

































Galeria
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przyjeżdżajcie na Festiwal Didura
Strona 1 z 2
Niemal od początku Festiwalu Didura w Sanoku wyruszałem w te jesienne Bieszczady, aby słuchać co o nim zapamiętali ludzie jego epoki, śpiewacy których uczył i promował wreszcie świadkowie życia operowego pierwszej połowy ubiegłego stulecia.
Ze smutkiem i rozżaleniem słucham i czytam, jak obecna „młodzież operowa” domagająca się nowoczesności w sztuce lirycznej, próbuje przenosić akcje spektakli w czasy współczesne nie licząc się z ich substancją historyczną i obyczajową, a przede wszystkim przesłaniem. To tak, jakby Bitwę pod Grunwaldem Matejki teraźniejsi mistrzowie pędzla przemalowali na Bitwę pod Sejmem na Wiejskiej, a Damę z łasiczką na Marylę Rodowicz z psem i kotem w imię nowoczesności i postępu.
Rozumiem zabiegi dyr. Waldemara Szybiaka aby Festiwal Wielkiego Syna Ziemi Sanockiej był okazją do prezentacji repertuaru muzycznego, chóralnego, solistycznego, operowego, a nawet baletowego w regionie, gdzie nie funkcjonują instytucje uprawiające na co dzień te dziedziny sztuki. Godzę się nawet z wyświetlaniem filmów w programach Festiwalu, którego Patron żył w czasach początku tego gatunku sztuki, nawet brał udział w filmach niemych, ale nie doczekał filmu kolorowego.
Adam Didur zmarł niedługo po moim urodzeniu, a więc wiele dowiedziałem się (ale z pierwszej ręki) od jego uczniów, żyjących jeszcze melomanów i bliskich tego wspaniałego człowieka, wybitnego artysty. Toteż dbałem oto, aby dyr. Waldemar Szybiak gromadził ich wokół Festiwalu, ale kiedy poumierali pozostały już tylko pospisywane wspomnienia i moja pamięć wypełniona opowiadaniami nieboszczyków.
Tak się złożyło, że ze względu na stan zdrowia nie mogłem w tym roku przyjechać do Sanoka, mieszkać w Dworku Pani Ewy Wójtowiczowej stanowiącej część dawnej posiadłości Didura i wieczorami opowiadać publiczności o tym wielkim śpiewaku i jego fascynującej karierze. Próbuję to dziś czynić w felietonie, ale to tylko cząstka tego o czym należy opowiadać czytelnikom, a zwłaszcza publiczności festiwalowej.
Adam Didur urodził się w Woli Sękowej 24 grudnia (w Wigilię) roku 1874 jako nieślubne dziecko Wincenty Jasińskiej, która zmarła w roku 1924, więc mogła przez wiele lat cieszyć się operową karierą syna. Po dwóch latach od urodzenia genialnego bękarta wyszła za mąż w sąsiednim Nowotańcu za organistę wyznania grecko-katolickiego Antoniego Didura (w niektórych źródłach pisanych Diducha), Ukraińca ze wsi Siechów, który zgodził się usynowić chłopca.
Po ukończeniu 18 lat urodziwy Adam wyjechał do Lwowa, aby kształcić się w Seminarium Nauczycielskim i pobierać lekcje śpiewu u prof. Walerego Wysockiego. Wkrótce, urzeczony pięknem jego głosu i moim zdaniem - młodzieńczą urodą, skromny urzędnik kolejowy Jan Rasp (śpiewali razem w chórze) za zaoszczędzone pieniądze wysłał Adama na dalsze studia do Włoch. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||