

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowości„Traviata” do poprawki
Strona 1 z 2
Wielkie widowiska operowe w plenerze i w Hali Stulecia to niezaprzeczalne osiągnięcie dyr. Ewy Michnik w jej bogatym w wydarzenia wrocławskim pontyfikacie operowym. Dobrze, że coroczne inscenizacje plenerowe kontynuuje dyr. Marcin Nałęcz-Niesiołowski, choć wybór Traviaty na takie superwidowisko był niestety przedsięwzięciem niefortunnym. Traviata jest operą salonową, rozgrywającą się we wnętrzach, gdzie Violetta przyjmuje gości, rozmawia z ojcem Alfreda, w kasynie gry jest przez niego znieważona, po czym umiera na gruźlicę w swym skromnym pied-á-terre.
A my, zgromadzeni na pokaźnym amfiteatrze, zainstalowanym na tyłach Opery, w miejscu gdzie od lat znajdował się parking dla melomanów oglądamy fabułę, która jest zaprzeczeniem klimatów stworzonych przez Aleksandra Dumasa – syna w Damie kameliowej.
W salonie Violetty (nie w pałacu, jak podaje opasły program, w którym nie ma jakichkolwiek informacji o solistach) zgromadził się tłum paryskiego półświatka złożony z chórzystów operowych, politechnicznych i uniwersyteckich. Razem z baletem i statystami zapewne było ich aż około 200 osób. Takiej ilości alfonsów i ladacznic nie oglądano w Paryżu ani w belle epoque, ani nawet teraz, na paradach równości. Wiem to, bo właśnie stamtąd wróciłem.
Na olbrzymiej scenie zabudowanej mnóstwem schodów, protagoniści przemierzali tasiemcowe odległości, odgrywając sceny intymne, które mimo tego i tak wypadły najlepiej. Jest to rezultatem wspaniałej kreacji w partii tytułowej rumuńskiej śpiewaczki Renaty Vari, młodego jeszcze sopranu (Bal maskowy, Otello, Simone Boccanegra, Cyganeria, Don Giovanni, Wesele Figara), na razie szerzej nieznanego, ale przy takiej urodzie (odważny obyczajowo kostium), talencie aktorskim (widać efekty pracy z reżyserką), pięknym głosie i technice wokalnej – to tylko kwestia czasu.
W roli Alfreda towarzyszył jej równie młody kompatriota David Baños, śpiewając tenorem dźwięcznym o włoskim brzmieniu, choć cabaletta – zwykle pomijana – nie wypadła najlepiej. Duetowi rumuńskiemu w roli Giorgio Germonta towarzyszył nasz czołowy wybitny baryton, a od kilku lat pedagog z sukcesami – Adam Kruszewski. Na scenie pierwsza liga, a wokalnie pierwsza klasa!. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||