

































Galeria
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Co słychać w operowej Łodzi
Strona 1 z 2
Dawno nie byłem w Łodzi, która – wbrew rzeczywistości – zawsze wydawała mi się miejscem przyjaznym, a nawet operowo pięknym, bo udawało mi się tam wiele poczynań z zespołem Teatru Wielkiego, ówczesnymi władzami, a zwłaszcza z najlepszą w Polsce publicznością. Gdyby znalazły się na to pieniądze, to do końca odnowione fasady starych kamienic śródmieścia uczyniłyby z Łodzi wręcz jedno z najpiękniejszych miast w Europie.
Tak sobie myślałem spacerując – a nie jeżdżąc samochodem – po znanych mi dobrze ulicach, a do Teatru Wielkiego poszedłem, aby obejrzeć Holendra tułacza, pozostającego w łódzkim repertuarze już od lat dziesięciu, ale zagrane na scenie dopiero po raz ósmy (!).
Nie zawiodłem się. Inscenizacja i scenografia interesująca, gra orkiestry pod dyr. Rafała Janiaka przyzwoita, obsada czołowych ról wręcz znakomita, z Krzysztofem Szumowskim (Holender), Agnieszką Hauser (Senta) i Dominikiem Sutowiczem (Eryk). Gorzej było z postaciami drugoplanowymi, wśród których gościnnie występujący Daland i Sternik to po prostu bezgłosia. Epizodyczna, ale ważna postać Mary – źle obsadzona, a posługiwanie się gościnnymi śpiewakami, mając w zespole wielu znakomitych wokalistów, to po prostu lekkomyślność lub lenistwo dyrygenta.
Zwłaszcza, że wznawianie tego wybitnego dzieła zajęło co najmniej kilka tygodni pracy, a poza wykonaniem, którego byłem świadkiem, nie będzie już grane do końca obecnego sezonu. Więc następne wznowienie pochłonie znów wiele cennego czasu, który przydałoby się poświęcić na przygotowanie nowych pozycji.
Chciałoby się życzyć, aby spełniały one co najmniej trzy kryteria: były operowymi tytułami niegranymi nigdy w Łodzi, wzbudzały aktywne zainteresowanie publiczności i rozwijały artystyczne kwalifikacje realizatorów, solistów, baletu i chóru tego wspaniałego Teatru. Ponadto chciałoby się życzyć, aby przywrócono do grania repertuaru we wszystkie dni, prócz poniedziałków, a w latach osiemdziesiątych ponadto na Scenie Kameralnej w Pałacu Poznańskiego jeszcze po kilka spektakli miesięcznie Cosi fan tutte, Odprawy posłów greckich, Kynologa w rozterce, czy Telefonu Menottiego. Tymczasem na afiszu widzę ciągle My fair lady, Greka Zorbę i Zemstę nietoperza, którą dyryguje dyrektor Opery Krakowskiej, aby dyrektor Teatru Wielkiego w Łodzi mógł zadyrygować Aidę w Krakowie.
Na foyer I piętra wzruszyła mnie wystawa poświęcona Bogusławowi Kaczyńskiemu. Z licznych fotografii wyziera postać tego mistrza propagandy operowej. Mnie zaś ekspozycja ta przypomniała, że to właśnie na premierze Panienki z okienka Tadeusza Paciorkiewicza poznaliśmy się, będąc jeszcze studentami. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||