Gwiazdy operowe na polskim niebie

Opublikowano: poniedziałek, 22, grudzień 2025 06:22
Pietras Sławomir

Tytuł dzisiejszego felietonu został wymuszony przez niezwykle wiele głosów, domagających się chociażby hasłowego wspomnienia nazwisk wybitnych polskich śpiewaków, ozdabiających swymi karierami 60-lecie odbudowanego Teatru Wielkiego w Warszawie.

 

Zacznę od Bernarda Ładysza, moniuszkowskimi kreacjami kontuszowymi zabarwiającego warszawski repertuar drugiej połowy XX wieku. Nie sposób przy tym nie wspomnieć jego kongenialnego Borysa Godunowa, Króla Filipa w Don Carlosie, czy Mefista w Fauście, a z dawniejszych kreacji Don Basilia, Gremina, Don Pasquale i wiele, wiele innych. Obok niego czołowym basem wśród warszawskich solistów był Jerzy Ostapiuk, a po nim Romuald Tesarowicz.

 

Pośród głosów barytonowych w całym 60-leciu po odbudowie królował Andrzej Hiolski z Onieginem, Markizem Posą, Królem Rogerem, Miecznikiem, Januszem, Księdzem Grandier, czy Germontem. Również istotny wkład w barytonowy repertuar warszawskiego Teatru Wielkiego wniósł Jerzy Artysz ze swym Figarem, Walentym, Dżaresem (Paria), hrabią Almaviva, Makbetem, Jeleckim, czy Edypem.

Wśród tenorów począwszy od inauguracji na Placu Teatralnym aż po rok 2008 królował Bogdan Paprocki. Jeszcze w sędziwym wieku pojawiał się na scenie w licznych partiach drugoplanowych, ale w szczycie kariery był niezrównanym Jontkiem, Stefanem, Cavaradossim, Hoffmanem, Don Carlosem, Leńskim i Don José. Jego dominacji na warszawskiej scenie nie przeszkodziło pojawienie się młodego Wiesława Ochmana, który gdy tylko pozwalały terminy występów zagranicznych przyjeżdżał aby występować najczęściej w Halce, Traviacie, Carmen i Tosce.

 

Wśród głosów kobiecych śpiewających mezzosopranem zdecydowanie dominują dwa nazwiska, przybyłe przed laty ze Śląska. Były to Krystyna Szczepańska i Krystyna Szostek-Radkowa. Ich szczytowe warszawskie osiągnięcia wokalne przypadają na lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte i osiemdziesiąte w takich rolach jak Carmen, Azucena, Eboli, Amneris, czy Jadwiga. O ile starsza Szczepańska trzymała się wiernie warszawskiej sceny, to Szostek-Radkowa umiejętnie łączyła międzynarodową karierę, obecna niemal w całej Europie, nie zaniedbując wszakże macierzystego teatru. 


No i wreszcie soprany, którym repertuar i wirtuozeria pozwalały najbardziej i najczęściej być gwiazdami na operowym niebie. Wśród sporego grona reprezentantek tego wokalnego gatunku mam ochotę wyróżnić dramatyczne głosy Krystyny Jamroz i Hanny Rumowskiej-Machnikowskiej, liryko-koloraturę Haliny Słonickiej i posiadaczkę uniwersalnego głosu sopranowego Barbarę Zagórzankę. Pierwsza z nich osiadła w Warszawie mając już za sobą szczytowe osiągnięcia we Wrocławiu (Gioconda, Aida i Jolanta) i Poznaniu (Turandot, Manru, Konsul). Ale i tutaj w stolicy błysnęła swym wielkim talentem i dramatyzmem sopranu śpiewając m. in. w Don Carlosie, Otellu, Diabłach z Loudun, Odprawie posłów greckich i Trojankach. Hanna Rumowska-Machnikowska, najdłużej wierna warszawskiej scenie, to sopran dramatyczny niezwykłej urody, jakby stworzony do śpiewania Halki, Aidy, Toski, Elektry, Lizy czy Senty, czym zjednywała sobie entuzjazm operomanów całej Polski. 

 

Mając do dyspozycji jedynie skromne ramy niniejszego felietonu, decyduję się wymienić wśród gwiazd Opery Narodowej dwa soprany lżejszego autoramentu; Halinę Słonicką i Barbarę Zagórzankę. Pierwsza zachwycała mnie jako Hrabina Moniuszki i Traviata Verdiego. Druga imponowała techniką i rozmiarami głosu, pozwalającym na śpiewanie wszystkiego, co napisano na sopran; od koloratury, liryki, aż po partie dramatyczne. 

 

Obie gwiazdy pozostawiły polskiej operze świetnie wykształcone córki. Słonicka – Annę Marchwińską, doskonałą pianistkę-repetytorkę, a Zagórzanka – Tatianę Pożarską, śpiewaczkę, z którą pracowałem w Poznaniu, ale coś się jej odwidziało i porzuciła to zajęcie.

 

Na zakończenie dwa słowa o gwiazdach baletowych. Oczywiście przede wszystkim Stanisław Szymański, o którym powinno się napisać książkę. Ale również Gerard Wilk, który zanim wyjechał w świat wpuścił do wykonawstwa baletowego powiew współczesności. Poza tym młodsze gwiazdy: Waldemar Wołk-Karaczewski, Ireneusz Wiśniewski, Łukasz Gruziel, Tadeusz Matacz, Sławomir Woźniak, a z balerin nieodżałowana Ewa Głowacka, Barbara Rajska, Jolanta Rybarska, że zbliżę się wspomnieniem do niedawnych czasów.

 

Wszystko to jednak zbyt powierzchowne, zdawkowe i niekompletne. Kończę więc w nadziei, że ktoś powróci do tych tematów, bo opera i balet to przede wszystkim gwiazdy, a nie tylko rozszalali reżyserzy i zbyt często zwariowani współcześni kompozytorzy.

                                                              Sławomir Pietras