

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościFlamenco, Beczała i Monteverdi
Strona 1 z 2
Po przyjeździe do Barcelony obowiązkowym rytuałem turystycznym jest obejrzenie tańców flamenco przy lampce wina. Wprawdzie taniec ten pochodzi z XVII wiecznej Andaluzji, ale Katalonia od tego czasu stała się centrum kultu tego folkloru. Barceloński pokaz flamenco był nieco podstarzały, przydługi i nudny, a wino tylko w małych ilościach i nienajlepsze.
Na szczęście w mieście tym można podążać śladami Gaudiego: Casa Batllo, Casa Mila, Park Guell, katedra Sagrada Familia. Niezależnie od tego gotycka dzielnica Barri Gotic z katedrą św. Eulalii oraz kościół Santa Maria del Mar w średniowiecznej dzielnicy Riberra, spacer po Rambli i odwiedziny w Muzeum Picassa. Wszystko to przeszło eleganckie towarzystwo łódzkiego Grand Touru zakochane (zwłaszcza panie!) w polskim przewodniku, młodym, przystojnym, złotoustym i wszystkowiedzącym Sebastianie Mączce rodem z Nowego Sącza.
Ale głównym powodem odwiedzenia Barcelony było zobaczenie i usłyszenie Piotra Beczały, którego dwa recitale zapowiedział Gran Teatre del Liceu z udziałem amerykańskiej sopranistki Sondry Radvanovsky.
Podziwu godny entuzjazm podczas obu wykonań zaprezentowała hiszpańska i na poły międzynarodowa publiczność oklaskując, wiwatując, wykrzykując i entuzjazmując się obiema gwiazdami nawet wtedy, gdy na bis Piotr Beczała zaśpiewał nieznaną tu pieśń Pamiętam ciche, jasne złote dnie, nieznanego tu kompozytora Mieczysława Karłowicza. Był to piękny, odważny i patriotyczny gest naszego wielkiego śpiewaka, który podobno zawsze bisuje polskim repertuarem, a często przecież koncertuje po szerokim świecie.
Repertuar Wieczoru składał się z trzech części. W pierwszej artyści śpiewali fragmenty Toski, w której nasz ulubieniec błysnął wspaniałą formą w arii Recondita armonia i w duecie z I aktu.
Drugą część stanowiły arie i duet w grobowcu z IV aktu Aidy zaśpiewany z mistrzostwem najwyższej próby. Poprzedziła go aria Radamesa Celeste Aida, za którą Beczała otrzymał frenetyczną owację mimo, że ostatni dźwięk si – bemol wziął i zatrzymał piano, a nie jak jego starsi i młodsi koledzy – forte. A może entuzjazm wybuchnął właśnie dla tego?
Repertuarowym ryzykiem było w finale umieszczenie śpiewających po czesku fragmentów opery Rusałka Antoniego Dworzaka, po tak znanych i uwielbianych włoskich arcydziełach, jak Tosca i Aida. Ryzyko to opłaciło się polskiemu tenorowi, który w słowiańskim repertuarze zabrzmiał po prostu bosko. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||