

































Galeria
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Śmierć zawadziła o nich kosą
Strona 2 z 2
Tak będzie również w Łodzi na grobach Delfiny Ambroziak i zmarłego kilka tygodni po niej czołowego tenora bohaterskiego Zygmunta Zająca (Aida, Halka, Straszny dwór, Żydówka, Walkiria), przez cały czas trwania wokalnej kariery czynnego lekarza, umiejętnie łączącego te dwie, jakże odległe profesje.
Poznańskie środowisko muzyczne ze smutkiem przyjęło wiadomość o niespodziewanej i przedwczesnej śmierci Maurizio Pizzigoniego, włoskiego artysty, który przed laty po przybyciu do Polski, kraj nasz potraktował jak drugą Ojczyznę. Pochodził z lombardzkiej rodziny o rozległych tradycjach muzycznych. Był wychowankiem i absolwentem Konserwatorium Giuseppe Verdiego w Mediolanie. Jako wybitny flecista grał w orkiestrze La Scali, między innymi pod dyrekcją Claudio Abbado. Był również cenionym pedagogiem, człowiekiem o szerokich horyzontach, sportowcem, wielbicielem historii i filozofii, fotografikiem, osobowością pełną pogody i humoru. Został mężem znanej dziennikarki i działaczki muzycznej Aliny Kurczewskiej. Pokochał Poznań i Poznaniaków, zyskując sobie duże grono przyjaciół.
A już „zawadzenie kosą” o barytona Marcina Bronikowskiego wymyka się wszelkim alegoriom, powodując poczucie tragizmu i bezbrzeżnej rozpaczy. Jego ojciec, ceniony niegdyś publicysta telewizyjny Adam Bronikowski przywiózł po maturze Marcina na Festiwal do Krynicy i poprosił Bogusława Kaczyńskiego, aby w gronie fachowców przesłuchać tę barytonową wokalną latorośl i zadecydować o ewentualnym kształceniu.
Nie pamiętam bardziej licznego i prestiżowego grona, przesłuchującego tego dziewiętnastoletniego wówczas chłopczynę. Kogo tam nie było; Wermińska, Kostrzewska, Paprocki, Rumowska, Hiolski, Sokorska, Wicherek i jeszcze inne festiwalowe postacie, które w atmosferze kultu dla Kiepury przyszły posłuchać kandydata do ewentualnej kariery. Oceny były jednoznacznie pozytywne. Ale samodzielnie już wtedy myślący chłopak i jego przenikliwy ojciec wybrali nie protekcyjne uczelnie polskie, a Akademie Muzyczną w Sofii. Po jej ukończeniu z uwagą śledziłem tę karierę. Podobał mi się, śpiewając Toreadora na festiwalu w izraelskiej Masadzie. Innym razem podziwiałem go w Cyruliku sewilskim w norweskim Bergen. Wszędzie gdzie pojawiał się w Polsce, stawał na pierwszej linii wokalnego frontu. A tu nagle ta hiobowa wiadomość, że zmarł w Albanii podczas rodzinnej wycieczki z przyczyn – miejmy nadzieję – które trzeba wkrótce wyjaśnić. Zaledwie w 55 roku życia (co dla barytona jest zaledwie dojrzałością), mimo wielokrotnych szczepień na najsłynniejszą chorobę ostatnich czasów i przykładnej dbałości o zdrowie. Dlaczego właśnie o niego „śmierć zawadziła kosą” pytamy zrozpaczeni, ale nie bezradni i bezsilni. Sławomir Pietras |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||