole muzycznej. Do końca życia będę wdzięczny śp. Ewie Kofin, która zgadzała się na zaliczanie eksternistyczne. A potem przyszły studia muzyczne.
U kogo studiował Pan kompozycję? – Zacząłem u Ryszarda Bukowskiego, a ukończyłem pod kierunkiem Leszka Wisłockiego.
A co w tym czasie działo się na chemii? – Wtedy już byłem na studiach doktoranckich, które dość spokojnie dało się pogodzić z kształceniem muzycznym. Nie miałem problemów ze zgraniem czasowym moich zajęć. Po trzecim roku studiów muzycznych życzliwie udzielono mi urlopu dziekańskiego, abym mógł wyjechać na roczny staż naukowy do USA, gdzie wykonałem skomplikowane obliczenia potrzebne do doktoratu. Po powrocie obroniłem doktorat, a rok później dyplom z kompozycji.
Widziałam w Pańskich notatkach cytat francuskiego chemika Georgesa Urbaina, który powiedział „muzyk łączy dźwięki tak, jak chemik łączy substancje”. Czy zgadza się Pan z tym? – Częściowo tak. Bo rzeczywiście szukając nowej substancji, mieszamy ze sobą związki chemiczne lub pierwiastki. Bierzemy na przykład wodór i azot, aby otrzymać amoniak. To tak, jakby brać pojedyncze dźwięki i tworzyć motywy. Można też wytwarzać bardziej złożone związki, syntezując je w kilku etapach. Odpowiada to budowaniu dłuższej struktury muzycznej, np. melodii złożonej z kilku motywów. W jakimś więc stopniu to porównanie jest trafne.
Dziękuję za rozmowę Izabella Starzec Wywiad zamieszczony dzięki uprzejmości
|
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||