

































Galeria
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Co by tu zagrać ku uciesze publiczności
Strona 2 z 2
Przyjeżdżałem aż z Poznania, gdzie już studiowałem, aby słuchać muzyki Romualda podziwiać jej teatralność i kunszt w zespoleniu z tekstem libretta. Zaprzyjaźniliśmy się. Swą pracę w Operze Wrocławskiej rozpocząłem od premiery baletu Rzeźby Mistrza Piotra, z muzyką Twardowskiego, która dzieliła sukces z choreografią Teresy Kujawy.
Wkrótce talentem Romualda zainteresował się Teatr Wielki w Łodzi. Tam byliśmy świadkami prapremier Tragedyi albo rzecz o Janie i Herodzie, Lorda Jima i Marii Stuart. Niedługo potem również ja znalazłem się w Łodzi. Zapoznając się z granym dotychczas repertuarem trafiłem na 24 z kolei przedstawienie Marii Stuart, które oglądało tylko 28 osób. Uważając taką liczbę wykonań współczesnego dzieła operowego za wręcz imponującą, nie chcąc urazić kompozytora, a jednocześnie zmuszać Łodzian do śledzenia operowych dziejów królowej z dalekiego przecież kraju, zamiast walczyć pod sztandarem Solidarności, co właśnie się zaczęło (1981).
Romuald Twardowski uznał to za akt wrogości. Towarzyszyła mu Maria Fołtyn, reżyserka tego przedstawienia, która jeśli pod koniec dnia nie skłóciła kogoś z kimś, to musiała brać tabletki, a jeśli nie pomagały, zastrzyki i lewatywy, co dobiegało z Ambulatorium Teatralnego, a niektórzy twierdzili, że to odgłosy erotyczne.
Niezależnie od tego w planach repertuarowych miałem mojego ukochanego Cyrano de Bergerac. Niestety temu wspaniałemu dziełu towarzyszyły okoliczności tragiczne. Mianowicie na prośbę braci Czechów partyturę, głosy orkiestrowe, wyciągi fortepianowe i teksty libretta wysłano do Pragi, gdzie bezpowrotnie w zamęcie tamtejszej rewolucji zaginęła. Podobno zniszczyli ją bracia Czesi w rewanżu za wizytę naszych wojsk w niedalekiej przeszłości.
Tego zdjęcia z afisza spektaklu Maria Stuart Romuald Twardowski nigdy mi nie wybaczył. Dochodziły z Warszawy czasem przekleństwa, złorzeczenia, i inwektywy doprawdy niegodne tak wybitnego kompozytora. Obecnie – już po prostu do nieba – ślę błagania, aby odnaleźć być może zachowaną gdzieś partyturę Cyrana i zagrać to dzieło już poza naszym sporem, w głębokim przekonaniu, że się miało do czynienia z artystą niezwykle wybitnym, acz nieco niezrównoważonym. Sławomir Pietras |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||