Operowe i baletowe kłopoty marszałków

Opublikowano: poniedziałek, 18, sierpień 2025 06:24
Pietras Sławomir

Mnożą się poważne zarzuty pod adresem byłej już – na szczęście – ministry kultury, najgorszej za mojej dobrej i długiej pamięci. Nagradzanie medalami za wulgarne obrażanie uczuć religijnych, forowanie w dziedzinie publicystyki pism lewicowo-liberalnych, a przykręcanie śruby redakcjom konserwatywnym, przyznawanie rozmaitych funduszy logiką „dworską”, co Gazeta Wyborcza nazwała „ministerstwem głupich grantów”, sposób rozstania się z wieloletnim dyrektorem Teatru Wielkiego w Warszawie Waldemarem Dąbrowskim, a następnie zarządzenie zamkniętego konkursu na to stanowisko, do którego zaprosiła czworo kandydatów, z których troje naraziła na dyskomfort i śmieszność. To jednak dalece nie wszystko…

Najbardziej bezrozumne posunięcia byłej ministry to sztywne trzymanie się zasady wyłaniania lub przedłużania kadencji dyrektorów instytucji artystycznych jedynie w drodze konkursów. Od dawna wiadomo, że nie przynoszą one żadnych pozytywnych rezultatów, a mnożą negatywne, takie jak brak należytych kompetencji składów oceniających, uczestniczenie w nich kandydatów gołym okiem widocznych, że nie nadają się do tego, braku fachowców z prawdziwego zdarzenia, bo tacy zamiast startować w czymś tak kuriozalnym, mają pełne ręce roboty i mogą być pozyskani tylko w drodze indywidualnych pertraktacji, perswazji, lub oferowania atrakcyjniejszych, lepszych warunków działania.

 

Ostatnio bezsens tego rodzaju eliminacji ujawnił nierozstrzygnięty konkurs na stanowisko dyrektora Teatru Wielkiego w Poznaniu, do czego przyczyniły się dwie reprezentantki właśnie pani ministry, które po trudach podróży do Poznania i wielogodzinnych obradach, zamiast zająć stanowisko… wstrzymały się od głosu!

 

Stosownie postąpił Marszałek Pomorski Mieczysław Struk w sprawie dalszego kontraktu dla nestora urzędujących dyrektorów teatrów operowych Macieja Figasa z Opery Nova w Bydgoszczy. Zmuszony do tego przez panią ministrę (co za paskudny feminatyw!), ogłosił konkurs, stanął na czele jury, nie przyjął żadnych kandydatów, jak tylko Figasa, przedłużył mu kontrakt, pogratulował i czym prędzej rozwiązał to kuriozalne zgromadzenie.

 

Od dłuższego czasu kłopoty z obsadzeniem tego stanowiska w Operze Wrocławskiej miał Marszałek Dolnośląski Paweł Gancarz. A gdy wreszcie zdecydował się na Agnieszkę Franków-Żelazny, po miesiącu pani ministra zaprosiła ją do tego warszawskiego, kuriozalnego, zamkniętego konkursu. Wrocławska dyrektorka natychmiast odmówiła, czym wzbudziła respekt w środowisku i uniknęła śmieszności. 


Poważne kłopoty przewiduję w moim ukochanym Teatrze Wielkim w Łodzi. Pani Marszałek Joannie Skrzydlewskiej powinien ktoś wytłumaczyć, że zażegnanie kryzysu i rozwiązanie problemów kadrowych na poziomie kierownictwa nie rozwiąże już żaden konkurs, a zwłaszcza odkładanie problemu do następnego sezonu. Sytuacja wewnątrz teatru, a przede wszystkim kardynalne błędy popełniane przez obecnego dyrektora, wymagają natychmiastowego działania i szybkich decyzji.

 

Natomiast warto przyjrzeć się sytuacji, jaką w dziedzinie dyrektorskich obsad ma Marszałek Wielkopolski Marek Woźniak. Po wielu sezonach nieprofesjonalnej, mało skutecznej, chybionej artystycznie i bezsensownie kadrowo dyrekcji Renaty Borowskiej-Juszczyńskiej pozostał jedynie niesmak publiczności, wiele negatywnych ocen krytyki i zdecydowany sprzeciw pracowników. Ponieważ mogą do tego dojść nieujawnione dotąd błędne działania dyrekcji, zarządzono audyt, którego rezultaty będą znane dopiero w jesieni. Powstała więc konieczność tymczasowego powołania dyrektora pełniącego obowiązki, którym zdaniem związkowców powinien być kandydat, który otrzymał największą ilość głosów w nierozstrzygniętym konkursie. Zabiegają o to u Marszałka, aby – broń Boże – nie była to powszechnie nie akceptowana Borowska-Juszczyńska mimo, że w swej obronie sprokurowała dokument z niewiarygodnymi podpisami różnych – zewnętrznych, zarabiających w tym Teatrze – współpracowników, z których część wycofała swe podpisy zdziwiona, że się tam w ogóle znalazły.

 

Innym kłopotem Wielkopolskiego Marszałka są ataki na Iwonę Pasińską, od lat dziewięciu dyrektorkę Polskiego Teatru Tańca, której przedłużono właśnie – jakże słusznie – kontrakt na następne pięć lat. Pasińską na swą następczynię namaściła sama Ewa Wycichowska, forsując jej kandydaturę na konkursie, symbolicznie tańcząc z nią publicznie dla zamanifestowania ciągłości panowania i licząc na dalsze wpływy.

 

Jednak wkrótce okazało się, że Pasińska zamiast pozostać grzeczną i posłuszną uczennicą, stała się samodzielną i odważną kreatorką losów Teatru w którym się wychowała. Zreformowała jego zespół, zaproponowała nowy repertuar, przyciągnęła innych niż dotąd realizatorów, wyznaczyła i zrealizowała atrakcyjne kierunki artystycznej ekspansji na kraj i zagranicę, postarała się o sponsorów i środki na działalność z różnych źródeł, a przede wszystkim zbudowała nową siedzibę PTT przy ul. Taczaka 8, nowoczesną, luksusową, stanowiący atrakcyjny obiekt artystyczny w centrum Poznania.

 

W kręgu tych wszystkich poczynań zabrakło niestety Wycichowskiej i jej córki, stąd te ataki, buntowanie pracowników, szukanie dziury w całym, a nawet podejrzane interwencje w mediach. Myśląc o ewentualnych kłopotach Wielkopolskiego Marszałka deklaruję, że tzw. opinię publiczną Iwona Pasińska ma zdecydowanie po swojej stronie.

                                                               Sławomir Pietras