„Chopin w Azji jest jak Bóg”

Opublikowano: poniedziałek, 20, październik 2025 06:52
Pietras Sławomir

Tak powiedział w jednym z wywiadów Dang Thai Son, obecnie członek Jury, a w roku 1980 zwycięzca X Konkursu Chopinowskiego. Jeśli jest to prawda, mamy do czynienia ze szlachetną, ale zapewne jedyną dominacją Polski nad ludami Dalekiego Wschodu. Podobno w Chinach żyje 40 milionów pianistów z wyższym wykształceniem w tej specjalności, a do naszego Konkursu zakwalifikowało się tylko (albo aż!) 29-ciu, choć do wstępnych eliminacji przystąpiło 67 kandydatów.

Uwielbienie muzyki Fryderyka Chopina wśród Japończyków jest nam od lat dobrze znane, a ostatnio doszły do tego znaczące ewenementy w tej dziedzinie z Korei Południowej i Wietnamu. Tak więc Azję opanowała nie nasza gospodarka, polityka, nauka, czy wyczyny sportowe, a czysta sfera kultury, gry na fortepianie, a w niej przede wszystkim muzyka Chopina, nierozłącznie kojarzącą się z Polską. A więc nie tańczenie poloneza, picie wódki, tkwienie między Niemcami a Rosją, czy posiadanie polskiego Papieża wyróżnia nas wśród narodów świata, ale miłość Azjatów do muzyki jednego z niewielu polskich narodowych wieszczów.

 

Niechże zrozumieją to ci, którzy nie mogą pogodzić się, że w XIX Konkursie Chopinowskim najlepiej grają Chińczycy i pozostali uczestnicy z Dalekiego Wschodu. W pierwszym etapie startowało w sumie 84 pianistów, z czego grubo ponad połowa Chińczyków, Japończyków, Wietnamczyków i Koreańczyków. Wielu reprezentantów tych narodowości występowało pod flagami państw europejskich lub amerykańskich z racji urodzenia, zamieszkania, wykształcenia, czy obywatelstwa, co powiększyło jeszcze statystykę na korzyść Azji.

 

Proszę na razie zwolnić mnie od jakiejkolwiek oceny gry poszczególnych uczestników. Tegoroczny poziom Konkursu znacznie przewyższył dotychczasowe. W pierwszym etapie uczestnicy wyłonieni z grona ponad 640-tu pianistów, którzy przystąpili do wstępnych eliminacji grali tak wspaniale, że należy po prostu współczuć jurorom pod przewodnictwem Garricka Ohlssona werdyktów, które w miarę następujących etapów rywalizacji będą coraz bardziej kontrowersyjne, bo niemal żaden z młodych pianistów nie zasługuje na wyeliminowanie, a trzeba będzie tego dokonać, aby wyłonić wreszcie dziesiątkę zwycięskich finalistów.

 

Już wstępne kontrowersje wyłoniły się po pierwszym etapie i dotyczą polskiej ekipy, gdzie z 13-tu pianistów do dalszego konkurowania pozostała tylko czwórka (Piotr Alexewicz, Adam Kałduński, Piotr Pawlak i Yehuda Prokopowicz), a rozwścieczeni internauci już wołają, dlaczego w drugim etapie nie ma Mateusza Dubiela i Michała Basisty, ich bezapelacyjnych faworytów.


Poważnym problemem przy ocenianiu grających są występy pianistów będących studentami, lub wychowankami poszczególnych jurorów. Wprawdzie wtedy oni powstrzymują się od oceniania swoich pupili, ale mogą przecież zaniżać punktację konkurentów, o co ich zresztą nie należy podejrzewać.

 

Bezcenną wartością zmagań konkursowych jest ekipa komentatorów, wyrażająca na bieżąco swoje opinie, omawiająca wrażenia i dostarczająca dodatkowej wiedzy na temat sztuki pianistycznej. Działa 

ona pod doświadczonym kierownictwem red. Adama Rozlacha (uczył się w tej samej klasie licealnej z Krystianem Zimermanem).

 

W skład tej ekipy wchodzą najwyższe pianistyczne autorytety z Warszawskiego Uniwersytetu im. Fryderyka Chopina na czele z prof. prof. Elżbietą Tarnawską (coraz bardziej podobną do japońskiej gejszy), Karolem Radziwonowiczem (cóż za wspaniała wiedza o pianistyce), Magdaleną Lisak, Markiem Brachą, Magdaleną Ławrynowicz-Just i Michałem Szymańskim.

 

Nie mogę powstrzymać się od wymienienia nazwisk prowadzących z estrady poszczególne przesłuchania: konkretnie, elegancko, z nienaganną angielszczyzną. Są to Marta Wrześniewska i Michał Bronk, który powinien zastąpić w telewizyjnych konferansjerkach Grażynę Torbicką, jak tylko przejdzie na zasłużoną emeryturę.

 

Poza tłumem doskonałych pianistów azjatyckich, do następnych etapów zakwalifikowało się tylko po jednym reprezentancie Kanady, USA, Gruzji i Niemiec oraz dwojga Włochów, nie licząc ciemnoskórych brunetów występujących pod nieazjatyckimi sztandarami. Dwóch uczestników Konkursu zrezygnowało z oznaczenia przynależności państwowej mając rosyjskie nazwiska. Może to i lepiej?

 

Siedemnastoosobowe jury błyszczy od najwyższych chopinowskich autorytetów, wśród których w ekipie polskiej Krzysztof Jabłoński wyróżnia się korpulencją, Wojciech Świtała skromnością, Piotr Paleczny (coraz bardziej dostojny), a Ewa Pobłocka srebrną fryzurą á la Królewna Śnieżka, w której pięknie wyglądała, gdy ją – raz tylko - gustownie upięła.

 

Poza zapierającą dech w piersiach grą Azjatów, interesujące było śledzić ich pantomimę twarzy w kontakcie z fortepianem, którą po raz pierwszy zobaczyłem w roku 1955 u Fou Ts’onga, co mogą pamiętać tylko najstarsi melomani.

 

Od tej pory pilnie obserwuję wszystkie Konkursy Chopinowskie, ale takiej inwazji azjatyckiej pianistyki przepełnionej miłością do Chopina jeszcze nie przeżywaliśmy. A grają aż tak wspaniale, że wysokie Jury może okazać się bezradne w swej rzetelności. 

                                                                  Sławomir Pietras