

































Galeria
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Odszedł Jerzy Stuhr. Strach umierać...
Strona 1 z 2
Śmierć Jerzego Stuhra przeżyłem głęboko, uczuciowo, wręcz traumatycznie. Szerokie kręgi społeczne zareagowały na nią o wiele silniej, niż to było po odejściu Holoubka, Pszoniaka, Gogolewskiego, Wilhelmiego, czy Hanuszkiewicza. Zadziałały tu niewątpliwie sentymenty do wybitnego polskiego aktora, wyjątkowo w różny sposób dręczonego przez ostatnie osiem lat z powodów, o których prawie wszyscy wiemy, a niektórzy się tylko domyślają.
Aż roi się od materiałów wspomnieniowych w mediach, wyliczanie filmowego i teatralnego dorobku Zmarłego. Nadano kilkugodzinną transmisję telewizyjną z pogrzebu, wypowiedzi i przemówienia reprezentantów różnych instytucji, a nawet natychmiastowo mianowano jedną z ulic w Tarnowskich Górach nazwiskiem nieboszczyka.
Wszyscy wiemy kim był w sztuce aktorskiej Jerzy Stuhr, ale reakcja ludzi na jego odejście sugeruje głębsze przeanalizowanie tego zjawiska. Szkoda, że nie dożyję końca karier Daniela Olbrychskiego, Andrzeja Seweryna, Cezarego Żaka, czy Olgierda Łukaszewicza, bo stopniując żałobę po nich należałoby zamknąć na przykład ruch kołowy, ogłosić narodową minutę ciszy, włączyć buczki fabryczne i wszystkie sygnały dźwiękowe oraz zarządzić powszechne okresowe noszenie się na czarno.
To nie kpina, ani prześmiewstwo. To próba zwrócenia uwagi na niespodziewaną nieproporcjonalność społecznej reakcji na różne, otaczające nas zjawiska. W polskiej tradycji żałobnej obrzędy pogrzebowe przez wieki ukształtował katolicyzm. Na niczym skończyła się próba wprowadzenia pogrzebowego obrzędu świeckiego. W czasach głębokiego PRL-u zobowiązano mnie jako dyrektora teatru do uczestnictwa w komisji (nie powiem z kim, gdzie i kiedy) mającej ukształtować scenariusz takiej antykościelnej uroczystości. Wszystkie dyskutowane wówczas wersje tknęły kpiną, humoreską, a nawet kabaretem.
Myślałem o tym słuchając przez telewizję „prelekcji” Agnieszki Holland nad grobem Stuhra na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Tej wybitnej reżyserce, wychowanej zapewne w obyczajowości ateistycznej obca jest powaga mowy pogrzebowej zwróconej wprost do zmarłego, ewentualnie do rodziny, w treści podnoszącej jedynie zasługi zmarłego, jego wiekopomne czyny, cnoty i zalety, choćby były one dalekie od rzeczywistości. Prelegentce zaczął udzielać się przy tym rodzaj konwencji kawiarniano towarzyskiej, co tym bardziej umniejszyło powagę uroczystości. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||