Boże Ciało w Milanówku

Opublikowano: poniedziałek, 26, czerwiec 2023 06:55
Pietras Sławomir

Na świąteczny wypoczynek i wiosenne wypady Warszawa ma swój Milanówek. Przed wojną piękną rezydencję zbudował tam nasz legendarny tenor Stanisław Gruszczyński, którego w zimie roku 1959 znaleziono w skrajnej nędzy i zapomnieniu zapitego i nieżywego na hałdzie węgla obok stacji kolejowej.

 

Obiekt ten nabyła Krystyna Janda ze swym mężem, wybitnym operatorem filmowym Edwardem Kłosińskim, który jeszcze za życia posiadłość wyremontował i doprowadził do rozkwitu. Wkrótce oboje zainicjowali towarzyskie spotkania przyjaciół i wybranych postaci ze środowiska. Od 25 lat odbywają się one zawsze w Boże Ciało zaczynając w samo południe, aby  praktykujący mogli być już po procesji i dysponowali czasem wolnym, bo przecież w Boże Ciało teatry nie grają.

 

Początkowo spotkania te odbywały się w gronie sąsiedzkim, jako że liczba artystów zamieszkujących Milanówek i okolice mogłaby wystarczyć na obsadzenie niejednego  teatru, filmu, czy serialu. Z czasem zaczęli przyjeżdżać warszawiacy, poznaniacy (np. Piotr Voelkel i ja), łodzianie (Joanna Woś i liczni entuzjaści Krystyny Jandy), a ostatnio krakowianie (np. Katarzyna Gniewkowska, pod urokiem aktorstwa której pozostaję od dłuższego czasu, czy Krzysztof Materna, za którego sukcesy w kierowaniu krakowską „Bagatelą” niezmiennie trzymam kciuki).

 

Od lat przyjął się zwyczaj, że uczestniczy, zwłaszcza miejscowi, przybywają odziani w kostiumy specjalnie wymyślone i przygotowane na tę okazję. W tym roku brylował najwybitniejszy nestor polskiego aktorstwa Daniel Olbrychski w stroju kowboja ze swą żoną, menedżerem i teatrologiem Krystyną Demską. Anna Seniuk pojawiła się w czerwonej, zwiewnej kreacji z „naleśnikiem” na głowie w tym samym kolorze, a Magda Umer w powłóczystej szacie, sugerującej hinduską boginię.

 

Bogusław Linda przebrany za samego siebie zwierzył mi się, że od 30 lat nie zagrał niczego w teatrze tylko filmy, seriale i telewizja. Jako jego admirator sugerowałem, aby zdecydował się na Don Juana, póki jeszcze czas! Z uwagą przysłuchiwałem się co ma do powiedzenia Jerzy Radziwiłowicz. Z sympatią toczyłem rozmowę z Andrzejem Grabowskim, którego zaskoczyłem zdziwieniem, że dotąd nie zdecydował się pokierować którymś z teatrów.

 

Wśród ogrodowych gości przemykał Grzegorz Warchoł. Była też jego córka, również już aktorka, z przystojnym, acz anonimowym narzeczonym. Aktorką jest również obecna wśród gości córka Andrzeja Domalika. Nieobecni byli dotychczasowi coroczni bywalcy Janusz i Elżbieta Gajosowie (podobno już na wakacjach), Jerzy Bralczyk (w Londynie ) i Jerzy Stuhr (dochodzi do siebie po ostatnich  przeżyciach).


Natomiast dużym zainteresowaniem gości cieszył się znany bioenergoterapeuta Zbyszek Nowak, którego większość obecnych była, jest lub będzie pacjentami. Zaskakującą aktywność towarzyską przejawiał mój poznański przyjaciel Piotr Voelkel, swobodnie poruszający się wśród ludzi teatru. Zrobił oszałamiającą karierę w biznesie, organizacji szkolnictwa i mecenasowaniu kulturze. Tymczasem ciągle nie mogę namówić go na stworzenie nad Wartą nowoczesnej szkoły baletowej, dzięki czemu przeszedłby do historii Poznania i rodzinnej Wielkopolski.

 

Z sympatią obserwowałem troskę, z jaką znana dziennikarka telewizyjna Marta Kuligowska wprowadza w życie towarzyskie swego młodocianego syna Franka, któremu obiecałem – ponieważ interesuje się operą – rekomendację na wycieczkę do La Scali, organizowaną przez Grand Tour.

 

Z radością powitałem obecność Cezarego Żaka z małżonką Katarzyną, aktora wybitnego, przeżywającego niekończącą się passę sukcesów oraz powszechnie lubianą Ewę Teligę, zwłaszcza w repertuarze charakterystycznym.

 

Z młodszej generacji zauważyłem Michała Zielińskiego, Lenę i Jadwigę – wnuczki Krystyny Jandy, a na ławce w parku długo siedziałem z Anną, siostrą Krystyny, która jak zwykle miała baczenie, aby niczego nie zabrakło na stole w szklankach i kieliszkach.

 

Dużym zainteresowaniem zgromadzonych cieszyła się grupa znanych lekarzy warszawskich. Wśród artystów ludzie medycyny byli zawsze wysoko cenieni. Jedni za kwalifikacje medyczne, inni za walory… matrymonialne (!).

 

W czasie tych wielogodzinnych rozmów nie słyszało się ani słowa o polityce, jej ludziach, obecnej sytuacji i tego, co nas czeka. Środowisko artystyczne wydaje się w ten sposób manifestować swój dystans, niechęć i dezaprobatę do tego, co się wokół dzieje. W gronie tzw. ekipy rządzącej też się uporczywie milczy o kulturze, jej twórcach, ludziach działających w różnych jej dziedzinach, a zarabiających zatrważająco mało.

 

Myślałem o tym z lękiem podczas Bożego Ciała w Milanówku konstatując, że Krystyna Janda będąc wspaniałą gwiazdą narodowego teatru płaci za swą postawę wieloletnią nieobecnością w polskiej telewizji i wszechstronnie manifestowaną niełaską władzy. Ale ciągle jest i będzie sobą, otaczana przez nas wszystkich, aż do zwycięstwa!

                                                                            Sławomir Pietras