Przegląd nowości

Niebiańskie kantyleny Straussa – „Ariadna na Naksos” z MET

Opublikowano: poniedziałek, 14, marzec 2022 22:24

Naprzód powstała właściwa akcja o mitologicznej treści jako dopełnienie dramatycznego spektaklu według Molierowskiego Mieszczanina szlachcicem w inscenizacji Maxa Reinharda (Stuttgart 25 października 1912). Po jednorazowym wykorzystaniu powstał problem możliwości dalszego, niezależnego bytu scenicznego opery. Dopisano zatem autotematyczny prolog o kulisach powstania utworu i jego wystawienia, polegającego na połączeniu treści poważnych i ludycznych. 

 

Ariadna na Naksos,MET 1

 

Być może librecista Hugo von Hofmannsthal zainspirował się w tym względzie autentycznym wydarzeniem, kiedy w tym samym czasie, w przeciwległych stronach oranżerii Schönbrunnskiego pałacu 7 lutego 1786 roku odbyły się prapremiery skądinąd również autotematycznych oper: Pierwszeństwa muzyki nad słowami Antonia Salieriego, przedstawionego przez zespół włoski, oraz Dyrektora teatru Wolfganga Amadeusa Mozarta w wykonaniu muzyków niemieckich, a wszystko to dla uświetnienia obiadu wydawanego przez cesarza Józefa II.

 

 Ariadna na Naksos,MET 2

 

We wspomnianym prologu pojawiają się charakterystyczne postacie skupionych wyłącznie na sobie Primadonny i Pierwszego tenora (skądinąd Strauss nie cierpiał tego rodzaju głosu i nieodłącznej od niego otoczki obyczajowej), w głównej akcji występujący jako tytułowa Ariadna i Bachus. Partia Kompozytora to rola en travesti, a więc męska wykonywana przez śpiewaczkę. Strauss uzasadniał to korzystniejszym pod względem barwy zestawieniem głosów kobiecych w duecie Kompozytora i Zerbinetty (wcześniej efekt ten dotyczył Oktawiana i Zofii w Kawalerze srebrnej róży). 


W przywołanym duecie po raz kolejny dają znać o sobie długie, liryczne frazy, tym wyraziściej eksponowane, że rozwijane na tle przejrzystej faktury skameralizowanej orkiestry (jakże odległej od Straussowskich standardów), kiedy poszczególne, solowo potraktowane instrumenty wchodzą w interakcje z głosami wokalnymi. Tej stopliwości początkowo zabrakło natomiast w przypadku trzech nimf: Najady, Driady i Echa, którym udało się właściwie zestroić ze sobą dopiero w tercecie zapowiadającym epifanię Bachusa. Brenda Rae chciała w partii Zerbinetty przydać koloraturom nieco humorystycznego wydźwięku, wskutek czego przybrały one momentami nieco karykaturalny rys.

 

Ariadna na Naksos,MET 3

 

Poza tym zabrakło im lekkości i niewymuszonego charakteru, stanowiących o ich racji jako ozdób śpiewu. Lise Davidsen, odtwórczyni tytułowej roli, zachwycała kulturą i  muzykalnością, zwłaszcza pod względem wydobywania subtelnych, eterycznych pian, ale zarazem nie wzruszała, emanując zbytnim chłodem. Wbrew opiniom Straussa, zyskała świetnego partnera w osobie Brandona Jovanovicha, junge Heldentenora z prawdziwego zdarzenia.

 

Ariadna na Naksos,MET 4

 

W przypadku tego przedstawienia w nowojorskiej Metropolitan Opera mamy do czynienia z tradycyjną inscenizacją autorstwa zmarłego przed rokiem Elijaha Moshinskyego.  Jest ona osadzona w osiemnastowiecznych kostiumach i scenerii z epoki, a w części mitologicznej odwołuje się do ówczesnej techniki teatralnej. Całość poprowadził pewną batutą jej sędziwy mistrz Marek Janowski, wydobywając zarazem wszelkie orkiestracyjne odcienie i subtelności Straussowskiej partytury. Transmisję (12 marca, obejrzaną w krakowskim kinie Kijów należącym do sieci ApolloFilm) poprzedziło odtworzenie nagranego przez orkiestrę i chór Metropolitan Opera  ukraińskiego hymnu, wykonanego przed spektaklem „Don Carlosa”. 

                                                                            Lesław Czapliński