Przegląd nowości

Festiwal w Salzburgu 2021: „Elektra”

Opublikowano: wtorek, 31, sierpień 2021 21:44

Pokazać najlepsze, najlepszych i najlepiej. Taka była idea założycieli Festiwalu w Salzburgu w 1920 roku. Richard Strauss, Hugo von Hofmannsthal, Max Reinhardt, Franz Schalk wierzyli, że na gruzach Europy, która popełniła samobójstwo w wielkiej wojnie, jak ją nazywano (nikt nie przypuszczał wtedy, że niespełna dwadzieścia lat póżniej druga będzie jeszcze okropniejsza), tylko wielka sztuka ukazywana najpiękniej jak to możliwe, może znowu połączyć zwaśnione narody kontynentu. I Festiwal z przerwą na haniebny czas włączenia Austrii do hitlerowskich Niemiec (tzw. Anschluss) pełnił tę rolę.

 

Salzburg,Elektra 9©Bernd Uhlig

 

Szlachetni marzyciele potrafili ideę przekuć w czyn. Ich następcy także. Dyrygowali tu, śpiewali i tworzyli inscenizacje najwięksi z największych. Szczególnie zasłużył się Herbert von Karajan, który kierował Festiwalem przez dziesięciolecia aż do swojej śmierci w 1989 roku. Miałem szczęście bywać na jego przedstawieniach. To była magia. Słusznie centralny plac miasta, przylegający do budynków festiwalowych, ze słynną fontanną z koniem, nosi jego imię. 

 

Salzburg,Elektra 3©Bernd Uhlig

 

Warto też wspomnieć polonica. Sukcesy Teresy Żylis-Gary jako Donny Elviry w Don Giovannim w 1968 i 1969 roku pod dyrekcją von Karajana z Nicolaiem Ghiaurovem w partii tytułowej, potem także w 1977 roku pod dyrekcją Karla Boehma z Sherrillem Milnesem. Występował tu niegdyś Wiesław Ochman, a już w naszym stuleciu Piotr Beczała, którego widziałem m.in. jako Rudolfa w Cyganerii, Romea w Romeo i Julii oraz Włoskiego Śpiewaka w Kawalerze srebrnej róży. Także Artur Ruciński w partii hrabiego Luny w Trubadurze.


Byłem na wielkim wydarzeniu: światowej  prapremierze Czarnej maski Krzysztofa Pendereckiego w 1986 roku, zresztą skomponowanej na zamówienie Festiwalu w Salzburgu. A także na entuzjastycznie przyjętym wykonaniu Króla Rogera Karola Szymanowskiego pod koniec lat 90-tych pod dyrekcją Simona Rattle’a  z Thomasem Hampsonem w partii tytułowej oraz Elżbietą Szmytką jako Roksaną. Bywam na Festiwalu w Salzburgu od 1985 roku, w sumie prawie 30 razy.

 

Salzburg,Elektra 2©Bernd Uhlig

 

I byłem świadkiem wielu wydarzeń, których wielkość, rozumiana jako ranga artystyczna, tworzyła historię. Tak jest także w przypadku nowej inscenizacji Elektry Richarda Straussa. Zacznijmy od feerii muzycznej. Śmiem twierdzić, że Wiener Philharmoniker to najlepsza orkiestra na świecie. Uwielbiam miękki, szlachetny dźwięk jej instrumentów smyczkowych, blask blachy i ogólnie niezmierzone bogactwo barw. Partytura Elektry daje wspaniałe pole do popisu.

 

Salzburg,Elektra 4©Bernd Uhlig

 

To była wręcz orgia dźwięków, jak byśmy zanurzali się w oceanie muzyki, rozkosznie otuleni jego wodami. Dyrygował mistrzowsko Franz Welser-Möst. Elektra! Partia tytułowa miała dotąd jedną niedościgłą odtwórczynię: Birgit Nilsson. Wszystkie inne, nawet na swój sposób znakomite (Astrid Varnay, Inge Borkh, Eva Marton), były przy niej drugorzędne. I pojawiła się ona: młoda Litwinka Ausrine Stundyte. Ma głos solidny jak skała (lub jak Birgit Nilsson), wypełniający ogromną salę Feslsenreitschule strumieniem dźwięku potężnego i skoncentrowanego, ale zarazem gładkiego i szlachetnego. Jej fortissima płynęły jak ogromny okręt na falach wzburzonego morza orkiestry.


A przy tym potrafiła cieniować dźwięk aż do eterycznego lecz doskonale słyszalnego piana i pianissima. Nie wiem oczywiście, co będzie dalej, chociaż wierzę, że przed nią wspaniała kariera, bo technikę wokalną z pewnością ma solidną i wytrzymałość ciała też (liczne trudne zadania aktorskie wykonała swobodnie, z zachwycającym wdziękiem). To może być Birgit Nilsson XXI stulecia. Świetna była druga Litwinka, Asmik Grigorian, w partii Chrysothemis. Głos także bardzo piękny, jędrny, ciepły i pełen blasku.

 

Salzburg,Elektra 1©Bernd Uhlig

 

To oczywiście mniejszy kaliber niż koleżanka – nie Hochdramatischer lecz Jugendlich-Dramatischer Sopran.  Znakomita Klitemnestra – Tanja Ariane Baumgartner o bogatym i mięsistym głosie mezzosopranowym. I wyborny Orestes, Christopher Maltman. Także mniejsze role luksusowo obsadzone. Chciałbym mieć nagranie tego przedstawienia na płytach. Wobec inscenizacji Krzysztofa Warlikowskiego nie zawaham się użyć słowa: genialna. Wraz z Małgorzatą Szczęśniak stworzyli na scenie współczesną replikę starożytnych Myken.

 

Salzburg,Elektra 6©Bernd Uhlig

 

Sceneria jest utrzymana w barwach stalowo-sino-niebiesko-zielonych, co ukazuje znakomicie opresyjny charakter miejsca akcji. Kostiumy są współczesne, wyrafinowane, oddające charakter postaci. Na środku sadzawka, służąca Orestesowi do rytualnego obmycia stóp (nie chodzi o łazienkę czy basen kąpielowy jak odczytał to i zamieścił fałszywą informację w swoim felietonie figlarny, ale mało wiarygodny Sławomir Pietras po obejrzeniu wcale nie przedstawienia, lecz retransmisji telewizyjnej), z boku komnata Klitemnestry – duszne zamknięte pomieszczenie, odgrodzone od niebezpieczeństw świata, a przede wszystkim od syna Orestesa, zmuszonego przez Los do zemsty za zamordowanie przez nią swojego męża i jego ojca, Agamemnona. Liczą się też wyrafinowane szczegóły.


Klitemnestra obwieszona jest drogimi kamieniami i wierzy głęboko w ich magiczną moc. W scenie z Elektrą na chwilę zdejmuje wisior, jakby otwierając się na córkę, ale po jej słowach prawdy znowu szybko chwyta kamienie jakby dla obrony. Egistos obleśnie „dobiera się” do Chrysothemis, więc na końcu i ona uderza go sztyletem. W każdym razie z zakrwawionym sztyletem po dwóch morderstwach dokonanych przez Orestesa: na matce i jej kochanku, wychodzi z zaciemnionej komnaty. Mord dokonuje się po ciemku.

 

Salzburg,Elektra 8©Bernd Uhlig

 

To też fenomenalna decyzja reżysera, bo tym większe wrażenie: to, co niewidzialne, jest straszniejsze. Tylko na ścianie w głębi sceny widzimy rozbryzgane plamy krwi i muchy najpierw pijące czerwoną ciecz, a potem oszalałe w powietrznym tańcu będącym pendant do finałowego tańca triumfu Elektry. Jeszcze początek i zakończenie. Zanim zabrzmi muzyka słyszymy opowieść o wydarzeniach poprzedzających akcję, a więc o poświęceniu przez Agamemnona okrutnym bogom (wszystkie religie są niestety finis finorum złowrogie i opresyjne) przez wydanie na śmierć przed wyprawą na Troję córki jego i Klitemnestry, Ifigenii.

 

Salzburg,Elektra 12©Bernd Uhlig

 

To tłumaczy motywy zbrodni Klitemnestry, która miała prawo znienawidzić męża. Kochanek Egistos był tylko dodatkiem. Zaś Orestes posłuszny bogom morduje matkę, by pomścić ojca, ale to nie koniec, bo jest ścigany przez Erynie. W przedstawieniu oszalały uchodzi ze sceny i defilując przed pierwszym rzędem publiczności opuszcza teatr. Tak mamy w skrócie pokazaną krwawą historię rodu Atrydów. Kto chce więcej szczegółów niech sięgnie do Ifigenii w Aulidzie i Ifigenii w Taurydzie Christopha Willibalda Glucka. Festiwal w Salzburgu! Kocham!!!!!!!!!!!!!!!!

                                                                              Piotr Nędzyński