

































Galeria
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Śmierć zawadziła o nich kosą
Strona 1 z 2
…mawiał tak w tragicznych momentach Jarosław Iwaszkiewicz. Aby złagodzić ból po ludziach którzy odeszli, częstokroć uciekamy się do naiwnych i niedorzecznych wyobrażeń śmierci, której wyroki zawsze pozostają niesprawiedliwe i absurdalne.
Wybitny pedagog baletu Andrzej Glegolski w swej działalności łączący rosyjską klasykę akademicką z osiągnięciami sztuki baletowej Zachodu, wydawał się postacią niezniszczalną. Od dziesięcioleci prowadził Studio Baletowe w Paryżu, szkolił tancerzy i gwiazdy tej sztuki z całego świata. Od naszych artystów nie brał nigdy grosza za lekcje, często nocując i dokarmiając Polaków, tańczących na paryskim bruku. Zaprzyjaźniony z wieloma największymi twórcami i interpretatorami sztuki tańca, żeby utrzymać własną Szkołę, dawał drogie lekcje zamożnym amatorkom, aby tylko mogły szczycić się studiami u Glegolskiego. Jego popularność wzmacniał temperament i fantazja oraz słowiańska uroda, co – zwłaszcza w Paryżu – nie było bez znaczenia.
Kiedyś wychodziłem z Palais Garnier po jakimś spektaklu baletowym i usłyszałem za sobą głos, którego nie można było z kimkolwiek pomylić. Nienaganną francuszczyzną tłumaczył eleganckim, jeszcze żwawym damom, co następuje: „Jeśli przez najbliższe sezony nie zaniedbają Panie wieczornych lekcji baletowych, bo tylko wieczorem znajdę czas, abyśmy razem popracowali, to postaram się przedstawić rezultaty tych działań szefom baletów w zaprzyjaźnionych teatrach”.
Odwróciłem się. Przede mną stał super elegancki Andrzej Glegolski w męskim futrze z najdroższych lisów, a obok dwie szykowne i wybrylantowane marzycielki o karierze baletowej, w wieku zbliżonym do… Rewolucji Październikowej.
Zamiast roztkliwiać się nad odejściem tej wspaniałej postaci polskiego baletu, powiem tylko, że przed kilkunastoma dniami grono jego uczennic i uczniów oraz liczne gremia francuskich przyjaciół, pożegnały go i pochowały na paryskim cmentarzu Pere Lachaise. Byłem jednym z wielu, którzy uważali, że grób Andrzeja Glegolskiego powinien być w Warszawie, podobnie jak Gerarda Wilka (też mnie nie posłuchano), ale już inaczej Wojtka Wiesiołłowskiego, którego mogiłę na wilanowskim cmentarzu odwiedzamy z kwiatami i światłami nieustającej pamięci. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||