Aktorka ta była dla mnie zaskoczeniem, olśnieniem i zdumieniem. Z niemałym dorobkiem po studiach w łódzkiej Filmówce (1994), związała się z Teatrem Jaracza w Łodzi, a potem z Teatrem Dramatycznym w Warszawie i gościnnie z Narodowym, gdzie do dziś gra między innymi Jak być kochaną, odziedziczywszy tę rolę po samej Barbarze Krafftównie.
Gabriela ma siostrę Monikę, tłumaczkę literatury niemieckojęzycznej, z którą założyły autorski duet „Amanita Muskaria” (podobno oznacza to muchomor czerwony, podobno trujący). Jednym z owoców tego duetu jest monodram Podróż do Buenos Aires przywieziony do Janowa, aby wśród pól i lasów zobaczyli go w festiwalowym namiocie okoliczni mieszkańcy, wczasowicze z Rewala i tacy jak ja zaskoczeni, olśnieni i zdumieni przybysze.
Monodram powstał przed wieloma laty, kiedy obie siostry obserwowały postępującą demencję własnej babki, z jej niedorzecznymi wspomnieniami, rozpadającym się sensem życia i wieloma tragikomicznymi sytuacjami, które jako spółka o grzybowo trującej nazwie spisały, opracowały literacko i tym samym uczyniły z ukochanej babci postać sceniczną i niezwykle pasjonującą osobowość teatralną.
Jak się okazało z wyznań Gabrieli Muskały podczas spotkania z publicznością („zgadzam się tylko na pół godziny” – a trwało ponad dwa razy dłużej), artystka ten monodram odgrywa już dwadzieścia kilka lat i czyni to – jak powiedziałem – zaskakująco, olśniewająco i zdumiewająco.
Zaskakująco – bo od wczesnej młodości gra staruszkę opętaną zwidami. Olśniewająco – bo czyni to wiarygodnie, – po mistrzowsku, posługując się aparatem głosowym od najsubtelniejszego piano do najsilniejszego forte. Wreszcie zdumiewająco – bo stojąc przed nami wciela się w postać będącą zaprzeczeniem jej naturalnych warunków fizycznych; amantki scenicznej, mogącej jeszcze dziś zagrać np. Anię z Zielonego Wzgórza.
Tekst i dramaturgia tego monodramu są tak teatralnie i literacko skonstruowane, że – gdyby jeszcze żyły – Irena Eichlerówna lub Nina Andrycz uczyniłyby, Podróż do Buenos Aires szlagierem swego repertuaru.
Przy tych wszystkich zaletach, wielu osiągnięciach scenicznych i filmowych, urodzie prolongowanej przez naturę i ujmującej, wyrazistej osobowości, Gabriela Muskała ciągle nie należy do ścisłej czołówki polskiego aktorstwa. A właściwie należy, tylko jej nazwisko nie wybrzmiewa równie głośno, co popularność niektórych mniej utalentowanych konkurentek.
Dla mnie dodatkowym zaskoczeniem jest, że urodziła się w Kotlinie Kłodzkiej, wychowała w niewielkiej wiosce Ołdrzychowice, gdzie do dziś mieszkają jej rodzice, więc często odwiedza strony rodzinne. Być może wzrastanie z dala od centrów kultury i środowisk artystycznych jest powodem skromności i niechęci do poczynań reklamowych. Ale posiadanie przez tę aktorkę tak wielkiej ilości nagród i wyróżnień, tak pokaźnej filmografii, ale stanowczo za mało ról teatralnych i prawie żadnych odznaczeń, powinno być przedmiotem refleksji dyrektorów teatrów , reżyserów, krytyków i takich jak ja, piszących felietony.
Następnego dnia po Podróży do Buenos Aires odbył się w tym samym namiocie teatralnym recital Zbigniewa Zamachowskiego. Występ niezapomniany, którego wykonawca poszczególne śpiewane utwory przedzielał osobistą narracją; refleksyjną, dowcipną, w pełni improwizowaną i nieprzeładowaną potokiem słów, pozostających w należytej proporcji do śpiewanych piosenek. Przy elektrycznym pianinie zasiadał świetny akompaniator i kompozytor Roman Hadaszek, jakże efektownie zestrojony i współgrający z Zamachowskim, w całej pełni zasługujący na określenie Maestro w tym, co oglądała i słuchała zachwycona publiczność.
Ponieważ wiosce artystycznej Janowo patronuje Tygodnik Angora, staram się co roku kilka wakacyjnych dni spędzać wśród jej organizatorów, występujących artystów i nadmorskiej publiczności przyjeżdżającej z pobliskiego Rewala, Niechorza, Dziwnowa, okolicznych miejscowości oraz Szczecina, a nawet Berlina. Równie interesujące, a bywa że fascynujące są wieczory towarzyskie, trwające nieraz do późnej pory nocnej. Pełne dyskusji, opowieści, wspomnień i zwierzeń, zarówno aktorów, ich managerów (w tym roku Bogdana Waszkiewicza), a nawet widzów i słuchaczy, którzy mają ochotę podzielić się swymi doznaniami w gronie artystów występujących w Janowie.
Bogaty wakacyjny program kończy w tym roku specjalny wieczór poświęcony pamięci zmarłego niedawno Piotra Dziuby, mieszkańca Janowa, postaci barwnej, kontrowersyjnej i nietuzinkowej, który po burzliwym życiu w Krakowie osiadł w pustym po sezonie Janowie, mając co wspominać z okresu małżeństwa z Ewą Demarczyk, licznych przygodach nie zawsze zgodnych z prawem, wreszcie zajęciach związanych z zainstalowaniem wioski artystycznej.
Może kiedyś opowiem o tym więcej… Teraz myślami łączę się z uroczystością poświęconą Piotrowi podkreślając jednak, że tegoroczną gwiazdą Janowa pozostaje wspaniała aktorka Gabriela Muskała.
Sławomir Pietras