

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowości"Zmierzch bogów" w Teatro Nacional de São Carlos: Lizbona
Strona 4 z 5 W pierwszym akcie pokładający w Zygfrydzie duże nadzieje i entuzjastycznie nastawieni przedstawiciele ludu rozwijają jego gigantyczny portret, na którym ich idol ubrany jest w czarny garnitur i nosi czerwony krawat. Wszakże już na początku aktu drugiego widzimy, że ten początkowo pozytywny protagonista zamieniony został na portrecie przez zawiedziony tłum w prymitywnego żołdaka, odzianego w dodatku w nawiązujący do maoistowskiego stylu paramilitarny mundur. Również zaskakujący makijaż kreującego rolę Zygfryda Stefana Vinke, dzielący jego twarz na czarno-białe połówki, nie pozostawia wątpliwości co do niekorzystnej metamorfozy tej postaci. Niektóre z reżyserskich pomysłów mogą się wydawać zbyt śmiałe czy nawet ryzykowne, zarazem świadczą przecież o inspirującej widza wyobraźni Vicka i jego zaangażowaniu w zakresie poszukiwania nowych znaczeń rzeczonej opery i ukrytych w niej wątków. Uwaga ta odnosi się na przykład do sceny z Prologu, w której trzy Norny przędą złotą nić przeznaczenia. Otóż w lizbońskiej inscenizacji owa nić służy boginiom do powiązania lasek dynamitu, które następnie zostają umieszczone w plecaku Zygfryda, aby następnie w scenie finałowej stać się w rękach Brunhildy ładunkiem rozpętującym odkupicielski kataklizm. Z kolei Grane, wierny rumak ukochanej Zygfryda, okazuje się być tutaj ubranym w spodnie drelichowe i noszącym maskę gazową mężczyzną, a w roli czarnych kruków Wotana obserwujemy dwójkę niezwykle sprawnych tancerzy (choreografia Rona Howella). Równie celnym zabiegiem jest wyświetlanie na telewizyjnych ekranach fragmentów z prezentowanych już w tym miejscu przez Vicka inscenizacji poprzednich części cyklu, bo pozwala to publiczności na uświadomienie sobie zachodzącej pomiędzy nimi ciągłości stylistycznej. Te filmowe ujęcia są bacznie obserwowane przez rozsiadającego się w wygodnym fotelu przed czterema ekranami Hagena, podczas gdy w tym samym czasie rozebrani Gunther i Gutrune oddają się miłosnym pieszczotom w wypełnionej po brzegi pieniącą się wodą wannie. Aliści jakby wbrew emanującej z tego obrazu czułości reżyser nie pozwala nam zapomnieć, iż w muzyce Wagnera nie brak również trudnej do wytrzymania przemocy i nie cofa się przed ilustrowaniem tej przesiąkniętej zgrozą i okrucieństwem atmosfery epizodami o wyjątkowo brutalnym wydźwięku (np. pokazany naturalistycznie gwałt na Brunhildzie). Trudno jednak nie zauważyć, że w trzecim akcie omawianej realizacji inspiracja Vicka ulega znacznemu osłabieniu, wskutek czego angielskiemu reżyserowi nie udaje się już utrzymać dramaturgicznego napięcia na tym samym, co do tej pory poziomie. Co gorsze, pokazuje on nam sceny o wręcz komicznym zabarwieniu, jak choćby przybierające wygląd odzianych na niebiesko baletnic Córy Renu, poruszający się na elektrycznych skuterach myśliwi (przybysz z Polski nie może się powstrzymać od przywołania niegdysiejszych innowacji Adama Hanuszkiewicza), wyposażeni w plecaki statyści czy wreszcie, na zakończenie, przy ostatnich taktach muzyki, tańcząca z niebywałym wdziękiem i gracją wiedeńskiego walca para. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||