Przegląd nowości

Pomp and Circumstance

Opublikowano: poniedziałek, 07, marzec 2022 20:56

Edward Elgar ma w swym dorobku pierwszy marsz z opusu 39 – Zadęcie i uroczystości, grywany zazwyczaj w ostatnią noc, na zakończenie londyńskich Promsów. Pompatyczny, jak sam tytuł wskazuje. W pełni można jego cechy odnieść do oratorium Królestwo op. 51 tego kompozytora, a zwłaszcza kulminacyjnej, trzeciej części – wizji zesłania Ducha Świętego. Obciążone jest ono piętnem pustej retoryczności w złym tego slowa znaczeniu, a więc konwencjonalnego przyporządkowania określonym treściom określonych środków wyrazowych. 

 

Filharmonia Krakowska 136

 

Jest to muzyka doskonale nijaka, a na dodatek wtórna (odwołania do wielowiekowej tradycji rdzennie angielskiej formy muzyki liturgicznej jakimi są anthems, dalekie reminiscencje Wagnera, szczególnie w zakresie dźwiękowej wizualizacji treści zawartych w libretcie), acz napisana wprawną ręką pod względem instrumentacji czy umiejętności posługiwania się kontrapunktem. Do pewnego stopnia przywodzi „przed uszy” kantaty socrealistyczne, pełne patosu, ale zarazem wyzbyte głębszych emocji oraz indywidualnego wyrazu. Stefan Kisielewski w odniesieniu do złej muzyki kościelnej, powstającej z powodów koniunkturalnych w ostatnich dekadach XX wieku, ukuł pojęcie „socrealizmu sakralnego”, jak znalazł ante litteram wobec omawianego utworu.

 

Filharmonia Krakowska 137

 

Swego czasu Jerzy Waldorff ironizował, że, gdyby Biedaczyna z Asyżu ryknął na Wilka z Gubbio jak to się dzieje w poświęconej mu operze Oliviera Messiaena, to nie byłoby Kwiatków św. Franciszka. Ja ze swej strony śmiałbym zaryzykować parafrazę, iż, gdyby przywoływany w Królestwie Duch Święty, a potem Paweł z Tarsu posłużyli się w krzewieniu wiary oraz w działalności misyjnej oratorium Elgara, to nie powstałyby pierwsze gminy chrześcijańskie. Jest to utwór w pełni autorski, albowiem angielski twórca nie tylko skomponował muzykę, ale i skompilował libretto na podstawie przekazów biblijnych, niewolne od grafomańskiej pretensjonalności (przekład wyświetlany był na specjalnym ekranie ustawionym na estradzie). 


Elgar niewątpliwie podszedł do całego przedsięwzięcia ze zbytnim pietyzmem, a nie powstrzymał go przed tym głos Stwórcy jak w słynnej anegdocie o Styce: „Ty nie komponuj mnie na kolanach, ale dobrze!”. W przeszłości oddawałem się ze swoją znajomą przewrotnej grze w piekło filmologów i kinomanów, dobierając odpowiednie tytuły mogące stanowić wyrafinowane tortury. Gdyby istniał natomiast czyściec melomanów i muzyków, to kwalifikowałoby się do niego Królestwo, po którego wykonaniu odpuszczone zostałyby wszelkie jego męki.

 

Filharmonia Krakowska 138

 

A stało ono na wysokim poziomie. Paul Goodwin prowadził krakowskie zespoły filharmoniczne: orkiestrę i chór pewną ręką, we wstępie, kiedy można jeszcze było żywić nadzieję na pomyślny przebieg wieczoru, z dużym wyczuciem wydobywał zróżnicowane plany dynamiczne. Znakomicie brzmiała sekcja blachy, piękne solo skrzypcowe należało do Joanny Konarzewskiej. Mieliśmy też do czynienia z wybitną stawką kwartetu solistów, z których dwoje: mezzosopran Christine Rice i tenor Toby Spence,występuje w nowojorskiej Metropolitan Opera.

 

Filharmonia Krakowska 139

 

Największe wrażenie wywarł wszakże na słuchaczach nośny bas Marka Stone’a w partii św. Piotra, bez trudu przebijający się przez gęste brzmienie partytury. Niestety wysiłek włożony w przygotowanie koncertu w znacznej mierze poszedł na marne, W Polsce z dzieł Elgara grywa się koncerty instrumentalne: skrzypcowy i wiolonczelowy, Wariacje „Enigma”, uwerturę Cockaigne. Rzadziej symfonie. Nie rozumiem dlaczego zdecydowano się na sięgnięcie po to oratorium, kiedy z tego gatunku muzycznego istnieje wybitny Sen Geroncjusza? Korzystając z obecności chóru, na początku odegrano ukraiński hymn Szcze ne wmerła Ukrajina w jego integralnej postaci, z tekstem słownym. 

                                                                           Lesław Czapliński