Przegląd nowości

„Aleko” po kijowsku

Opublikowano: piątek, 09, maj 2014 08:49

Zapowiadający kolejne spektakle XXI Bydgoskiego Festiwalu Operowego Aleksander Laskowski z radiowej „dwójki” miał nie lada problem układając krótką prelekcję wprowadzającą do występu zespołu operowego i baletowego Opery Narodowej Ukrainy im. Tarasa Szewczenki. Po pierwsze zastanawiał się czy zupełnie pominąć kontekst polityczny wizyty zagranicznych gości w Polsce w czasie ogromnych niepokojów w ich kraju, bo choć polityka nie powinna wkraczać w sferę kultury, to jeszcze w przeddzień spektaklu doszło w Odessie do tragicznego pożaru, w którym śmierć poniosło kilkadziesiąt osób. Po drugie dylemat stanowiła sama konstrukcja programu prezentowanego przez ukraińskich artystów, który w całości składał się z pozycji rosyjskich, wykonywanych w języku rosyjskim i należących do kultury rosyjskiej estetycznie, stylistycznie, a nawet technicznie. Aleksander Laskowski wybrnął z tych dylematów w sposób następujący: na wstępie podziękował artystom z Kijowa, że w tak trudnym dla nich okresie przyjechali do Bydgoszczy, a po drugie stwierdził, że libretto Aleko w dużej mierze przypomina operę Carmen Bizeta, tyle tylko, że zazdrosny Don Jose zabija jedynie Cygankę a oszczędza jej kochanka, zaś zazdrosny Aleko morduje dwie osoby z cygańskiego taboru.

Kijow,Aleko

W istocie analizując program zaprezentowany przez operę i balet z Kijowa można by pójść jeszcze dalej. Nie tylko w stu procentach należał on do strefy rosyjskojęzycznej, co zresztą w Kijowie nie powinno nikogo dziwić, ale pozostawał w obrębie dawnych wpływów Rosji Radzieckiej, a więc prezentował kurczowe przywiązanie do tradycji wykonawczej i staranne unikanie wszelkich „płynących z Zachodu” eksperymentów i wynikających stąd ciągot „rewizjonistycznych” czy modernistycznych w kulturze.


Spektakle z Kijowa mogłyby być zatem kolejnym ważnym argumentem za integracją, choćby tylko w sferze kultury, Ukrainy z Unią Europejską, bo to wpływałoby ożywczo na światopogląd artystyczny twórców poprzez liczne kontakty, porównania i wymianę najciekawszych produkcji.

Aleko 966-45

Zresztą stosunek do innowacyjnych ingerencji w klasycznych pozycjach operowych jest podobny także w Rosji. Nasz utalentowany reżyser operowy Mariusz Treliński zetknął się z wieloma niechętnymi głosami po tym, jak w Teatrze Maryjskim w Petersburgu wystawił (pod dyrekcją samego Walerego Gergiewa) Aleko Rachmaninowa i Jolantę Czajkowskiego. Krytykowano wówczas zbyt swobodne podejście naszego reżysera do rosyjskiej klasyki, bo „w Aleko reżyser postawił śmietniki z ogrodzeniem z siatki, w które wyposażone są wszystkie najmniejsze sceny operowe w Niemczech. Reżyserzy – moderniści wystawiają w takich wnętrzach wszystko – od musicalu Chicago po Wesele Figara”. Kiedy Mariusz Treliński przygotowywał przeniesienie petersburskiej premiery do Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie, to w ogóle zrezygnował z Aleko i zamiast tej opery pojawił się Beli Bartoka Zamek Sinobrodego (taki zestaw ma powędrować niebawem do Metropolitan Opera w Nowym Jorku). Reżyser tłumaczył później, że Aleko okazał się operą „zbyt słabą” w stosunku do Jolanty Czajkowskiego. Rosyjscy artyści nigdy by się na podobną ocenę nie zdobyli, zaś pełna żalu i rozpaczy basowa aria Aleko jest chyba częściej nagrywana i wykonywana na recitalach niż przeznaczona na taki sam głos aria Króla Rene z Jolanty. Co więcej, pieśń Zemfiry o starym mężu jest dziś wykonywana także niezależnie od opery, jako typowy rosyjski romans.


Prawdą jest natomiast, że opera Rachmaninowa może stwarzać pewne problemy inscenizacyjne, bo jej akcja nie jest specjalnie dynamiczna, zaś na samym początku po krótkim wstępie chóralnym następuje dłuższy fragment orkiestrowy, który można by potraktować jako intermezzo albo scenę baletową. Reżyser spektaklu Witalij Małachow uczynił w tym miejscu coś na kształt alegorycznej opowieści o życiu okolicy miejsko-wiejskiej, w której zatrzymał się cygański tabor. Zresztą sposób scenicznej narracji, z którą mieliśmy do czynienia w dalszej części opery, wykazywał się dużą statycznością, schematyzmem, a nawet nieporadnością w aranżowaniu scen zbiorowych. Może zaważyły tutaj również niedociągnięcia realizacyjne po stronie Opery Nova, bo na początku pokazywane na tablicy świetlnej tłumaczenie libretta nie zgadzało się z wyśpiewywanymi przez solistów słowami, a dodatkowo bardzo niestarannie oświetlano poszczególnych bohaterów, choć mieli oni barwne i fantazyjne cygańskie stroje. Także dekoracja autorstwa Mariji Lewitskiej imitująca podnoszony i opuszczany dach wielkiego namiotu stwarzała bardzo sugestywny nastrój miejsc akcji.

Aleko 966-92

Mimo pewnych zastrzeżeń to co najcenniejsze, muzykę Sergiusza Rachmaninowa, można było podziwiać w całej rozciągłości. Precyzyjnie grała orkiestra kierowana przez Wołodimira Kożuchara, rewelacyjnie spisywał się inkrustowany wspaniałymi głosami chór przygotowany przez Lwa Benediktowa, mający zresztą muzycznie dosyć skomplikowane zadanie. Kompozytor przewidział tutaj i rodzaj barokowej fugi, i dosyć dziwnie brzmiące dysonansowe akordy, i kończący przedstawienie quasi cerkiewny hymn „Żegnaj w pokoju”. Wśród solistów wybijały się tradycyjne „rosyjskie” głęboko brzmiące basy, tytułowy Aleko – Igor Jewdokimenko oraz Stary Cygan – Sergij Kownir.


Zdecydowaną rolę stworzyła Katerina Straszenko jako Zemfira. Jej kochanek Dmiro Kuzmin, władający ładnym tenorowym gatunkiem głosu nie popisał się swobodą, choć wszystkie nuty zaśpiewał i fermaty wytrzymał. Specyficznym pomysłem reżyserskim było wkraczanie na scenę Starej Cyganki (Ludmiła Cigan) pełniącej rolę Fatum i zasłaniającej chustą postacie, które w sposób gwałtowny kończyły życie. Trzeba więc wyrazić wdzięczność, że dzięki przyjazdowi Narodowej Opery Ukrainy mogliśmy w Polsce zobaczyć operę, w której sukcesy odnosił przed stu laty legendarny Fiodor Szalapin.

Kijow,Chopiniana

W drugiej części wieczoru artyści z Kijowa zaprezentowali spektakl baletowy Chopiniana, zapewne jako ukłon w stronę gospodarzy. Muzyka naszego genialnego kompozytora w orkiestrowej instrumentacji zabrzmiała pięknie i lirycznie w wykonaniu tej samej orkiestry, lecz tym razem pod kierunkiem Oleksija Bakłana. Na scenie pojawiły się przepisowo ubrane w zwiewne białe stroje eteryczne sylfidy, które na tle dekoracji przedstawiającej drzewa prezentowały klasyczny układ tańców ułożony przez Michała Fokina i zrekonstruowany z ogromną pieczołowitością przez Raisę Hylko, baletmistrza-pedagoga i zarazem kierownika baletu. Wygląda na to, że tancerki ukraińskiego baletu i tylko jeden mężczyzna, niezwykle sprawny fizycznie i muzycznie Mikita Suchorukow, mają tradycyjne, klasyczną choreografię Fokina we krwi, tak naturalnie następowały po sobie poszczególne baletowe sceny. Balet romantyczny z muzyką Fryderyka Chopina idealnie neutralizował wszystkie dramatyczne spięcia i niepokoje, jakie dziś kojarzą się nam z sytuacją zaistniałą na Ukrainie. Takie jest działanie wielkiej, prawdziwej sztuki, którą nazywamy „wyższą”.

                                                                         Joanna Tumiłowicz