Joshua Legge i choreografowie z Bytomia

Opublikowano: poniedziałek, 28, lipiec 2025 17:30
Pietras Sławomir

Chodzi oczywiście o 27. Międzynarodowy Festiwal Tańca im. Olgi Sawickiej, który właśnie zakończył się w Lądku-Zdroju. Wśród jego atrakcyjnych prezentacji wyróżniłbym konsekwentną promocję młodych polskich choreografów. Świadczy o tym między innymi powierzenie po raz kolejny choreografii specjalnie dla potrzeb Festiwalu australijskiemu tancerzowi z Sydney Joshua Legge, wykształconemu w Londynie, debiutującemu najpierw w Rumunii, a od roku 2017 na stałe związanemu z Teatrem Wielkim w Łodzi.

 

Ten niezwykły artysta wybrał sobie czwórkę tancerzy z łódzkiego zespołu i tańcząc wraz z nimi, stworzył plenerowy obraz taneczny zatytułowany Lament, który tańczony został wprost na piasku 7. lipca po zachodzie słońca nad wodą i wprost w wodzie, z autentycznym molo w tle, co nazywane jest Wodną Sceną Zalewu Stara Morawa w Stroniu Śląskim, otoczonym pięknym pejzażem górskim.

 

Inspiracją muzyczną stała się III Symfonia Pieśni Żałosnych Henryka Mikołaja Góreckiego w nagraniu orkiestry Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Kazimierza Korda, z przejmującą partią wokalną Joanny Kozłowskiej, której głosu słuchałem przy okazji z niekłamanym wzruszeniem.

 

W niezwykłe bogatym ruchowo przekazie choreograficznym Joshua Legge zawarł miłość, tęsknotę, żałobę, rozłąkę, stratę i śmierć, pozostawiając widzowi wiele możliwości interpretacji tego, o czym tańczyli Okksii Balitkyi (tancerz białoruski), Ekaterina Kitaewa – Muśko ( tancerka rosyjska, ale od lat zawodowo i prywatnie związana z Polską, na szczęście, bo artystka wybitna!) oraz również bardzo dobrze tańczące Stanislava Pincekova i Karolina Urbaniak. Sam choreograf wykonał również szereg fragmentów solowych i duetowych, tańcząc w swym indywidualnym, bogatym języku ruchowym i jednocześnie w kilku technikach tańca, co od lat określa się mianem modern dance.

 

Bezpośrednio pod wrażeniem tego widowiska zasugerowałem młodemu choreografowi (Joshua to hebrajskie imię, które po przekształceniu na grekę i łacinę brzmi Jezus!), aby przenieść tę niezwykle piękną choreografię na deski sceny z wykorzystaniem dostępnych technik scenograficznych, no może bez tańczenia na piasku(!). To, co usłyszałem w odpowiedzi nie napawa optymizmem, mimo że artysta usiłował wyrażać się powściągliwie i z rezerwą o swojej sytuacji w macierzystym teatrze.


Natomiast nie powinna tego czynić grupa młodych choreografów z Bytomia, którzy zaprezentowali swój dorobek twórczy podczas wieczoru „Horyzonty” na scenie lądeckiego Amfiteatru 11 lipca. Tak nazwana akcja „to jedno z najciekawszych wydarzeń na Śląsku organizowane przez Operę Śląską z inicjatywy jej dyrektora Łukasza Goika. Przegląd powstał jako hołd dla Henryka Konwińskiego – wybitnego choreografa związanego z bytomską sceną… „Z roku na rok przyciąga on coraz liczniejsze grono młodych twórców i pasjonatów tańca – każda z prezentowanych choreografii to osobista wypowiedź młodych artystów, którzy z pasją podejmują wyzwanie interpretacji muzyki i opowiadania historii ruchem” (fragment tekstu z programu).

 

Wieczór otworzyło pas de deux z III aktu baletu Don Kichot w przekazie zmarłej przed rokiem Liliany Kowalskiej – „jako wyraz szacunku dla wielkiej tradycji tańca klasycznego oraz hołd złożony Jej działalności jako pedagoga”. Tańczyli Mitsuki Noda i Alberto Pecetto.

 

Potem nastąpiła prezentacja 11 miniatur tanecznych stworzonych przez dwie grupy młodych twórców: Giulia Roberto, Lara Ern, Rhaphael Molenaar, Mitsuki Noda, Alberto Pecetto( to cudzoziemcy) i Anna Kmiecik- Sokalla, Magdalena Matejko i Wiktor Perdek (to debiutujący choreografowie polscy).

 

Mnie podobały się wszystkie te prace, ale wyróżniłbym Wiktora Perdka ( do muzyki Alessandro Marcello i Pawła Mykietyna), który ponadto zwracał uwagę swym tańcem, występując w gronie bytomskich solistów, którzy również tym razem przypomnieli, że balet bytomski aktualnie tańczy najlepiej pod wodzą swego szefa Grzegorza Pajdzika.

 

I znów chciałoby się zasugerować, aby te śląskie „ Horyzonty” zaprezentować na Łódzkich Spotkaniach Baletowych, Bydgoskim Festiwalu Operowym, czy na scenie kameralnej warszawskiego Teatru Wielkiego, nie wymieniając innych miejsc w naszej ojczyźnie, gdzie młoda twórczość baletowa mogłaby liczyć na zainteresowanie, a poziom tańczenia na owacje takie, jak podczas Lądeckiego Lata Baletowego.

                                                    Sławomir Pietras