

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościMischa Kozłowski – pianista to czujny i kreatywny kameralista
Strona 3 z 3
Jaką muzykę z literatury wokalno-instrumentalnej lubi Pan najbardziej? – Ciężko będzie mi się zawęzić – wszystko zależy od danego momentu. Ale jeżeli miałbym dokonać selekcji na tę chwilę, to uwielbiam opery z okresu bel-canta, ale też Pucciniego, Verdiego. Jeśli chodzi o pieśni to Brahms, Schubert, Schumann. Osobny dział to muzyka współczesna, którą uwielbiam, a która wymaga gruntownego przygotowania i niekiedy sprawia trudności przy pierwszym słuchaniu czy czytaniu bez świadomości idei, kontekstu powstania dzieła. Lubię przyciągać inne osoby do muzyki współczesnej, nawet nie-muzyków, starając się pokazywać, jak do recepcji tego rodzaju muzyki można się przygotować, aby smakowała ona lepiej. Inna kwestia, że uczestnictwo w jej wykonaniach bardzo człowieka rozwija i poszerza świadomość, co jest mi bardzo bliskie.
W jakiej roli czuje się Pan najlepiej: jako muzyk-pedagog czy artysta występujący na estradzie koncertowej? – Obie dziedziny, obie role są dla mnie bardzo ważne. Jako pedagog dużo sam się uczę od swoich studentów czy podczas pracy z nimi, ale uwielbiam też tę energię, którą wyczuwam, gdy jestem muzykiem-wykonawcą. Wtedy moim celem jest, aby graną muzyką opowiedzieć coś publiczności, bo to przecież odrębny język, takie esperanto emocjonalne. Można bardzo wiele uczuć przekazać słuchaczom, a moją ambicją jest by dobrze i zrozumiale „wysławiać się" muzycznie.
W Pańskiej notce biograficznej przeczytałam, że często bierze Pan udział w projektach łączących muzykę z filmem, teatrem, malarstwem i innymi dziedzinami sztuki. Na czym to polega? – Chętnie podejmuję się rozmaitych ról, także odległych od muzyki. W gimnazjum, liceum i na studiach często byłem krytykowany za to, że jestem zbyt towarzyski, że za dużo czasu spędzam z ludźmi, a za mało poświęcam się ćwiczeniu w odosobnieniu. Z perspektywy lat muszę przyznać, że nie żałuję swoich decyzji, gdyż dzięki takiej postawie poznałem wiele ciekawych osób z różnych kręgów. W efekcie zdarzało się, że właśnie dzięki mojej otwartości na drugiego człowieka rodziły się pomysły, aby zrobić coś, gdzie razem z innymi dokonamy syntezy sztuk, idei, która bardzo do mnie przemawia. Przykładowo w ten sposób uczestniczyłem w różnych epizodach o aktorskim charakterze w projektach poświęconych m.in. Chopinowi. Miałem też swoją mini-rólkę w utworze Arnolda Schönberga Pierrot Lunaire, w spektaklu o Mieczysławie Wajnbergu, gdzie w jednej z odsłon grałem Dymitra Szostakowicza. Dzięki takim sytuacjom mogłem zrealizować w minimalnym stopniu swoje drobne aktorskie marzenia. Inna kwestia, że od około roku dwa główne filary w mojej codzienności to muzyka i sport. Uważam, że koncertującym muzykom czy pedagogom sprawność fizyczna jest bardzo potrzebna, gdyż praca wymaga od nas na ogół siedzącego trybu życia. Sport jest doskonałym balansem w tej sytuacji, często też pomaga mi zebrać myśli, oderwać się na chwilę i odświeżyć głowę. Uwielbiam grać w tenisa, chodzić na siłownię, biegać, a na co dzień po Warszawie staram poruszać się rowerem. Dziękuję za rozmowę |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||