Kampanijna zmowa milczenia

Opublikowano: poniedziałek, 19, maj 2025 06:26
Pietras Sławomir

Zanim odniosę się do tytułu dzisiejszego felietonu, po kilka zdań o zjawiskach, które w naszym życiu okazują się być zaskakujące, niebywałe, intrygujące mimo, że pochodzą z różnych rejonów ludzkiego bytowania.

 

Do takich należą niemal codzienne informacje o pobiciach lekarzy, pielęgniarek, ratowników i to przez kogo – przez pacjentów z czegoś niezadowolonych, na coś obrażonych, często pijanych. Dotąd wyobrażałem sobie, że to służba medyczna powinna mieć prawo sprawiania manta niektórym pacjentom (czego nie pochwalałbym!), patrząc na to, co dzieje się w niektórych naszych szpitalach.

 

Dostępne w co najmniej kilku kanałach telewizyjnych seriale związane z medycyną, wystarczająco chwalebnie przedstawiają służbę zdrowia i jej problemy, aby chcieć być pokornym pacjentem, a nie agresorem wobec ludzi w białych kitlach.

 

W okresach minionych tylko od czasu do czasu media informowały o nieszczęśliwych wypadkach dotyczących dzieci i młodzieży. Siedząc teraz przed telewizorem zastanawiam się, czy dawniej było ich mniej, czy obecnie maluchy, podrostki i małolaty częściej wpadają pod auta, trują się narkotykami, lub nachodzą je myśli samobójcze. Jeśli nawet tak jest, to należałoby przemyśleć, iloma takimi tragediami należy epatować społeczeństwo, zamiast zacząć energicznie i wszechstronnie temu przeciwdziałać.

 

Zbliżając się do polityki, na groźny wygłup zakrawa przebieranie się amerykańskiego prezydenta w kostiumy watykańskie i wyjawienie marzenia, że chciałby zostać papieżem. To trafna – aczkolwiek nierealna koncepcja – aby zakończyć to nieszczęście, jakie spotkało Stany Zjednoczone wraz z wyborem tego – trzeba to przyznać – doskonałego showmana. A już wspólne fotografie z polskim kandydatem na prezydenta świadczą, że swój swojego zawsze znajdzie, byle tylko taka arlekinada nie zdarzyła się również w Polsce. 

 

Żenującym bowiem przejawem innej arlekinady jest ciągłe opluwanie naszego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego przez telewizyjną „Republikę”. Równie niefortunnie wypadła w wykonaniu Wojciecha Ziemilskiego w „Szkle kontaktowym” parodia prezydenta Dudy, witającego sążnisty zestaw postaci, do których przemawiał z okazji święta 3 Maja.


Niefortunnie, bo po niej nastąpiła wręcz mistrzowska oracja, wygłoszona z pamięci, pełna aktualnych treści i odnośników historycznych, swobodnie posługująca się osobistym komentarzem i atrakcyjnymi dygresjami. Końcowy pasus Zimilskiego („Mistrz banału!”) był niestosowny co do tego przemówienia, ale niestety właściwy, jeśli spojrzeć na dokonania kończącego nareszcie swą misję prezydenciny.

 

Może to drobiazg, ale szefowa jego kancelarii przyszła na trzeciomajową defiladę w spódnicy za wiele powyżej kolan (przy kończynach raczej obłych i tłustych) oraz z młodzieńczo rozwianymi włosami, przy czym (jak mawiała niedościgniona Irena Eichlerówna) „– jej twarz już nie do kokardy”.

 

Podczas majówki tylko dwa zjawiska telewizyjne zwróciły moją uwagę jeśli chodzi o sprawy sztuki. Świetny, powtarzany kilkakrotnie program o kolejno nagradzanym naszym wspaniałym tenorze Piotrze Beczale oraz szczególnie wybitna kreacja Piotra Pola w świątecznym odcinku „Ojca Mateusza”. Ten nasz ulubieniec (Orest Możejko) zagrał dochodzącego do siebie pacjenta z utratą pamięci po urazie mózgu. Zawsze aktor wybitny, tym razem mistrzostwo świata.

 

Na zakończenie o kampanijnej zmowie milczenia. W dotychczasowym czasie jej trwania, ani podczas świątecznych trzeciomajowych obchodów z ust licznych polityków zajmujących naszą uwagę swymi wystąpieniami ani raz nie padło słowo „kultura”. Przede wszystkim nie użył tego terminu żaden kandydat na prezydenta, prezentując swój program wyborczy.

 

Oszczędzę sobie epitetów, jakich należy użyć pod adresem pretendentów do przewodzenia Polakom, którzy – jak dotąd – nie używają tego terminu, tego zjawiska i jego szerokiego, wszechstronnego zasięgu. W przededniu wyborów prezydenckich usiłujmy przypomnieć im, że kultura – jak dotąd – pozwalała narodowi żyć, przetrwać, rozumieć, walczyć i wspinać się po szczeblach mentalnego rozwoju. W niej mieści się panaceum na agresję wobec lekarzy, wypadki wśród dzieci i problemy nastolatków, zaoceaniczna błazenada w wydaniu polskim i amerykańskim, wzajemne opluwanie się w imię politycznych interesów, chybione diagnozy, zbyt krótkie spódniczki, a nie tylko piękne śpiewanie, czy wybitne kreacje aktorskie.

 

Tak więc pomijanie kultury w kampanii prezydenckiej próbuję nazwać najdelikatniej jak można – zmową milczenia!

                                                                             Sławomir Pietras