

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościAgnieszka Nagórka – batuta to nie wszystko
Strona 3 z 5
Czyli skupia się na większej liczbie elementów, czego przecież nie widzą tzw. zwykli odbiorcy, bo z reguły prób nie widzą. – Tak. Powinien nawet obserwować powstające kostiumy, aby nie utrudniały śpiewakom realizowania swoich zadań. Podczas naszych rozmów mówiła Pani często: „jestem kobietą”. Jak czuje się Pani jako kobieta w raczej męskim świecie dyrygentury? – „Nie ma żadnego logicznego powodu, by kobiety nie mogły dyrygować. Batuta nie jest ciężka, liczą się tylko umiejętności muzyczne. To męczące, że wciąż rozmawiamy o tym w kategorii płci”. To słowa wspaniałej dyrygentki Marin Alson – ikony walki o równość w naszym zawodzie. Przyznam, że moje doświadczenia jako kobiety-dyrygent są na szczęście zupełnie odmienne. W pracy z zespołami staram się przed wszystkim być bardzo dobrze przygotowana. Miałam ogromne szczęście studiować dyrygenturę u wybitnego profesora Antoniego Wita. Wyposażył mnie on nie tylko w dobry warsztat techniczny, ale wiele czasu poświęcił na dyskusje, jak pracować z zespołami. Ręce wcale nie są najistotniejsze... Ważniejsza jest twarz, oczy, bezpośredni kontakt z zespołem. I tak buduje Pani relacje ze śpiewakami? – Wskazówką dla dobrego porozumienia na linii: dyrygent – śpiewak stały się dla mnie relacje wybitnych solistów współpracujących z maestro Herbertem von Karajanem oraz spostrzeżenia mojego profesora Antoniego Wita, który miał zaszczyt być jego asystentem. Wielokrotnie przytaczał słowa solistów, którzy czuli się przez mistrza Karajana prowadzeni, jednocześnie odczuwając swobodę w budowaniu frazy, pracy oddechem. Nie ma zatem wątpliwości co do tego, iż to dyrygent winien prowadzić śpiewaka, a nie bezradnie za nim podążać. Jeśli na próbach zostają wypracowane wszelkie niuanse interpretacyjne i osiągnięty jest kompromis, wówczas dyrygent nie jest zaskakiwany, zna oczekiwania i możliwości śpiewaka, może nim pokierować, zapewniając mu jednocześnie komfort wykonawczy. Ale przecież praca z artystami to „niezła jazda”, to indywidualiści. Co w tej pracy jest najtwardszym orzechem do zgryzienia, a co sprawia, że chce się Pani wracać na próby? – Przychodząc na próbę mam w sobie przemyślaną interpretację, konkretne założenia. Jednak w trakcie pracy z artystami zawsze szanuję indywidualną wizję muzyków. Czyli elastyczność? – Elastyczność. Staram się wysłuchać śpiewaka czy instrumentalisty, zrozumieć jego wizję, pozwolić na jego twórczą wypowiedź. Moim celem jest wypracowanie wspólnej wizji. Bardzo zależy mi na wytworzenie tej specyficznej aury, kiedy czujemy się jednym organizmem, kiedy bije w nas jedno serce... Zróbmy teraz krok wstecz. Pierwsza próba z pełną orkiestrą – pamięta Pani ten moment? Co Panią zaskoczyło, a co sprawiło, że to „jedno serce” zabiło jak powinno? – Mój pierwszy kontakt z orkiestrą to warsztaty dyrygenckie prowadzone przez profesora Wita wraz z Narodową Orkiestrą Polskiego Radia. Możliwość prowadzenia jednego z najważniejszych zespołów symfonicznych w Polsce był dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Ależ to była przyjemność! Zadaniem uczestników było zadyrygowanie dzieł bez wcześniejszego ustalania interpretacji. Wyzwanie zatem niemałe: należało skomunikować się z orkiestrą jedynie poprzez gesty! To doświadczenie po raz pierwszy pozwoliło mi poczuć siłę zwrotną od orkiestry, odczuć, jaki gest jest niezbędny, a jaki wręcz przeszkadza. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||