

































Galeria
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Co by tu zagrać ku uciesze publiczności
Strona 1 z 2
Układanie repertuaru jest domeną dyrektora teatru, ale często podważaną przez różne rady teatru, związki zawodowe, poszczególne indywidualności tkwiące w zespole, organizacje widzów tkwiące przy kasach biletowych lub nawet żonę, a nawet kochankę dyrektora, jeśli w ogóle takową posiada. Z moich doświadczeń wynika, że aby możliwie długo utrzymać się na tym stanowisku, należy grać w kółko Madama Butterfly, Traviatę, Carmen, dla szkół Halkę i Straszny dwór, dla dzieci Królewnę Śnieżkę i coś tam jeszcze „współczesnego”, a z baletów Giselle, Jezioro łabędzie, to nic, że zubożone i pokiereszowane. Dlaczego wymieniłem te właśnie tytuły? One bowiem zawsze zapewniają frekwencję, często organizowaną, wymuszoną mimo, że na afiszu widnieje „ciągle to samo w koło Macieju”.
Podejmując nieśmiało zachęcanie młodszych kolegów – dyrektorów polskich teatrów operowych – (i koleżanek!) do większej odwagi repertuarowej, podsuwam podstępnie niektóre sugestie warte przemyślenia w czasie zapełniania wakacyjnego wolnego czasu.
Od niepamiętnych sezonów nie pojawiały się w naszym repertuarze tak wybitne tytuły, jak Medea (Cherubini), Tristan i Izolda (Wagner), Wilhelm Tell (Rossini), Trojanie (Berlioz). Nikt nie odważa się zagrać młodzieńczych dzieł Pucciniego (Edgar), Wagnera (Rienzi), czy Verdiego (Dzień królowania).
Niemałe zaniedbania dotyczą repertuaru polskiego. Pretensje o niegranie wybitnych polskich dzieł operowych można kierować również do mnie. Mając do dyspozycji ponad 40 sezonów w pięciu teatrach (zdarzało się, że dwoma kierowałem jednocześnie), ani razu nie zrealizowałem Casanovy Ludomira Różyckiego i Goplany Władysława Żeleńskiego – dwóch najwybitniejszych dzieł po moniuszkowskich. Zapewne dlatego od niepamiętnych czasów nie jestem odznaczany, a Glorię Artis otrzymałem – o paradoksie – z rąk mojego rywala Waldemara Dąbrowskiego – wówczas Ministra Kultury, ale tylko srebrną, bo wersję złotą zatrzymał dla siebie.
O wiele bardziej skomplikowane relacje łączą mnie z nieżyjącym już kompozytorem Romualdem Twardowskim. W latach sześćdziesiątych Opera Śląska zrealizowała prapremierę jego opery Cyrano de Bergerac z rewelacyjnym Sławomirem Żerdzickim i moją ukochaną Polą Bukietyńską jako Roksaną. Byłem na każdym przedstawieniu, nie tylko dla adoracji ich obojga, świetnej bytomskiej obsady solistów i kierownictwa muzycznego niezrównanego od Mozarta po współczesność Włodzimierza Ormickiego. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||