

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowości„La Gioconda” Ponchielliego na scenie Opéra de Marseille
Strona 4 z 5
W akcie drugim rozpoznająca w rywalce wybawczynię swej matki Gioconda ratuje z kolei życie Laury i Enza, po czym popełnia samobójstwo, aby nie zostać zhańbioną przez Barnabę, któremu w międzyczasie udaje się jeszcze utopić jej matkę na lagunie. Godną podziwu zasługą Jean-Louisa Grindy jest zrezygnowanie z dosłownego podążania za tą przygniatającą chwiejną konstrukcją dramaturgiczną historią i zawieszenie całej wizji scenicznej pomiędzy realizmem i sferą wyobraźni. I tak na przykład kontekst historyczny jest tutaj przywołany za pomocą barwnych kostiumów (autorstwa Jean-Pierre Capeyrona), natomiast miejsce akcji – Wenecja jest zaledwie sugerowane niezbyt realistyczną scenografią Erica Chevaliera, po mistrzowsku eksponowaną za sprawą tajemniczych i onirycznych w wyrazie ustawień świetlnych, opracowanych przez Jacques’a Chateleta. Dzięki temu cały obraz nabiera poetyckiego wydźwięku i zamienia się w niezwykle atrakcyjny z plastycznego punktu widzenia fresk. Jego idealnym dopełnieniem stają się bezbłędnie przez Marca Ribauda skomponowane układy choreograficzne.
Słuchając muzyki Ponchielliego nie sposób nie postawić sobie pytania dotyczącego roli, jaką ten kompozytor odegrał w zakresie ewolucji muzyki włoskiej. Działał on na dość ryzykownej granicy pomiędzy dwoma diametralnie odmiennymi estetykami: twórczością późnego Verdiego i wchodzącego w ostry zakręt weryzmu Mascagniego. Zapewne dlatego postawił na pierwszym planie warstwę wokalną, ale uwolnił ją od dominującego do tamtej pory czynnika wirtuozowskiego i umieścił w bogatym kontekście orkiestrowym. Inna sprawa, że skompletowanie zespołu solistów, składającego się aż z sześciu głównych karkołomnych ról, zniechęca wiele teatrów operowych do zainteresowania się tą przecież ze wszech miar wartą uwagi partyturą La Giocondy. Na szczęście zaprezentowana teraz w Marsylii obsada staje na wysokości zadania i dostarcza słuchaczom wiele wspaniałych wrażeń. Niezwykle trudną i wyczerpującą rolę tytułową śpiewa pokonująca z powodzeniem wszelkie pułapki techniczne włoska sopranistka Micaela Carosi, mająca za partnera w partii Enzo również pochodzącego z Włoch artystę, tenora Riccardo Massi, zdolnego do wydobywania z realizowanych fraz głębszych warstw liryzmu. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||