

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościOjciec i syn: Krzysztof i Jakub Jakowiczowie
Strona 2 z 2
Mnie jednak na ich recital znęciły przede wszystkim Duety Beli Bartóka (wybór dziewięciu z cyklu czterdziestu czterech), kiedyś już słuchane w błyskotliwym ujęciu Nigela Kennedyego i Wiesława Kwaśnego, z tym pierwszym bawiącym się odczytywaniem ich węgierskich tytułów. Nie zawiodłem się i tym razem, choć te miniatury, mające swe korzenie w muzyce ludowej i jej archaiczności, wskutek zestawienia wydały się dość uładzone i pozbawione pierwotnej surowości. Zagrano je bowiem po drapieżnej brzmieniowo Sonacie Aleksandra Tansmana, w której klasyczna forma przegląda się jakby w krzywym zwierciadle nowoczesnej harmoniki z przewagą dysonansowości. Skrajne Allegro con moto i Finale, zredukowane zostały do pierwiastka czysto motorycznego, a więc apologii ruchu zgodnie z oznaczeniem pierwszego ogniwa, co z zacięciem wydobyli obydwaj muzycy, podobnie jak pizzicatową kapryśność środkowego Scherza.
Nawet Lento cantabile czy Aria dalekie są od sugerowanego określeniami liryzmu, drażniąc nowoczesną szorstkością. Pod względem ciężaru gatunkowego utwór ten okazał się jądrem całego występu duetu Jakowiczów. A wszystko zaczęło się od Sonaty w kanonie Georga Philippa Telemanna, pozornie prostej, w której głosy prowadzone są imitacyjnie, ale od czasu do czasu schodzą się unisono, by znowu kroczyć po sobie w pewnym odstępie jakby w warstwie narracyjnej oddając zmienność układających się pomiędzy nimi relacji. Okazją do zaprezentowania technicznych umiejętności obydwu artystów stały się dwie sonaty Antonia Vivaldiego: G-dur i F-dur, w których dwa instrumenty do pewnego stopnia prowadzą pomiędzy sobą rywalizację, oraz trzy Kaprysy z opusu 18 Henryka Wieniawskiego, w których na pierwszy plan wysuwa się pierwiastek wirtuozowskiego popisu. Na bis do głosu powrócił liryzm romansu Aleksandra Dargomyżskiego Mnie smutno, ponieważ, pierwotnie do słów Michaiła Lermontowa w opracowaniu A. Kindingera, a rozstano się z publicznością w rytmie Kujawiaka Grażyny Bacewicz. Jak dźwięk fletu Tamina poskramiał żywioły i dzikie bestie, tak w brzmienie skrzypiec obydwu Jakowiczów zasłuchało się najmłodsze z ich rodu, zapominając o prawach swego wieku i dając tym być może rękojmię, że kiedyś dołączy do dziadka i ojca, tworząc rodzinne trio?... Lesław Czapliński |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||