Nowa moja książka to dobra wiadomość

Opublikowano: poniedziałek, 16, marzec 2026 06:11
Pietras Sławomir

Często ludzie zadają mi pytanie, dlaczego książki ze zbiorami moich felietonów nie są do nabycia w księgarniach i miejscach powszechnie dostępnych dla czytelników? Od dawna tłumaczę, a teraz to powtarzam, że moja publicystyka ma niewiele wspólnego z poczytnością i adresowana jest przede wszystkim do osób zainteresowanych sztuką operową, baletem i muzyką, zarówno w aspekcie historycznym, jak i sytuacji współczesnej. Z powagą i godnością znoszę pojawiające się tu i ówdzie komplementy (nie często!), że piszę interesująco i z talentem, a ten i ów wielbiciel, a zwłaszcza wielbicielka twierdzi, że „czytanie Angory zaczynam zawsze od pańskiego felietonu”. Wtedy, utwierdzając się we własnej skromności wyznaję w myślach, że również czytając Angorę, zaczynam najpierw od tego, co napisał w swoim felietonie na str. 9 mój przyjaciel i sąsiad Henryk Martenka.

 

Trzymam właśnie w rękach przywieziony przed chwilą z drukarni kolejny tom moich felietonów pod wspólnym tytułem „Festiwale, festiwale…” To już piąta edycja wojowania z piórem w ręku, po Felietonach operowych, Wejściu dla artystów, Zaproszeniu do tańca i Alfabetu dla zaawansowanych.

 

Trudno opisać, a jeszcze trudniej przeżyć uczucie towarzyszące autorowi przyciskającemu do piersi zgromadzone obok siebie myśli, poglądy, zwierzenia i oceny na użytek czytelników. Ale nie tylko. Przeglądając ponownie te teksty zauważam to, co przed laty towarzyszyło mi podczas pewnej rozmowy ze śwętej pamięci Jerzym Waldorffem. Chcąc mianowicie wzmocnić jego ówczesne rozumowanie, zacytowałem z pamięci pewien fragment waldorffowskiego felietonu, na poparcie głoszonej przed chwilą tezy. Słysząc to właściciel Puzona wykrzykiwał: „– Ja tak napisałem? Pan to zapamiętał? Proszę to udowodnić!”. Kiedy już się uspokoił i jednak przekonał do moich prawomyślnych intencji, wyznał z ujmującą i szczerą skromnością: „Po pewnym czasie autor przestaje pamiętać to, co kiedyś napisał i nie jest to przejawem jakiejkolwiek demencji czy sklerozy. Aby zachować ekspresję swych sformułowań i poglądów, autor musi myśleć do przodu, a nie ciągle grzebać się w detalach swoich minionych dociekań”.

 

Taką lekcję otrzymałem wówczas od mojego Cycerone. Ale ujętą w poszczególnych tomach felietonową tematykę zgromadziłem po to, aby wraz z czytelnikami móc się w niej przeglądać, wracać do niej w imię precyzji myślenia i formułowania sądów, wreszcie badać postępy w uprawianiu cotygodniowej publicystyki.


Temu służy przyciskany właśnie do piersi tom zatytułowany „Festiwale, festiwale”, w którym piszę nie tylko o tym, co dzieje się pod festiwalowym hasłem w Krynicy, Kudowie, Bydgoszczy, Sanoku, Łańcucie, Lesznie, Lądku, Sopocie, Poznaniu, Wrocławiu, czy Warszawie. Zarówno ten, jak i następne tomy (a w przygotowaniu są Perły i plewy, eseje o związkach sztuki i medycyny oraz książkowe wydanie Listów do nieżyjących), też będą tylko do nabycia za pośrednictwem biblioteki tygodnika Angora oraz moich wieczorów autorskich. 

 

Ponieważ ich nakład pozostaje doprawdy niewielki chciałbym, aby trafiały przede wszystkim do rąk czytelników zainteresowanych tą tematyką. A jeśli ich grono – na co liczymy – zacznie się z czasem powiększać, to zajmiemy się zjawiskiem nazwanym „dodruk” , a kolejne egzemplarze rzucimy na półki księgarskie. Tymczasem wszystkich zainteresowanych moją nową książką namawiam do kontaktu z redakcją Angory, która – gdy otrzyma zamówienie – natychmiast wyśle egzemplarz.

 

Natomiast dobrą wiadomością, którą natychmiast postanowiłem podzielić się z czytelnikami, jest werdykt poznańskiej komisji konkursowej w sprawie wyboru kandydata na stanowisko dyrektora Teatru Wielkiego w Poznaniu. Został nim Adam Banaszak, dyrygent wykształcony pod kierunkiem prof. Marcina Sompolińskiego w Poznańskiej Akademii Muzycznej. Niemal od dziecka związany z Gmachem pod Pegazem, najpierw jako statysta, pilny obserwator granego repertuaru, aktywny uczestnik warsztatów operowych, a po zakończeniu studiów dyrygent i kierownik muzyczny kolejno Teatru Muzycznego w Poznaniu, Opery Wrocławskiej, Teatru Wielkiego w Łodzi, a obecnie Opery Kameralnej w Warszawie. Poza dyrygowaniem, które opanował doskonale, posiada umiejętność interesującego wypowiadania się w sprawach muzyki opery i baletu, zarówno w piśmie jak i podczas wystąpień publicznych. Urodzony, wychowany i wykształcony w Poznaniu zna historię i tradycję operową tego miasta, a zwłaszcza środowisko artystyczne i potrzeby operowej publiczności. Z tego, co się dotąd zorientowałem, jego kandydatura spotkała się z entuzjastyczną reakcją załogi Teatru Wielkiego, a – co jeszcze ważniejsze – środowiska poznańskich operomanów.

 

Przekazując tę dobrą wiadomość nie muszę zapewniać, że do tego tematu postaram się wkrótce znowu wracać.

                                                             Sławomir Pietras