W ramach letniego festiwalu Filharmonii Krakowskiej – „Cztery tradycje” – 18 sierpnia odbył się koncert Zespołu Marii Pomianowskiej, prezentującego tradycyjną muzykę Bliskiego Wschodu w autorskich opracowaniach oraz poprzez eksponowanie nieoczywistych związków z twórczością w tym zakresie Zachodu, a także Polski. I wieczór rozpoczął się właśnie od utworu nawiązującego do epoki, w której drogi obydwu tradycji jeszcze się nie do końca rozeszły. Warto zatem przywołać w tym miejscu postać Wojciecha Bobowskiego, który w siedemnastowiecznym Imperium Osmańskim lepiej znany był jako Ali Ufki Bej, rozwijając wieloraką działalność (tłumacza, autora wedut Stambułu), w tym twórcy miejscowej muzyki, którą jako pierwszy utrwalał za pomocą zachodniego systemu notacji.
Znamion interkulturowych Zespołowi Marii Pomianowskiej przydaje fakt, że związana z krakowską Akademią Muzyczna jego założycielka i kierująca posługuje się kopiami dawnych polskich instrumentów ludowych (suki biłgorajskiej czy fidelą płocką, zrekonstruowanymi we współpracy z nieżyjącym lutnikiem Andrzejem Kuczkowskim), wykazujących znaczne pokrewieństwo ze swoimi bliskowschodnimi odpowiednikami jak na przykład tureckie kemendże. Z kolei Katarzyna Gacek-Duda gra między innymi na flecie trzcinowym ney szczególnie mi bliskim, gdyż wykorzystywany jest w sufickich zgromadzeniach mistycznych sema, swym wibrującym dźwiękiem wprowadzając w stan ekstazy, również podczas obrzędów tanecznych derwiszów Mevlevîch w Konyi (17 grudnia, w rocznicę śmierci założyciela tego bractwa, poety Dżalaluddina Rumiego, którego wiersze wykorzystał Karol Szymanowski w swojej III Symfonii Pieśń o nocy), którymi swego czasu bliżej się zajmowałem (Dialog nr 5/1983).
Wojciech Lubertowicz natomiast jednym ze swych instrumentów uczynił duduk, emblematyczny dla muzyki tamtych stron, będący dalekim powinowatym oboju, ale o bardziej nośnym tembrze. Szczególnie przejmująco jego dźwięk brzmi w lamentach po jec meghern czyli wielkim nieszczęściu, jak określa się zagładę anatolijskich Ormian przez Turków osmańskich w 1915 roku (zresztą ten stary naród przypisuje sobie jego stworzenie). Ale charakterystyczne brzmienie duduka daje także znać o sobie w muzyce Petera Gabriela do Ostatniego kuszenia Chrystusa.

Punktem kulminacyjnym koncertu była wielka improwizacja na dafie (bębnie obręczowym) w mistrzowskim wykonaniu wirtuoza gry na tym instrumencie, kurdyjskiego muzyka Arada Emamgholi. Warto w tym miejscu zauważyć, że czynnik improwizacji stanowi ważny element tamtejszej praktyki muzycznej, która ponadto w większym stopniu niż na Zachodzie posługuje się techniką ćwierćtonową. Śpiew pojawił się między innymi za sprawą osiadłego w Polsce syryjskiego inżyniera budowlanego i muzyka Wassima Ibrahima (absolwenta kompozycji w krakowskiej Akademii Muzycznej), grającego ponadto na ud, bliskowschodniej odmianie lutni. Wystąpił on w nagłym zastępstwie za złożonego chorobą stałego członka zespołu. Prawdopodobnie dla licznie zgromadzonej publiczności w znacznej mierze było to pierwsze spotkanie z geograficznie dość bliską, jeśli zważy się kierunek wakacyjnej turystyki, a zarazem pod względem znajomości daleką kulturą muzyczną.
Lesław Czapliński