Przy każdej okazji należy o tym mówić, aby nie było wątpliwości, że obserwowanie różnych zjawisk transmitowanych przez telewizję, pozwala poznać wiele detali, szczegółów i istoty obrazów transmitowanych do naszej świadomości. Tak dzieje się corocznie, gdy mamy do czynienia z capstrzykami, paradami, przeglądami, lub obrzędami związanymi z obchodami Święta Niepodległości.
Myślę tu o tym wszystkim, co odbywa się w listopadowe święto na Placu Józefa Piłsudskiego w Warszawie, gdzie gromadzą się oddziały wojskowe, przybywają najważniejsze postacie polskiej polityki, wygłaszane są rocznicowe przemówienia w obecności zgromadzonego tłumu warszawiaków, ale nie tylko, składane są olbrzymie biało-czerwone wieńce na Grobie Nieznanego Żołnierza, a potem następuje defilada przy marszowym akompaniamencie orkiestry wojskowej, złożonej z kilkudziesięciu doborowych muzyków grających na instrumentach dętych.
W tym roku ceremoniał ten wypadł szczególnie imponująco. Próbuję ustalić jego elementy, którymi zawiadywał Marcin Kujawa w roli dowódcy Uroczystości. Chciałbym podejść do wizualnego i przestrzennego aspektu tej imprezy tak, jak ocenia się poczynania reżyserskie i choreograficzne w spektaklach teatralnych. Tylko, że w paradzie wojskowej i towarzyszących ich obrzędach mamy do czynienia z wielokrotną ilością wykonawców, defiladowym rytmem marszowym podobnym do scenicznych kroków baletowych, takimi środkami inscenizacyjnymi, jak przegląd wojsk, meldunki, musztra, czy mimika twarzy zwracanej w określonym kierunku na komendę. Dużą rolę odgrywa tu tempo działań scenariuszowych z dbałością, aby nie było przerw, dziur czasowych, lub jakiegokolwiek zakłócenia przebiegu Uroczystości.
Całościowemu obrazowi szczególnie przemyślanych zadań towarzyszyła muzyka wykonywana na stojąco lub w marszu przez starannie wyselekcjonowanych muzyków wojskowej orkiestry, grających świetnie zestawiony repertuar marszowy w warunkach dalekich od pulpitów filharmonicznych, czy kanałów orkiestrowych w operze. Tym razem zaryzykowano wykonanie w ramach ceremonii z okazji Święta Niepodległości, niezbyt długą, ale niestety nudną Kantatę na Ustanowienie Niepodległości Adama Sołtysa, lwowskiego kompozytora, który żył i działał w tym mieście aż do roku 1968. Utwór ten znacznie przewyższał poziomem wykonania samą urodę tej muzyki, ale stosownie harmonizował z nastrojem uroczystości. Dyrygował kapelmistrz Mariusz Żelazek, a oprawą konferansjerską zajęła się z pozytywnym skutkiem Joanna Dzieniszewska.
Szczególnie dobrze wypadły okolicznościowe wystąpienia. Władysław Kosiniak-Kamysz zaimponował z pamięci cytowaną IV zwrotką naszego hymnu narodowego autorstwa Marii Konopnickiej, a prezydent Karol Nawrocki wygłosił przemówienie płomienne, patriotyczne, politycznie kontrowersyjne, a treściowo wręcz prowokacyjne. Ta jego umiejętność może skutecznie skomplikować już teraz dobrze widoczne kontrowersje w obozach politycznych. Wyraźne pokazywanie głoszonych haseł, znaczna otwartość w wypowiadaniu poglądów i opinii, a zwłaszcza swoboda w formułowaniu myśli, wyraźnie sprzyjają rozwojowi złotoustej retoryki, wyczynom krasomówczym i śmiałemu głoszeniu wyznawanych idei. Widać to było podczas uroczystych ceremoniałów z okazji Święta Niepodległości, a słychać, gdy się – gdzie trzeba – ucho przyłoży.
Doprawdy imponujące wrażenie pozostawił oglądany w telewizji ten ceremoniał wojskowy. Świetnie wyćwiczone i wymusztrowane oddziały wojsk, nienaganny szyk mundurów i nakryć głowy, wzorowe zestawienie wzrostu i sylwetek żołnierzy, a przede wszystkim idealne zdyscyplinowanie jakże liczebnych grup defilujących, oto składniki wielkiego wrażenia, jakie na obserwujących robiły defilujące odziały.
Jeśli postawiono na karność i imponującą precyzję wojskowych zachowań, doprowadzając do perfekcji wygląd, postawę i elegancję polskich żołnierzy, to należą im się – pisane dużymi literami – recenzje z takich rocznicowych uroczystości.
Patrząc na ten ostatni, listopadowy ceremoniał poczułem się jak w teatrze. Tylko, że scena była wielokrotnie większa, widownia – ta uliczna i telewizyjna – wielokrotnie liczniejsza, a przesłanie jeszcze bardziej istotne, niż te zawarte zwykle w repertuarach teatralnych. Dlatego właśnie tak ważny jest impuls płynący z dobrze przygotowanych manifestacji wojskowych, które niech nigdy nie odrywają się od nas, gdy je podziwiamy z trybun czy ekranów telewizyjnych. Jeśli bowiem nie ma wojny, to mocniejsze bicie serca do naszych chłopaków w mundurach następuje przede wszystkim, gdy widzimy ich maszerujących, śpiewających i dziarskich tak, jak to było ostatnio podczas ceremoniału na Placu Józefa Piłsudskiego w Warszawie.
Sławomir Pietras