

































Galeria
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Nędzyński, odczep się ode mnie
Strona 1 z 2
Właściwie w ten sposób powinienem skomentować zamieszczony na łamach Fundacji Orfeo elaborat tego czciciela „pięknego czasu dyrekcji Renaty Borowskiej-Juszczyńskiej w Teatrze Wielkim w Poznaniu”. Nędzyński uważa, że ma ona „jednego wyjątkowo zaciętego, a do tego wpływowego wroga. To Sławomir Pietras. Jego bronią są cotygodniowe felietony w Angorze. A pióro ma znakomite i zazwyczaj pisze barwnie oraz ze swadą”.
Trzeba było dodać, że robię to od kilkudziesięciu już lat, nie opuszczając ani tygodnia. W międzyczasie pokierowałem kilkoma teatrami, zrealizowałem ponad 300 produkcji operowych i baletowych, zorganizowałem i przeprowadziłem kilkadziesiąt zagranicznych tournée moich zespołów, wykreowałem i zaprogramowałem szereg festiwali, wydałem sześć opasłych książek (następne są na ukończeniu), a od 20 lat w ramach Agencji Grand Tour wywożę grupy najlepszych polskich melomanów do najciekawszych teatrów operowych świata, gdzie oglądamy repertuar, dyskutujemy i spotykamy się z wybitnymi twórcami i wykonawcami. Takich wyjazdów odbyło się już prawie 200. Jest to mój bagaż wiedzy i doświadczeń, którymi dzielę się, od lat patrząc z przerażeniem, co dzieje się w moim ukochanym Gmachu pod Pegazem.
Próby porównywania tego nikiforyzmu i bałaganu z tym, co ma miejsce w Salzburgu, gdzie Nędzyński bywa podobno corocznie od dziecka, uważam za nadużycie. Podobnie, jak nagrody typu „Dzieło Odkryte na Nowo”, czy prezentacje na platformie Opera Vision, z których ostatnio upiorna Hrabina przyniosła o wiele więcej wstydu, niż chwały. A już wręcz kuriozalnie zabrzmiało twierdzenie, że „ten rodzaj teatru operowego… to dokładnie to, co pokazuje się w Salzburgu, a więc i na całym świecie”. Osobiście wątpię, zarówno jeśli chodzi o Salzburg, o którym Nędzyński ględzi długo i niemiłosiernie, jak i sytuację „na całym świecie”, gdzie po prostu nigdy nie był!
W potoku przytaczania moich grzechów znalazły się zarzuty o „atakowaniu bez pamięci takich sław, jak nieżyjące już Marię Fołtyn i Ewę Podleś… Mariusza Trelińskiego… Ewę Michnik… czy Ewę Wycichowską”. Owszem, czepianie się Marii Fołtyn zawsze było moim ulubionym zajęciem. Ewę Podleś przestałem cenić, gdy poszła skarżyć się Ministrowi, że trzeba mnie wyrzucić. Krytykowanie Trelińskiego, to mój wręcz moralny obowiązek. Wystarczy zobaczyć większość jego przedstawień, lub posłuchać, co od lat opowiada! A co do „zaczepiania” Ewy Michnik czy Ewy Wycichowskiej, to nic bardziej mylnego. Gdzie mogę, podkreślam mój szacunek do osiągnięć w kierowaniu teatrami operowymi tej dyrekcyjnej koleżanki. A jeśli chodzi o Wycichowską, to po prostu pękam ze śmiechu, gdy wypowiada się o tańcu z pozycji profesora doktora habilitowanego sztuki baletowej. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||