Operowych kłopotów Marszałka ciąg dalszy…

Opublikowano: poniedziałek, 25, sierpień 2025 06:17
Pietras Sławomir

W felietonie „Operowe i baletowe kłopoty Marszałków”, pomyliłem tych wspaniałych samorządowców, przypisując zorganizowanie konkursu na dyrektora Opery Nova w Bydgoszczy Marszałkowi Pomorskiemu z Gdańska Mieczysławowi Strukowi, zamiast Piotrowi Całbeckiemu, odważnemu i dzielnemu Marszałkowi Kujawsko-Pomorskiemu. Również kłopoty z obsadzeniem stanowiska dyrektora Opery Wrocławskiej przypisałem Marszałkowi Dolnośląskiemu Pawłowi Gancarzowi, podczas gdy dotyczyły one jego poprzednika. Przepraszam, ale mimo wszystko zręczniej poruszam się w obsadach operowych niż samorządowych i… obiecuję poprawę!

 

Natomiast nie pomyliłem się w ocenie dokonań tej jakże niefortunnej dyrektorki Teatru Wielkiego w Poznaniu Renaty Borowskiej-Juszczyńskiej, która wyprotestowana przez załogę i osiągnąwszy marny wynik w nierozstrzygniętym konkursie ciągle zabiega gdzie może o poparcie, dobre słowo i pozytywne oceny, głównie u partnerów, którym dała zarobić, znanych postaci z zagranicy z jakimi się zetknęła, lub nieszczęśników, których los zależy od łaskawości pani dyrektor, gdyby się utrzymała (cherlawy kontratenor i baryton, czy zbierająca podpisy marna reżyserka).

 

Do tego grona dołączył ostatnio sędziwy i mało już aktywny Piotr Nędzyński, który wysmażył kuriozalny list do Marszałka Wielkopolskiego Marka Woźniaka z błaganiem o przedłużenie kontraktu swej – jak się wyraża – Renacie, która według niego „już zapisała się w historii”.

 

Bezwstydnie wymienia grono moich najlepszych poprzedników, do którego mnie również zalicza (dziękuję!), „wspominanych z miłością i szacunkiem do dzisiaj” i dalej twierdzi, że Borowska jest „godną następczynią i dorównuje im klasą”.

 

Otóż nie dorównuje! Dalece nie dorównuje, natomiast znacznie przewyższa tupetem, bezczelnością i niczym nieuzasadnionym – zwłaszcza kompetencyjnym – pragnieniem sprawowania operowej władzy.

 

Równie kuriozalny w liście do Marszałka jest wywód Nędzyńskiego na temat własny. Ględzi w nim sążniście o swych kwalifikacjach, bo od 40 lat jeździ na festiwal do Salzburga, od 70 lat chodzi do Opery Poznańskiej, był nawet w niej zastępcą dyrektora do spraw artystyczno-programowych, ale niestety utrzymał się tylko niespełna dwa sezony. Poza tym legitymuje się autorstwem telewizyjnego programu operowego „Wokół Wielkiej Sceny” nadawanego zwykle bardzo późną nocą, wielu audycji radiowych i artykułów o operze oraz otrzymał Srebrny Medal Gloria Artis, który mają już niemal wszyscy.


Pod koniec listu któryś raz z rzędu ponawia suplikacje do Marszałka, obiecuje mu przejście do historii i zasługi dla kultury polskiej, jeśli tylko pozwoli Borowskiej kontynuować swój nieszczęsny operowy proceder.

Ze swej strony w imieniu własnym i tej publiczności, która wierna Gmachowi pod Pegazem przez ostatnie sezony cierpliwie znosiła fiaska artystyczne takich premier jak Halka, Straszny dwór, Paria, Anheli, Napój miłosny, Manon Lescaut, Śpiewacy norymberscy, Zemsta nietoperza, Czarodziejski flet, Przygody pana Broučka, czy Turandot, wyrażam ubolewanie, choć to jeszcze dalece nie wszystko, aby określić rozmiar pobojowiska, pozostawionego przez nieszczęsną dyrektorkę.

 

Wymieniam te tytuły bez względu na ilość braw na premierach, różne opinie poszczególnych odbiorców, czy indywidualne osiągnięcia niektórych realizatorów i wykonawców. Aby nie być posądzonym o stronniczość, przytaczam tytuły które mi się podobały: Legenda Bałtyku, Jawnuta, Otello i niektóre spektakle baletowe. Ale to nie mogło zaważyć na ogólnym wrażeniu staczania się w kierunku absurdu, nijakości i braku jakiegokolwiek instynktu związanego z profesjonalizmem. 

 

W imieniu grona żyjących i nieżyjących dyrektorów Gmachu pod Pegazem wypraszam sobie nazywanie Borowskiej jedną z najwybitniejszych osób kierujących kiedykolwiek tym teatrem… naszą godną następczynią, dorównującą nam klasą i że już zapisała się w historii.

 

Nieporozumieniem w finale tego kuriozalnego listu jest twierdzenie, że Opera Wrocławska popadła w nieodpowiednie ręce. Wręcz przeciwnie! Ze stolicy Dolnego Śląska napływają pokrzepiające sygnały o poczynaniach pani dyr. Agnieszki Franków-Żelazny, ciągle wspomina się tam wspaniałe sezony dyr. Ewy Michnik, ale nikomu nie przychodzi nazywać jej geniuszem. Tak natomiast twierdzi, coraz bardziej pozbawiony rozumu i poczucia rzeczywistości, autor listu do Wielkopolskiego Marszałka.

 

We wrześniu wybieram się do Wrocławia na uroczyste obchody 80-lecia polskiej Opery pamiętając z żalem i wstydem, że w Poznaniu Renata Borowska-Juszczyńska nie pomyślała w 100-lecie od pamiętnej Halki, dającej początek polskości Gmachu pod Pegazem, urządzenia hucznego jubileuszu z obchodami, spektaklami, konferencjami i odznaczeniami najbardziej zasłużonych pracowników.

 

Wtedy trzeba było – panie Nędzyński – przypominać ten obowiązek swej – nie wiedzieć czemu – ulubienicy na niesłusznie zajmowanym stołku (ciekawe, co wykaże zaplanowany na jesień audyt), a nie teraz zawracać głowę Marszałkowi i tandetnie schlebiać mu szansą przejścia do historii.

                                                                   Sławomir Pietras