Ostatnia premiera sezonu 2015/2016 na poznańskiej scenie operowej była pod wieloma względami wyjątkowa. Historyczne znaczenie ma fakt, że po raz pierwszy w Polsce wykonana została w teatrze oryginalna opera Musorgskiego w ostatecznej redakcji z 1872 roku, w jego własnej instrumentacji.

Dotychczas grano w naszym kraju prawie wyłącznie, skądinąd bardzo efektowną, wersję zredagowaną przez Mikołaja Rimskiego-Korsakowa, który nie tylko na nowo zinstrumentował dzieło, ale także dokonał licznych skrótów i zmian w tekście, nawet w linii melodycznej. W pewnym uproszczeniu mamy do czynienia z dwoma różnymi utworami. Rimski-Korsakow zrobił z „Borysa Godunowa” dzieło w typie „grand opera”, gdy w zamyśle Musorgskiego jest to monumentalny - jeśli chodzi o rozmiary - ale intymny w charakterze dramat muzyczny. W Poznaniu dyrygent dokonał tylko jednego niewielkiego skrótu, usuwając (niepotrzebnie) epizod Jezuitów w scenie pod Kromami.
Teatr Wielki w Warszawie wystawił w minionej dekadzie „Borysa Godunowa” w pierwszej redakcji Musorgskiego z 1869 roku, a więc bez skomponowanych póżniej: aktu polskiego i sceny pod Kromami, za to ze sceną rozgrywającą się przed soborem Wasyla Błogosławionego. W tej wersji Borys śpiewa jeszcze barytonem, no i nie ma wątku miłosnego Maryny ( w ogóle jej nie ma) i Dymitra.
Interesujące, że pierwsze nagranie płytowe oryginalnej partytury opery Musorgskiego z 1872 roku dokonane zostało właśnie w Polsce, przez firmę EMI, w studiu w Katowicach w 1976 roku, pod dyrekcją Jerzego Semkowa. Przynajmniej od czasu słynnej produkcji w mediolańskiej La Scali w inscenizacji Jurija Lubimowa i pod dyrekcją Claudia Abbado w 1978 roku, na ważnych scenach światowych gra się prawie wyłącznie oryginał Musorgskiego.

Na najwyższe pochwały zasługuje kreacja dyrygenta, Gabriela Chmury. Wydobył z muzyki Musorgskiego bogactwo zawartych w niej emocji i dramatycznego napięcia. Orkiestra grała świetnie. Rewelacyjny był także chór pracujący pod kierownictwem Mariusza Otto. W partii tytułowej na premierowym przedstawieniu 18 czerwca błyszczał Rafał Siwek. Dysponuje głosem basowym o wyjątkowej szlachetności brzmienia, nadzwyczajną muzykalnością i bogactwem czysto wokalnych środków wyrazu emocjonalnego. Stworzył postać głęboko tragiczną: monumentalną, ale zarazem wzruszającą czysto ludzkim wymiarem. To kreacja kompletna, godna porównania z najlepszymi interpretacjami poprzedników, znanymi mi z bogatej dyskografii.
Następnego dnia Borysem był AlexeyTikhomirov. To też świetny głos, o jędrnym brzmieniu. Jego interpretacja miała jednak mniej niuansów, zarówno od strony czysto wokalnej jak wyrazowej. Podkreślał głównie cechy cara - władcy, mniej Borysa - cierpiącego człowieka. Wspaniałym Pimenem był w obu przedstawieniach młody bas, Krzysztof Bączyk. W bardzo długiej w oryginalnej wersji opery Musorgskiego scenie w celi klasztornej, w której właściwie nic się nie dzieje, a tylko słuchamy opowieści mnicha, potrafił przykuć i utrzymać uwagę słuchacza samym śpiewem. Wróżę temu artyście wielką karierę.
Zachwycająco w swoich niewielkich partiach spisali się młodzi wykonawcy: Katarzyna Włodarczyk (Fiodor) i zwycięzca ostatniego Konkursu Moniuszkowskiego, Andrzej Filończyk (Szczełkałow). Mają świetne głosy i talenty aktorskie. Bardzo dobrzy byli pod każdym względem: Magdalena Wachowska (Maryna Mniszech), Rafał Bartmiński (Grigorij-Dymitr), Stanisław Kuflyuk (Rangoni), Magdalena Wilczyńska-Goś (Karczmarka, Rafał Korpik (Warłaam) i Bartłomiej Szczeszek (Jurodiwyj). Prawie wszyscy pozostali wykonawcy prezentowali co najmniej przyzwoity poziom: Natalia Puczniewska (Ksenia), Olga Maroszek (Niania), Piotr Friebe (Szujski), Andrzej Ogórkiewicz (Pristaw).

Podstawową zaletą inscenizacji było to, że ściśle wynikała z materii libretta i nie odciągała uwagi od muzyki, jak często niestety bywa we współczesnym teatrze operowym, lecz ją uzupełniała. Debiutujący w operze reżyser Iwan Wyrypajew wykorzystał znakomicie swoje doświadczenia z teatru dramatycznego, dzięki czemu mieliśmy do czynienia z galerią wiarygodnych postaci. Relacje między nimi ukazane zostały w sposób klarowny i wyrazisty. Pomogła oszczędna, ale bardzo funkcjonalna i operująca jasną symboliką scenografia Anny Met oraz przepyszne kostiumy Katarzyny Lewińskiej, dobrze oddające charaktery bohaterów dramatu. W sumie: świetne przedstawienie.
Piotr Nędzyński