

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościKrzysztof Jakowicz – grać lepiej jutro niż dzisiaj
Strona 6 z 7
Wiadomo, że nasza historia jest bardzo poszarpana i dramatyczna, natomiast wielkie narody w każdej dziedzinie same siebie lansują. Najwyższy czas, aby uświadamiać ludziom, że w Polsce znakomite instrumenty budowali Marcin Groblicz oraz Baltazar Dankwart. Ich potomkowie byli również świetnymi lutnikami. To byli rówieśnicy wspaniałych mistrzów włoskich. Polskie lutnictwo jest teraz w wielkim rozkwicie, a najlepszym przykładem jest Akademia Muzyczna w Poznaniu, która także kształci lutników. Starałem się pokazać polskie lutnictwo. Z trudem udało mi się odnaleźć skrzypce Groblicza. Dołączyłem do nich przedwojenne instrumenty – m.in. pięknie wykonane skrzypce Feliksa Konstantego Pruszaka, na których grał prof. Tadeusz Wroński. W powstaniu unikalnej płyty, na której utrwalonych jest brzmienie 15 skrzypiec polskich, bardzo mi pomógł Jaś Pawlikowski z Krakowa, mobilizując lutników. Polskie lutnictwo rozkwita. Możemy już nawet mówić o rodach wspólczesnych polskich lutników: Bobaków, Krupów, Łapów, Pawlikowskich czy Pielaszków. Z przyjemnością bym nagrał kolejną płytę, bo polskie lutnictwo zasługuje na to, żeby propagować nasze instrumenty. Wprawdzie moją płytą nie zainteresowały się oficjalnie Związek Polskich Lutników i Muzeum w Poznaniu, ale stanowi ona istotny dla kultury polskiej dokument. Jak pani wspomniała, jeździłem po Polsce z takim programem – grałem na kilku skrzypcach różnych lutników, pokazywałem różnice, grając ten sam fragment utworu na każdym instrumencie. Słuchacze byli bardzo zainteresowani i często także wyrażali swoje opinie na temat różnic. To było bardzo piękne, bo pobudzało ich wyobraźnię oraz wiedzę o skrzypcach, które różnią się tak samo, jak ludzie się różnią między sobą. Bardzo lubiłem te koncerty i mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja do nich powrócić.
Który ze swoich instrumentów zabiera Pan ostatnio na koncerty? – Podczas koncertów w Leżajsku i Mielcu grałem na skrzypcach, które podarowałem kiedyś córce. To jest instrument o wymiarze 7/8. Grałem na nim wiele lat temu i idealnie w tej chwili pasuje do mojej ręki. Brzmi bardzo pięknie, chociaż nie ma szczególnie mocnego dźwięku, natomiast ma brzmienie dobrego włoskiego instrumentu i inspiruje do lżejszego, precyzyjnego grania. To nie jest instrument typu Stradivarius, ale także bardzo ciekawy. Mam też włoskie skrzypce podarowane mi przez mojego mistrza prof. Tadeusza Wrońskiego i w zasadzie gram na nich. Ten instrument traktowany jest jak relikwia i musi pozostać w rodzinie.
Zachwycał Pan kiedyś nie tylko melomanów występując z koncertami muzyki nieco lżejszej – mam tu na myśli tanga Astora Piazzolli, a także polskie tanga, które są przepiękne. – Polskie tanga są moim zdaniem napisane z większa inwencją niż tanga argentyńskie. Jest w nich także słowiańskość, rozlewność, niebywała czułość. To jest moja działalność uboczna, ale bardzo ją lubię, bo związana jest z moim dzieciństwem, ponieważ moi rodzice tańczyli tanga. Pamiętam pary przytulone do siebie, tańczące polskie tanga. Po zakończeniu strasznej II wojny światowej ludzie lgnęli do siebie i podczas tańca mocno się przytulali. Wszystko mam w pamięci, w oczach i uszach. Ucieszyłem się, jak mój zięć Hadrian Filip Tabęcki je zaaranżował i zaprosił mnie do koncertów. Niebawem zagramy je w moje okrągłe urodziny w Domu Kultury na Saskiej Kępie w Warszawie. Planowany jest też koncert w Nowym Sączu. Wracam do tych koncertów z przyjemnością i z przekonaniem, że utwory, które gram są najwspanialszymi, jakie zostały napisane. Bardzo trudno mi to przychodzi, bo jestem człowiekiem skromnym, ale kiedy występuję na estradzie. Próbuję sobie wmówić, że w tym momencie jestem najlepszy. To jest potrzebne, bo publiczność musi mieć przekonanie, że artysta gra dla nich na najwyższym poziomie. Muszę także odrzucić tremę. Bardzo dużo czytam i rozmawiam na ten temat. Kiedyś zapytałem Gustawa Holoubka czy ma tremę. Odpowiedział: „…oczywiście, mam tremę, ale wchodzę na scenę i staram się jak najszybciej wejść w treść sztuki”. Ja także staram się jak najszybciej wejść w treść muzycznego opowiadania i wtedy jest dobrze. Grając tanga mam niewielką tremę, bo gram z zespołem – zięć gra na fortepianie, jest też gitarzysta, bandeonista i ja gram na skrzypcach. Bardzo sympatycznie się czuję w takim małym kameralnym zespole. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||