

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościIle Pendereckiego w Pendereckim?
Strona 2 z 3
Mistrzowie batuty zmieniali się jak w kalejdoskopie – zaproszenie za pulpit dyrygencki w tym festiwalu można sobie było poczytywać za nie lada zaszczyt – a wraz z nimi jak w kalejdoskopie zmieniała się wykonywana muzyka. Ale nie do końca, bo prawie z każdego utworu wyłaniały się jakieś własne idiomy osobistego stylu Krzysztofa Pendereckiego, jego typowe zwroty i sposoby kształtowania formy muzycznej. W rezultacie już po paru taktach dowolnego utworu uważny słuchacz może rozpoznać nawet bez podpowiedzi – to Penderecki. Oczywiście te charakterystyczne idiomy pojawiały się na koncertach w różnym nasileniu, raz większym, raz mniejszym. Najmniej może (prawie wcale) było ich w otwierającym Festiwal krótkim Polonezie dla Niepodległej z 2018 roku. Utwór okolicznościowy, właściwie uroczysta polonezowa sekwencja zawierająca w sobie spokojny potoczysty rytm, jak w Polonezie z Hrabiny Moniuszki i niezwykle szybko dochodząca do patetycznej kulminacji z dużą liczbą dętych blaszanych (jak w Polonezie z Eugeniusza Oniegina Piotra Czajkowskiego), i prawie natychmiast ostre zakończenie. Może właśnie w zmienności nastrojów w tak krótkim odcinku czasu, krył się temperament twórczy Pendereckiego. Oczywiście kompozytor mógłby poświęcić całą symfonię idei poloneza, archetypowi narodowego tańca i jego rozmaitym przetworzeniom, ale w tak krótkim sygnale można było jedynie zaakcentować swoje patriotyczne zaangażowanie. Trzeba się pogodzić z faktem, że utwór nie wejdzie do repertuaru tradycyjnych zabaw „studniówkowych”, jak to się udało Wojciechowi Kilarowi z jego Polonezem z Pana Tadeusza Andrzeja Wajdy. A była szansa: liczba STO – Polonez na 100-lecie Niepodległej dla młodzieży na sto dni przed ich obywatelską i edukacyjną dojrzałością. Kolejna pozycja II Koncert wiolonczelowy w wykonaniu Amida Peleda, pokazał już 100 procentowego Pendereckiego z jego ulubionym motywem znanym z dziesiątków innych kompozycji, czyli półtonowych pochodów dźwiękowych do dołu, potem do góry, raz trzy stopnie, raz cztery i więcej. Ten motyw w Koncercie wykorzystywany był niemalże obsesyjnie, a przerywały je erupcje bardzo głośnych interwencji tutti. Dla solisty, którym w prawykonaniu był słynny Mścisław Rostropowicz, podstawowym zadaniem stało się nawiązanie dialogu z orkiestrą, która nie dopuszczała do rozwinięcia się żadnej wiolonczelowej kantyleny. A więc ciągła nerwowość i ostinato. Nastrój zmienił się w niemalże postromantycznej kantacie Powiało na mnie morze snów. Była to poetycka podróż przez oceany wyobraźni, z urywkami z Norwida i Gałczyńskiego, Micińskiego i Tetmajera, Staffa i Wata, Herberta, Mickiewicza i Wierzyńskiego. Z trojga solistów na czoło wybijał się niezwykły głos Wioletty Chodowicz, a w patetycznych strofach Na Anioł Pański biją dzwony mocy dodawał Chór Filharmonii Narodowej. Rzecz była poświęcona Chopinowi, ale muzycznie kompozytor skorzystał – idąc pewnie za tekstami Tetmajera, które w podobny sposób wykorzystał twórca Harnasi – ze stylistyki Karola Szymanowskiego. Kantata zawierała jednakże rozsiane nieregularnie w partyturze typowe idiomatyczne zwroty, melizmaty wokalne i pochody instrumentalne, właściwe Krzysztofowi Pendereckiemu. Wokalny talent pokazał też kompozytor w bardzo oryginalnej VI Symfonii Chinesische Lieder. Postanowił w niej dokonać syntezy chińskich skal i melodyki z własną postromantyczną stylistyką. Już na początku dzieła flet z grupą instrumentów Sinfonii Varsovii zarysował koloryt dźwiękowy Państwa Środka, jednak w partii wokalnej oraz orkiestrowym towarzyszeniu szybko przenieśliśmy się do Europy. Radykalny skok na Wschód zapewniały nam przerywniki miedzy pieśniami grane na tradycyjnej „wioli” chińskiej o imieniu Erhu, które jednak nie miały wiele związku muzycznego z następującymi po nich „właściwymi” częściami Symfonii. Może takie wrażenie wywołał fakt, że chińskie poezje takich autorów jak Li-Tai-Po, Thu-Fu, Ly-Y-Han, Thang-Schi-Yie-Tsai and Tschan-Jo-Su, wysłuchaliśmy w tłumaczeniu na język niemiecki Hansa Bethge. I tak czar Orientu został nieco zniwelowany. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||