Przegląd nowości

Pierwsza Bilińska

Opublikowano: wtorek, 29, czerwiec 2021 07:51

Anna Bilińska, polska malarka XIX-wieku, była pierwszą rodaczką, której udało się zdobyć międzynarodowe uznanie w dziedzinie sztuk pięknych. Świat sztuki zagarnięty przez mężczyzn z trudem poddawał się nowatorskiej inicjatywie rodu kobiecego. Dopuścił kilka wybitnych autorek powieści. Mogły sobie panie pisać wiersze, pamiętniki, listy, mogły nawet grać na fortepianie, ale tworzenie nowych utworów należało już do kompetencji gentlemanów. Także dyscyplina malarstwa i rzeźby należało do typowo męskich.

 

Biilinska 1

 

Camille Claudel, kochanka wielkiego Rodina mogła tworzyć tylko w cieniu swego partnera. We Francji stworzono nawet specjalną prywatną szkołę dla kobiet mających zainteresowania i talenty w malowaniu i rzeźbieniu, która nazywała się Academie Julian. Do niej właśnie trafiła po pierwszych lekcjach rysunku i malowania w Warszawie u Wojciecha Gersona, urodzona w 1854 roku Anna Bilińska, bo wstęp do publicznej, państwowej akademii był niemożliwy. Największa jak dotąd wystawa Anny Bilińskiej w Muzeum Narodowym w Warszawie została przygotowana i zainscenizowana z ogromną pieczołowitością. Zrekonstruowano np. pracownię Academie Julian, a także w przewodniku skomentowano wszystkie prezentowane prace. Autorki ekspozycji uważnie prześledziły niemal każde pociągnięcie pędzlem artystki szukając uzasadnienia w jej temperamencie, wrażliwości, życiowej mądrości. Tak np. półakt męski z 1885 roku malowany na paryskiej Akademii, który autorka ozdobiła na marginesie ad hoc rysowanymi karykaturami, został skomentowany w taki sposób: „przedstawiła samą siebie w trakcie malowania: jej zaczerwienione uszy mają zapewne oznaczać, że jest tematem kąśliwych komentarzy koleżanek z pracowni".


Tego typu „kobiecych" domniemań jest w materiałach wystawy mnóstwo, co wskazuje m.in. na fakt, że kuratorkami ekspozycji są panie: Agnieszka Bagińska i Renata Higersberger. Tematem dociekań przy innym obrazie W okniez 1890 roku też są dziewczęce uszy: „Młoda kobieta – czytamy w opisie – z uwagą patrzy na kogoś, jej zaróżowione uszy mogą świadczyć o emocjach jakie towarzyszą temu spotkaniu." Niemal każdy prezentowany na wystawie obraz ma jakąś historię związaną z wydarzeniami w życiu autorki. Scenka rodzajowa zatytułowana Nad morzemz 1886 roku przedstawia matkę z dzieckiem siedzącym na wydmie nad brzegiem.

 

Biilinska 2

 

Nastrój obrazu jest refleksyjny, spokojny, ale komentarz dotyczy faktu, że w tym roku Anna Bilińska „była w żałobie po utracie najbliższych – ojca, narzeczonego i przyjaciółki. Pogrążonej w rozpaczy artystce towarzyszył przybyły z Warszawy brat". Autorka opowieści przypuszcza, że do obrazu pozowała Bilińskiej przybyła z kraju zamężna koleżanka z dzieckiem. Co prawda nie ma pewności, że tak było, ale można domniemywać, że postacie z obrazu miały dla artystki pewne znaczenie, bowiem fotograficzna reprodukcja tej pracy stała zawsze na półce w paryskim mieszkaniu malarki. Na wystawie zgromadzono prace atystki sprowadzane z różnych stron i niektóre jeszcze nigdy nie pokazywane publicznie. Należy do nich największe płótno, i pod względem artystycznym  najlepszy obraz artystki. Chodzi o portret amerykańskiego  rzeźbiarza George’a Barnarda, także studiującego w Paryżu,  na tle monumentalnej rzeźby wykonywanej w glinie.


Tu również jest kilka interpretacji odnoszących się do stroju tego artysty. Kuratorki podają, że jest to ubranie albo gladiatora, albo robotnika portowego. A w końcu sugerują, że ów kostium ma budzić skojarzenia z postacią młodego Michała Anioła, do którego później krytycy porównywali  Barnarda z uwagi na potężną i surową wymowę jego dzieł. Jednym z najważniejszych płócien jest także niedokończony autoportret Bilińskiej w stroju roboczym, który powstawał na zamówienie bogatego kolekcjonera.

 

Biilinska 3

 

Data powstania – rok 1892 wskazuje, że artystka malowała go już w przededniu swej przedwczesnej śmierci (wrodzona choroba serca), w 1893 roku, w wieku 39 lat. Obraz jest bardzo dobry, dynamiczny, w głównej części – twarz i popiersie – są już w pełni ukończone. Jedynie długa do ziemi spódnica została tylko prowizorycznie podmalowana i ma zaznaczone fałdy materii. Wedle XIX-wiecznych standardów obraz nie został ukończony, gdybyśmy natomiast przykładali doń współczesne wymogi, to dzieło nie wymaga już żadnych poprawek ani uzupełnień. Na tym przykładzie można zaobserwować, jak zmieniło się podejście do sztuk wizualnych na przestrzeni wieków, jakie czynniki stają się dziś ważne przy percepcji obrazów, a jakie często pomijamy. Wystawa prac Anny Bilińskiej w Muzeum Narodowym wraz z obszernym katalogiem, przewodnikiem, a także serią wykładów i oprowadzań kuratorskich może więc być także przyczynkiem do nauki historii malarstwa.

                                                                            Joanna Tumiłowicz