Po transmisji rozdzwoniły się telefony…

Opublikowano: poniedziałek, 15, grudzień 2025 06:47
Pietras Sławomir

Chodzi oczywiście o Koncert Galowy z okazji 200-lecia wmurowania kamienia węgielnego i 60-lecia rocznicy odbudowania Teatru Wielkiego w Warszawie. Dzwonili liczni czytelnicy zawiedzeni, że podczas uroczystości nikt nie wymienił mojego nazwiska.

 

To przyjemne, te skromne wyrazy pamięci, ale ja, zamiast się nimi cieszyć, z mojego – jakże chwilowego – wkładu w dwusetlecie funkcjonowania tej sceny postanowiłem powierzyć to upływowi czasu i historykom. Sam zaś w atmosferze jubileuszu, oddaję się dywagacjom o losach moich poprzedników, ale tylko tych budujących świetność tego Teatru.

 

W pełni potwierdza się moja teza, że w momentach szczytowych osiągnięć dyrektora teatru, zostaje on zwykle usunięty, zdymisjonowany i często oskarżany. Tak to było choćby tylko w naszych czasach z Wodiczką (którego wykończyli śpiewacy), Śliwińskim (bo działał zbyt długo i się znudził), Satanowskim (wyprotestowanym przez związki i awanturników teatralnych), wreszcie Dąbrowskim (zdymisjonowanym przez nic nie znaczącą Ministrę).

 

Ale nie po to zorganizowano tę piękną Galę, aby wymieniać nasze nazwiska i roztrząsać bliższą i dalszą przeszłość. Zwłaszcza, że wybitnych i zasłużonych warszawskich artystów na przestrzeni dwusetlecia było tak wielu, że prowadząca Wieczór Grażyna Torbicka zachrypnęłaby, zamiast dotrzeć do współczesności, myląc po drodze wszystko ze wszystkim jak to, że Toskę śpiewały Ada Sari, Izabela Kłosińska i – nie daj Boże – Ewa Podleś. Ale o tym wiedzą ludzie opery, a nie konferansjerzy wyuczeni swoich tekstów na pamięć.

 

Tak było z Torbicką, którą od lat krytykuję za gadulstwo, „tańcowanie na wszystkich weselach” i mędrkowanie, niczym klasowa prymuska. Ale nie za talent krasomówczy, swobodę przed kamerą, urodę z czasem przechodzącą w nieskończoność oraz kontakt z rozmówcami i widzem. Właśnie z widzami, bo oni od lat oczekują na publicystyczny (a nie polityczny!) program telewizyjny poświęcony życiu, biografii, działalności, poglądom i sukcesom zapraszanych ludzi, których gościłaby i zajmowała interesującą rozmową właśnie Grażyna Torbicka, jak to czyniła niegdyś pierwsza dama TV Irena Dziedzic, w legendarnym Tele Echu.

 

Wspaniałym pomysłem było uczynienie z Józefa Orlińskiego przewodnika po gmachu Teatru Wielkiego. Z nieodpartym wdziękiem, z dobrym przygotowaniem merytorycznym, interesującymi zabiegami inscenizacyjnymi pokazującym zakamarki Opery Narodowej i jej jakże cennych, pracujących tam ludzi, nigdy niewidocznych ze sceny.


Tak ukształtowanemu naszemu przewodnikowi pozwolono zaśpiewać „Prząśniczkę” Moniuszki, co nasuwa pogląd, że ktoś powinien wymyśleć, stworzyć i zrealizować w Operze Narodowej specjalny spektakl, w którym Orliński grałby główną rolę, prezentując piękny i wirtuozowski kontratenor i grę aktorską, fantastyczne dyspozycje ruchowe i umiejętności taneczne.

 

Dotarły do mnie plotki, że warunkiem udziału Aleksandry Kurzak w Gali było, aby obok niej nie występowała jakakolwiek inna śpiewaczka. I słusznie – pomyślałem – gdyby przed laty było to w Mediolanie i taką Galę uświetniłaby Maria Callas, nie do pomyślenia byłoby, aby obok niej stała jakaś Tebaldi, Freni czy Montserrat Caballe.

 

Na takim właśnie poziomie nasze polskie operowe bóstwo zaśpiewało kawałki z Don Juana, Butterfly i Toski (w zaskromnej sukni!) w towarzystwie Andrzeja Filończyka, który ponadto wystąpił jako Figaro Rossiniego. Wróżę mu dalszą światową karierę, bo ma do niej wszystko co potrzeba. Dodatkowo życzyć mu należy tylko nieustającego rozumu, zdrowia i szczęścia.

 

Z głosów, które zaszczyciły ten interesujący i świetnie pomyślany koncert podobał mi się bas Rafał Siwek, śpiewający arię Skouby. Natomiast dużo mniejsze wrażenie zrobił tenor Andrzej Buszewski w arii Jontka, śpiewanej w jakimś niedorzecznym robociajskim kombinezonie ze skompromitowanej w Wiedniu i niepotrzebnie przywiezionej do Warszawy Halki, pozostającej na dnie wyczynów scenicznych Trelińskiego.

 

Oprawę muzyczną całości przygotował rzetelnie i z talentem wybitny francuski dyrygent Patrik Fournillier, który właśnie kończy kontrakt, po którym szefem muzycznym powinien zostać któryś z dyrygentów polskich, a jest w czym wybierać.

 

Całość Jubileuszowego Koncertu zdominował balet. To sukces ostatnich lat Krzysztofa Pastora, który przy pomocy Pawła Chynowskiego w dziedzinie zarządzania i koncepcji artystycznej odniósł sukces, prezentując w Gali świetnie tańczone choreografie różnych twórców, a nie tylko własne!

 

Należy podziękować Telewizji Polskiej, która wybornie wywiązała się z pomysłu, przebiegu, i poziomu produkcji tak ważnego w polskiej kulturze tego wydarzenia.

                                                                     Sławomir Pietras