

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowości„Toska” ze spacerem
Strona 2 z 2
Pierwsza perspektywa akustyczna w wysoko sklepionej świątyni dawała poczucie uczestnictwa w dosyć intymnym zdarzeniu, którego jesteśmy mimowolnymi świadkami dzięki wielkiemu naturalnemu pogłosowi. W istocie dźwięki orkiestry nakładały się na przedłużone trwanie głosów solistów, cała warstwa muzyczna nabierała jakiegoś niezwykłego rozmachu, którego zwieńczeniem stała się końcowa procesja w głównej nawie świątyni i wspaniałe Te Deum śpiewane przez chór operowy i dziecięcy. Brzmienie, religijny patos, dobre głosy – wszystko to mogło zaimponować ale także posłużyć smutnej refleksji – jak kiedyś wyglądały nabożeństwa w kościołach, kiedy wzbogacała je dobra muzyka, gdy ludzie jeszcze potrafili śpiewać czysto i pełnymi głosami, gdy działali kompozytorzy piszący dzieła religijne na użytek wiernych, a nie tylko zawodowych zespołów. Druga perspektywa akustyczna w II akcie była typowym przedstawieniem operowym na scenie teatralnej z orkiestrą grającą w kanale. Tutaj można było w miarę sprawiedliwie ocenić walory głosów solistów, np. ładne, delikatne brzmienie tenora Zdzisława Madeja w roli Cavaradossiego, czy też trochę chwiejne, miejscami niepewne, ale w sumie silne i nośne brzmienie kanadyjskiej sopranistki Sarah Vardy w roli Toski. Publiczność miała też okazję wysłuchania „dodatkowych efektów”, podczas wykonania słynnej ari Vissi d’arte, gdy w skupieniu i ciszy rozlega się „melodyjka” telefonu komórkowego, a potem – o zgrozo! – jakaś kobieta prowadzi rozmowę. Wizja kulturalnego prostaka, jaką przedstawił w jednej ze swych filmowych komedii Woody Allen okazała się całkiem realna.
Wreszcie trzecia perspektywa akustyczna z plenerowym wykonaniem sceny w rzymskim Zamku Anioła przeniesiona na wrocławskie Wzgórze Partyzantów z 1867 roku wymagała zastosowania mikrofonów i sztucznego nagłośnienia. To już specyfika dobrze znana z poprzednich superprodukcji Opery Wrocławskiej, gdzie ważniejsza od naturalnego brzmienia jest oprawa, światła, statyści, atmosfera letniej nocy, czasem bardzo kapryśnej w Polsce, ale przez to dającej dreszczyk emocji. Soliści z przytwierdzonymi mikroportami wypadli bardzo dobrze, i okazało się, że nawet Sarah Vardy, do której można było mieć wcześniej szereg zastrzeżeń ma głos bardzo foniczny, nie mówiąc już o tenorze „śpiewającym księdzu” Zdzisławie Madeju, który pięknie zaśpiewał popisową arię E Lucevan Le Stelle. Warto też wyróżnić Małgorzatę Węgrzyn-Krzyżosiak występującą w roli Pasterza na początku III aktu. W sumie wrocławska Tosca w trzech miejscach i z trzema perspektywami akustycznymi była ciekawym doświadczeniem, i niezależnie od artystycznych walorów dzieła, pokazała jak ważne jest umasowienie kultury wyższej. Joanna Tumiłowicz |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||