Retransmisja spektaklu gdańskiego Teatru Wybrzeże zarejestrowana w technice telewizyjnej trafiła w ramach „odmrażania” kultury do sieci. Adaptacja scenariusza słynnego filmu Luchino Viscontiego Zmierzch bogów na scenie przy Targu Węglowym nabrała jeszcze więcej upiorności i odrażającej narracji wizualnej.
Choć premiera widowiska w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego, ze scenografią i kostiumami Barbary Hanickiej i w realizacji TV Józefa Kowalewskiego, odbyła się w 2011 roku, to całość odbiera się teraz zadziwiająco świeżo. Są tu bowiem zainscenizowane sceny pokazujące bezwzględną władzę polityki i pieniądza, okrucieństwo w dążeniu do celu, pobłażliwość dla zdziczenia i patologii seksualnej.
Pozornie akcja toczy się w środowisku niemieckich przemysłowców, właścicieli wielkich stalowni, które zaczynają pracę dla agresywnej armii hitlerowskiej. Jednak wydarzenia w zarządzie spółki ukazują mechanizmy funkcjonujące w całym dyktatorskim, bezwzględnym i okrutnym systemie stworzonym w celu panowania nad światem. Paradoksalnie ci pozbawieni wszelkich hamulców moralnych przemysłowcy są w życiu prywatnym krzewicielami kultury wyższej i wartości rodzinnych. Możemy się zastanawiać, jak to możliwe, że ludzie, dla których los jednostek skazanych na zagładę, czy choćby stojących na przeszkodzie do osiągnięcia sukcesu finansowego, jest bez znaczenia, mogą w skupieniu słuchać arcydzieł poezji i muzyki, powoływać się na dzieła Szekspira, Goethego, Bacha?
W trakcie przedstawienia wplecione są dialogi z Makbeta(w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka) zaś dwie dziewczynki na urodziny swego dziadka deklamują z pamięci najsłynniejszy wiersz Goethego Król Olch – tutaj w tłumaczeniu Wisławy Szymborskiej. Inny młody członek rodziny, Miłosz Gałaj grający Gunthera von Essenbeck, śpiewa, niemalże poprawnie posługując się głosem, arię Erbarme dich, mein Gottz Pasji Mateuszowej Jana Sebastiana Bacha, z towarzyszeniem tych samych dziewczynek grających na skrzypcach.
Ten sympatyczny, zrealizowany „rodzinnymi" siłami koncert jest jednocześnie częścią spektaklu, która ma zwiastować dramatyczne, pełne napięcia wydarzenia następujące w tym biznesowym środowisku. Wykorzystanie utworów literackich i muzycznych zostało sumiennie odnotowane w napisach końcowych tego w gruncie rzeczy przerażającego spektaklu.

Nie wiadomo czemu nie wspomniano o cytacie z prozy Fiodora Dostojewskiego wplecionym w pedofilskie wynurzenia innego właściciela zakładów przemysłowych – rola Piotra Domalewskiego jako Martina von Essenbeck. Co byśmy nie powiedzieli, Teatr Wybrzeże ofiarował zgłodniałej widowni kulturalnej już kolejny, ambitny, choć trudny w odbiorze spektakl. Szkoda tylko, że stargane nerwy uczestników zbiorowej kwarantanny karmione są tematami tak nieraz drastycznymi i pełnymi brutalności, a nie łatwymi, lekkimi i przyjemnymi.
Joanna Tumiłowicz