Przegląd nowości

Śmiertelne kłamstwo

Opublikowano: wtorek, 22, czerwiec 2021 07:01

Z jednej strony adaptacja opowiadania Tołstoja w tłumaczeniu Jarosława Iwaszkiewicza na scenę Teatru Wybrzeże „pachnie papierem", bo wszystko dzieje się przy tym samym rodzinnym stole, a wypowiadane kwestie są na początku cytatami z narratora tego dziełka, tzn. Iwan Iljicz mówi o sobie w trzeciej osobie. Z drugiej strony takie ujęcie można potraktować jako stopniowanie napięcia, przygotowanie do dramatu chorego człowieka, którego cierpienie i nadciągająca śmierć są nieustannie „owijane w bawełnę". Nikt nie traktuje go serio, nie wyraża się wprost, ani żona, ani córka, ani lekarz.

 

Tołstoj 1

 

Minie trochę czasu, gdy dramat się zaostrzy i jego bohaterowie zaczną mówić we własnym imieniu, swoimi słowami. W przedstawieniu tego nie ma, ale w opowiadaniu autor porównuje nieczułe, bezosobowe traktowanie choroby Iwana Iljicza przez lekarza, jako analogiczny stosunek sędziego Iwana Iljicza do podsądnych, z którymi stykał się w swej praktyce prawniczej. Np. w książce jest taki fragment: „Ale summa summarum – pyta Iwan Iljicz – czy to groźna choroba?... Lekarz surowo nań spojrzał jednym okiem sponad okularów, jak gdyby mówił: podsądny, jeżeli nie będziecie się trzymali granic zadawanych wam pytań, będę zmuszony wydać rozkaz usunięcia was z sali posiedzeń."


Spektakl Śmierć Iwana Iljicza w reżyserii: Franciszka Szumińskiego i z dramaturgią Małgorzaty Jakubowskiej musi zastosować skróty w relacjonowaniu postępów choroby. Aktorzy swoją grą, mimiką, gestykulacją, natężeniem głosu podnoszą temperaturę toczącego się sporu pt. „jaka to choroba?" Dla lekarza i rodziny Iwana Iljicza być może ważne jest stwierdzenie czy chodzi o „błędną nerkę, chroniczny katar albo chorobę ślepej kiszki". Iwanowi Iljiczowi chodzi po prostu o życie. Tylko służący Gierasim, który obsługuje swego pana, traktuje cierpiącego po ludzku, nie wymądrza się w sprawach choroby, nie kłamie, że jest lepiej, że będzie wszystko dobrze. To bardzo ważna mądrość wynikająca z tekstu Tołstoja, ważna nauka płynąca z doświadczenia wielkiego pisarza. 

 

Tołstoj 2

 

Można snuć rozważania dlaczego ten akurat fragment ogromnej spuścizny Tołstoja został wybrany do adaptacji przez Teatr Wybrzeże z Gdańska i dlaczego akurat to przedstawienie zostało zakwalifikowane do Warszawskich Spotkań Teatralnych. Wszak propozycja gdańskiej sceny zawiera o wiele więcej ciekawych i atrakcyjnych widowisk, mocniej uscenicznionych, jak np. dramat Słowackiego Lilla Weneda, jak Sekretne życie Jarosława itd. Dlaczego właśnie oglądaliśmy ten w sumie wyciszony spektakl z bardzo stonowaną, wręcz tajemniczą rolą Krzysztofa Matuszewskiego? 

 

Tołstoj 3

 

Można przypuszczać, że jest to wynik naszych zbiorowych doświadczeń. Żyjemy w przedziale czasu, który stanowi być może jakieś otrzeźwienie po rozpasanym gloryfikowaniu zdrowia, młodości, urody ciała, po setkach reklam, które pokazywały doskonałą kondycję. A teraz przechodzimy do czasów, gdzie jesteśmy zalewani reklamami leków i paraleków na najrozmaitsze dolegliwości, a przy tym wiemy doskonale, że jest taka branża, która w tej chwili przeżywa prawdziwy rozkwit – usługi pogrzebowe. To właśnie na przełomie 2020/2021 śmierć zyskała gwałtownie na ważności i na wartości, i nie mogło w naszym panopticum teatralnym zabraknąć spektaklu ze śmiercią w tytule. Czy jednak nauczyliśmy się przez to nie kłamać w obliczu śmierci?


Tołstoj pokazuje, że nawet w XIX wieku ludzie trzymali się jakichś konwenansów, zapraszali gości, grali, śpiewali, wychodzili do teatru, chociaż w domu był umierający człowiek. O tym jest spektakl Śmierć Iwana Iljicza. Atmosferę buduje poza tekstem i grą aktorską także skromna  scenografia i kostiumy Katarzyny Kornelii Kowalczyk, oraz muzyka przysposobiona przez Marcina Nenko i reżysera. To są właściwie dwa utwory z XIX-wiecznej kolekcji arcydzieł. Marsz Beethoven i Scherzo Chopina.

 

Tołstoj 4

 

Nie ma o nich wzmianki w opowiadaniu Tołstoja, w sztuce się natomiast wspomina, że Iwan Iljicz lubił słuchać wspomnianego marsza. Jest to powolny, z lekka patetyczny, spokojnie kroczący utwór wykonywany przez orkiestrę dętą. Długie nuty i czyste harmonie przypominają miejscami chór cerkiewny, jaki z pewnością występował podczas uroczystości pogrzebowych. W spektaklu nagranie utworu ma kardynalne znaczenie, bo jest prezentowane na długo zanim ze sceny padną pierwsze słowa. Nie ma wątpliwości, że muzyka Beethovena jest traktowana jako marsz żałobny. Chopin pojawia się w trakcie jakiegoś posiłku przy wspólnym rodzinnym stole i jego słuchanie jest przerwane na wniosek Iwana Iljicza. Wszystkie reakcje chorego są traktowane przez domowników jako dziwactwo, niestosowność. I samo zakończenie spektaklu, choć wyczekiwane jest jednak zaskoczeniem. Gasną wszystkie światła.

                                                                           Joanna Tumiłowicz