Lato Baletowe a nie Festiwal Tańca

Opublikowano: poniedziałek, 24, lipiec 2023 06:38
Pietras Sławomir

Wśród wielu atrakcji 25. edycji Lądeckiego Lata Baletowego, niepotrzebnie od pewnego czasu nazywanego Międzynarodowym Festiwalem Tańca, skupię się na dwóch wydarzeniach, ważnych dla rozwoju polskiej sztuki tańca.

 

Jako inicjator tego przedsięwzięcia oraz obywatel honorowy i ambasador Lądka Zdroju (z czego jestem niezmiernie dumny), ubolewam nad międzynarodowymi ambicjami Karoliny Sierakowskiej, cennego i pracowitego dyrektora tego Festiwalu. Mimo jej osiągnieć, starań i zabiegów, lądecka prezentacja nigdy nie otrzymała takich środków finansowych, które mogłyby udźwignąć koszty międzynarodowej rangi tej imprezy. Tegoroczny, zresztą niezapowiedziany w programie i zorganizowany w ostatniej chwili występ zespołu gruzińskiego, to jeszcze nie międzynarodowość. Chociaż tańczenie fenomenalnych ludowych tancerzy, przedzielone śpiewaniem pięknych pieśni gruzińskich przez leciwą grupę wokalistów pamiętających zapewne Rewolucję Październikową, było niewątpliwą atrakcją dla tłumnej publiczności festiwalowej, oczekującej tego samego dnia późnowieczorowego pokazu super interesujących prac młodych choreografów Polskiego Baletu Narodowego (Eugenie Hecquet, Gianni Melfi, Kristóf Szabó, Anna Hop i Joanna Drabik).

 

Umieszczenie w programie w ostatniej chwili „rozrywkowych” Gruzinów, było czymś takim, jakby bezpośrednio przed muzyką Krzysztofa Pendereckiego zaserwować recital Zenka Martyniuka, z oczywistą szkodą dla ambitnych tancerzy warszawskich.

 

Nie podobała mi się również inicjatywa Nowe przestrzenie – Wodna Scena – Zalew Stara Morawa, znacznie oddalona od Lądka i prezentująca wielce osobliwą choreografię Bartłomieja Malarza oraz spektakl Łabędzie, którego bałem się obejrzeć po przeczytaniu, że jest „... oparty na partycypacji i integracji... osób z niepełnosprawnością wzroku, ... z udziałem osób niewidomych i słabowidzących, inspirowanego... (!) Jeziorem łabędzim.” W swym długim i bujnym życiu widziałem już łabędzie w wieku sędziwych kur i kaczek, Odettę – Odylię podejrzewaną o romans z ambasadorem sowieckim, książąt mogących być dziadkami przedmiotów swych romantycznych uczuć, a nawet osiłków płci męskiej, odgrywających jak najbardziej kobiece łabędzie. Ale niewidome „ptactwo” na scenie, to ponad moją wyobraźnię!

 

Natomiast zgadzam się z publicznością, że zespół „Śląsk” jest od kilkudziesięciu lat naszą narodową dumą, nawet jeśli prezentuje program okrojony repertuarowo i obsadowo, z taśmą magnetofonową zamiast orkiestry, ale w przepięknych kostiumach, osadzonych na wciąż atrakcyjnych dziewczynach, ale coraz bardziej leciwych tancerzach i śpiewakach.


Wydarzeniem festiwalowym był spektakl  Ślady, przywieziony przez Teatr Wielki z Poznania. Choreografia  Adagia  Albinioniego (Conrad Drzewiecki) i Powracające fale (Emil Wesołowski), to już wybitna klasyka polskiej choreograficznej współczesności. Natomiast Kilka krótkich sekwencji Jacka Przybyłowicza i 8m68 Roberta Bondary (o czym to jest?) są choreografiami do siebie podobnymi, bazującymi na paralelności ruchu, dobrze tańczonymi przez poznańskie tancerki i tancerzy, których nazwisk nie podano mimo, że o to wielokrotnie prosiłem.

 

Natomiast Requiem Mozarta w wykonaniu baletu Opery Śląskiej stanowi rewelację choreograficzną Jacka Tyskiego i ciągle zwyżkujący poziom tego coraz lepiej tańczącego zespołu. Byłem przeciwnikiem pokazywania na plenerze w Lądku spektaklu z tak traumatyczną, ale genialną muzyką z nie najlepszym mozartowskim nagraniem. Dobre to przed Wielkanocą, a nie na letnim festiwalu zwłaszcza, że Bytom ma w aktualnym repertuarze super interesujący Wieczór debiutów choreograficznych, zawierający aż 8 fascynujących prac. Ale cofam te zastrzeżenia pod wpływem natchnionego wykonania całego zespołu oraz solistów Michaliny Drozdowskiej, Douglasa De Oliveira Ferreira, Moniki Niedźwieckiej, Mitsuki Noda, Krzysztofa Szczygła, Clary Ushizaka, Giada Gavioli i Macieja Pletni.

 

Tego ostatniego – mojego ulubionego tancerza rodem z Radzionkowa, absolwenta bytomskiej Szkoły Baletowej – postanowiłem zaprezentować w ramach spotkań autorskich „Mistrz i uczeń” (z jego wybitnym pedagogiem Kazimierzem Cieślą). Będę ten cykl kontynuował w przyszłości, zobaczywszy duże zainteresowanie zgromadzonych baletomanów.

 

Za pozostaniem przy Lecie Baletowym przeważają także towarzyszące głównemu nurtowi festiwalowemu ciekawe spotkania autorskie, tym razem między innymi promocja interesującej książki Henryka Konwińskiego. A przede wszystkim liczne warsztaty taneczne dla dzieci i młodzieży (koncert „Dzieci Dzieciom” i „Lądek – Miasto Tancerzy”) pilnie obserwowane przez dyrektorkę Szkoły Baletowej w Bytomiu Elżbietę Mendakiewicz. Szkoda, że jedyną sposród szefów polskich placówek tego typu, w których ciągle narzeka się na kłopoty z naborem kandydatów do nauki tańca. Zamiast wziąć się do roboty i przyjechać do Lądka.

                                                                       Sławomir Pietras