Festiwal Adama Didura dziś i jutro

Opublikowano: poniedziałek, 06, październik 2025 06:13
Pietras Sławomir

Prawie przez połowę życia uczestniczę w Festiwalach Didurowskich w Sanoku i ciągle nie mogę się doprosić, aby jego wybitny twórca i kreator Waldemar Szybiak zadbał o większą obecność Patrona Festiwalu w jego programach. W tegorocznej, 34-tej edycji Adam Didur widnieje tylko (w kapeluszu) na okładce jak zawsze pięknie wydanego programu. A na moje pytanie w tej sprawie Szybiak odpowiada, że po to, aby mówiło się o Didurze, zaprasza właśnie mnie.

 

W tym roku prowadziłem recital świetnego młodego barytona ukraińskiego Volodymyra Kapshuka mieszkającego i działającego we Francji, z interesującym francuskim programem utworów Masseneta, Ravela, Iberta, Debussego, zamknięty klamrą arii Bizeta, więc nie bardzo wypadało wspominać Adama Didura, którego wprawdzie drugą żoną była tancerka francuska, ale trwało to krótko i wniosło niewiele do biografii naszego największego w historii opery polskiej basa.

 

Waldemar Szybiak – bez którego nie wyobrażam sobie dalszych losów tego Festiwalu – tak wspaniale rozbudował jego pojemność repertuarową, że melomani Podkarpacia nie opuszczając swego regionu mogą oglądać mistrzowskie przedstawienia barokowej opery Pergolesiego La serva padrona w wykonaniu świetnych solistów Aleksandry Klimczak (Serpina) i bodaj obecnie najwybitniejszego polskiego basa Pawła Michalczuka (Uberto), w doskonałej reżyserii Jitki Stokalskiej i pod kierownictwem muzycznym Krzysztofa Garstki, równocześnie akompaniującym na klawesynie recytatywy oraz doskonale dyrygującym świetnym Zespołem Instrumentów Dawnych Polskiej Opery Królewskiej Capelia Regia Polonia.

 

Następnie – jak co roku i oby tak dalej – swój repertuar zaprezentowała Opera Śląska, którą przed 80-ciu laty założył Adam Didur. Był to imponujący spektakl Spartakusa Arama Chaczaturiana w perfekcyjnym wykonaniu zespołu baletowego z Bytomia, bodaj najlepiej tańczący i najmądrzej skompletowany z tego, co się obecnie ogląda w Polsce.

 

Następnego dnia pod sprawną i kompetentną dyrekcją młodego i nowego w Operze Śląskiej szefa muzycznego Piotra Mazurka odbył się wybitny na skalę międzynarodową spektakl opery Luiza Miller Giuseppe Verdiego, rzadko grany na świecie, nieznany dotąd w Polsce, a wypromowany dzięki mądrości i kompetencji dyr. Łukasza Goika. Jego ozdobą były kreacje Anny Wiśniewskiej-Schoppa (tytułowa), Łukasza Załęskiego (Rudolf), Stanisława Kuflyuka (Miller), Anny Boruckiej (Księżna Fryderyka) oraz mniejszych, ale ważnych rolach Grzegorza Szostaka i Zbigniewa Wunscha.


Z taką obsadą i poziomem wokalno-muzycznym Opera Śląska może pokazać się na najbardziej prestiżowych wydarzeniach, a więc również na Festiwalu im. Adama Didura, co publiczność sanocka przyjęła z entuzjazmem i długotrwałą owacją.

 

Wieczorami chórzystów katowickich pod dyrekcją Jarosława Wolanina, miłosnych arii i duetów Haendla, Księżniczki czardasza dyrygowanej przez Rafała Kłoczkę, który niedawno kandydował na dyrektora Opery Narodowej, oraz baletu Don Kichot ze Lwowa, po prostu nie oglądałem, zajęty perswadowaniem dyr. Szybiakowi o potrzebie większej obecności Adama Didura w programach Festiwalu, a zwłaszcza promocji młodych polskich (i nie tylko) basów. Dochodziły mnie jednak owacje, okrzyki i entuzjazm festiwalowej widowni, która dzięki zabiegom dyrektora Festiwalu może uczestniczyć w tak wspaniałych wydarzeniach artystycznych, jednocześnie niemożliwych gdziekolwiek indziej. Byłem świadkiem rozmowy, podczas której dyr. Łukasz Goik zaproponował w przyszłym roku koncertową wersję Króla Rogera Karola Szymanowskiego w wykonaniu Opery Śląskiej, z udziałem samego Andrzeja Dobbera w partii tytułowej. Świetny pomysł!

 

Ze swej strony postanowiłem przedstawić kilka tematów didurowskich, które mogłyby towarzyszyć wieczorom promującym młodych polskich basów. Oto one:  1. Adam Didur we Lwowie, 2. Młodość operowa w La Scali i na scenach włoskich, 3. Kariera amerykańska, 4. Śpiewająca żona i córki, 5. Działalność pedagogiczna i wybitni uczniowie, 6. Adam Didur i Jan Kiepura, 7. Powstanie Opery Śląskiej…

 

Tych tematów jest znacznie więcej. Każdy w warunkach kameralnych powinien być ozdobiony prezentacją co najmniej jednego młodego basa. Jeśli nadal temu zasłużonemu, wybitnemu, a ciągle niedofinansowanemu Festiwalowi towarzyszyć będzie niedostateczna dbałość regionalnych władz, wieczory didurowskie będę zmuszony poprowadzić gratisowo, a młode basy zaprezentują się również bez honorarium, bo to przecież ich bezsprzeczny, artystyczny interes.

 

Pozostanie jednak zdziwienie i zawstydzenie adresowane do sanockich władz miejskich, które na otwarciu tegorocznego festiwalu reprezentowała niezwykle urodziwa i elegancka Pani Wiceprezydent Miasta, która niechże te walory zamieni w hojność i opiekuńczość nad przyszłością najcenniejszego przedsięwzięcia festiwalowego w Polsce południowej. A tego Sanokowi powinno się zazdrościć coraz częściej.

                                                               Sławomir Pietras